Ruch Chorzów. Krzysztof Bizacki: Trzy tygodnie temu wzięliby go za idiotę [ROZMOWA]

- Wchodzę do szatni Ruchu Chorzów, ale już w koszulce reprezentanta Górnego Śląska. Koledzy pytają mnie wtedy: - Coś się zmieniło? A ja odpowiadam, że tak. Znowu wymienili żarówki - mówi Krzysztof Bizacki, były gracz Ruchu Chorzów. W sobotę Ruch gra z Lechią w Gdańsku (godz. 18) w ostatniej kolejce rundy zasadniczej.
Bizacki nie zakłada niebieskiej koszulki już od dziesięciu lat, ale wciąż mocno kibicuje klubowi, z którym walczył w Ekstraklasie i dostał szansę gry w reprezentacji Polski.

Ekskluzywne materiały i ciekawostki o Ruchu Chorzów na Facebooku >>

Wojciech Todur: Czy Pana zdaniem Ruch Chorzów obroni miejsce w mistrzowskiej ósemce?

Krzysztof Bizacki: - Mam obawy. Szczególnie po ostatnich meczach na Cichej. Już kilka razy mogli dopiąć swego, a jednak ciągle coś złego stoi na nich drodze. Oby tak nie było do końca sezonu.

Mało optymistycznie...

- Optymistyczny jest fakt, że Ruch nie gra źle w piłkę. Cracovia, Lech Poznań, Wisła Kraków. Każde z tych spotkań mogło, a nawet powinno zakończyć się dla Ruchu punktami. Przeszkadzali sędziowie, pech.

Przecież wystarczyłoby, żeby w ostatnim meczu na Cichej Patryk Lipski wykorzystał rzut karny i nie byłoby tej rozmowy. Wiem, że do Lipskiego nikt nie ma pretensji, bo karny to jednak trochę loteria. Doliczony czas gry, presja, no nie wyszło. Wierzę jednak, że na ten remis w Gdańsku ich stać.

I z taką myślą mają wyjść na boisko? Że wystarczy remis?

- Nie. Oczywiście, że nie. Sam nigdy z taką myślą meczu nie rozpoczynałem, bo to najprostsza droga do porażki. Stwierdzam po prostu fakt - brakuje punktu, który trzeba zdobyć w meczu z Lechią.

Z Lechią, która potrzebuje wygranej, żeby do ósemki awansować

- Spotykam się i rozmawiam z ludźmi, którzy znają się na piłce i większość z nich uważa, że Ruchu zabraknie w mistrzowskiej ósemce. Lechia jest mocna, ale chimeryczna. Też obawiam się o Ruch, ale jednak pamiętam o tym, że tej wiosny ten zespół pewniej czuje się na wyjazdach. Największy problem jest taki, że ze składu wypadło dwóch ważnych graczy, czyli Mariusz Stępiński i Michał Koj.

Wiadomo, że znajdą się zastępcy, ale to jednak nie musi być to samo.

Z Kojem w składzie defensywa Ruchu wcale nie jest monolitem. Szczególnie na Cichej

- Rzeczywiście regularnie tracą ostatnio po trzy gole. W takim stylu meczu się nie wygra. No bo przecież trudno oczekiwać, żeby napastnicy strzelili cztery bramki. To się często nie zdarza. Stępiński ma tę łatwość w zdobywaniu goli. Piłka go szuka, ale jednak takich strat nie odrobi.

Kto za Koja i Stępińskiego?

- W obronie pewnie zagra Mateusz Cichocki. Duża niewiadoma, bo jednak stracił początek rundy z powodu kontuzji. No chyba, że trener postawi na doświadczonego i sprawdzonego Marka Szyndrowskiego. Już nie raz pokazywał, że w trudnych chwilach można na niego liczyć. A w ataku? No jednak Michał Efir. Przy Stępińskim gra ogony. Wchodzi w końcówkach na zmiany. Myślę, że gra od pierwszej minuty dobrze mu zrobi i pokaże na co go naprawdę stać.

W Ruchu na pewno będzie wielka mobilizacja. Tak to musi zadziałać. Gdybyś ktoś trzy tygodnie temu powiedział, że Ruchu zabraknie w mistrzowskiej ósemce, to wzięliby go za idiotę. Teraz jednak taki scenariusz jest realny. Na szczęście wszystko wciąż jest w nogach zawodników z Chorzowa. Nie muszą się na nikogo oglądać. Przeliczać punktów i bramek. Dobrze, że w grze o miejsce w lepszej ósemce wciąż jest zaangażowanych kilka drużyn. Zapowiadają się duże emocje. Na to czekają kibice.

W ostatnich dniach Ruch równie ważny mecz rozegrał poza boiskiem. Zdziwił się Pan, gdy usłyszał, że bez pożyczki z miasta klub nie ma szans na dalszą grę w Ekstraklasie?

- Szczerze? Nie bardzo. Nie gram na Cichej już od dekady, ale jednak wciąż mam tam kolegów. Rozmawiamy i słyszę, że niewiele się tam zmienia. Za moich czasów było podobnie. W tym klubie zawsze brakowało pieniędzy. To niepokoi od lat. Nie pozwala mocniej ruszyć z miejsca. To ciągła walka o przetrwanie, a w tych warunkach sukces może się przydarzyć, ale na pewno nie będzie zaplanowany.

Pożyczka z miasta oznacza również, że nie będzie - przynajmniej na razie - nowego stadionu przy Cichej. Ruch czeka przeprowadzka na Śląski

- Coś za coś. Chociaż nie ukrywam, że dla mnie domem Ruchu na zawsze pozostanie Cicha. Wciąż zaglądam na ten stadion. Wchodzę do szatni, ale już w koszulce reprezentanta Górnego Śląska. Koledzy pytają mnie wtedy: - Coś się zmieniło? A ja odpowiadam, że tak. Znowu wymienili żarówki. I taki już jest ten obiekt. Nawet jeżeli remontowany, to wciąż przestarzały. Na pewno nie przystoi do dzisiejszych czasów.



Piękniejsza strona ekstraklasy! Poznajcie dziewczynę napastnika Ruchu Chorzów!