Korona szykuje na Górnik "coś szczególnego"

Korona do ostatniej kolejki rundy zasadniczej zachowała szanse na awans do grupy mistrzowskiej. Ale zwycięstwo w sobotnim meczu z Górnikiem Zabrze (godz. 18) nie musi wystarczyć.
Jeszcze kilka tygodni temu niewielu dawało choćby cień szansy kielczanom na czołową "ósemkę". - To jest cały urok piłki nożnej. Gdybyśmy zabrali jej nieprzewidywalność, to z ośmiu tysięcy kibiców, którzy pojawiają się na stadionie, pozostałoby tysiąc. Piękno tego sportu polega na tym, że zbyt wcześnie nie da się niczego zaplanować - podkreśla trener Marcin Brosz. Przed decydującą serią pojedynków jego ekipa nadal może mieć nadzieję na grę w grupie mistrzowskiej. Potrzebuje jednak korzystnych dla niej rezultatów z aż czterech boisk (swoich meczów nie mogą wygrać Lechia, Wisła, Podbeskidzie i Jagiellonia) i oczywiście sama musi sięgnąć po komplet punktów. - I na tym się skupiajmy. Jeśli zrobimy swoje, czyli wygramy, będziemy mogli dowiadywać się o wynikach z innych spotkań i liczyć, że szczęście nam dopisze - mówi Bartosz Rymaniak.

On, dzięki bardzo solidnej grze w ostatnim spotkaniu w Niecieczy, może być pewny miejsca w wyjściowej "jedenastce". Na niektórych pozycjach pojawiają się znaki zapytania. Ten największy dotyczy lewej pomocy, na której zabraknie chorego Bartłomieja Pawłowskiego. - Rozważamy zarówno wariant z Łukaszem Sierpiną, jak i Tomkiem Zającem, który bardzo dobrze spisuje się w rezerwach. Ale próbowaliśmy też na boku pomocy Łukasza Sekulskiego, więc tych możliwości jest kilka - przypomina szkoleniowiec Korony.

Nie chce jednak odsłaniać wszystkich kart. - Każdy trener na dany mecz szykuje coś szczególnego, coś, czym będzie chciał zaskoczyć przeciwnika. My też mamy coś w zanadrzu - zapowiada.

Zarówno on, jak i piłkarze kieleckiego zespołu zapraszają kibiców, choć szczerze przyznają: - Może on wyglądać bardzo podobnie jak ten w Niecieczy. Będzie dużo walki i gry w środku pola, a ładnych, porywających akcji może być mniej. Punkty zdobędzie po prostu ten, kto będzie bardziej chciał - uważa Rymaniak.

A chcieć powinny obie drużyny. Zakładając pesymistyczny scenariusz, czyli grę żółto-czerwonych w grupie spadkowej, zwycięstwo przy późniejszym podziale punktów pozwoli im rozpocząć walkę o utrzymanie z sześcioma "oczkami" przewagi nad Górnikiem. - Różnice w dolnej części tabeli są bardzo niewielkie. Dlatego nie ma już nieważnych meczów, każda zdobycz jest bardzo cenna - podkreśla golkiper Korony Dariusz Trela.