Cracovia. Ile piłkarz widzi sprzed telewizora

- Mogę wyłożyć nogi i leżeć z pilotem w ręku, ale zdecydowanie wolałbym takiego komfortu nie mieć - przekonuje Damian Dąbrowski. Pomocnik Cracovii, zamiast spełniać marzenia, rehabilituje się po operacji barku.
O tym, jak parszywie się czuł, kiedy otrzymał wyniki badań, już opowiadał. Urazu doznał w bardzo złym momencie - wtedy, kiedy selekcjoner Adam Nawałka zamierzał wysłać mu powołanie na towarzyskie mecze z Serbią i Finlandią. Z początku wydawało się, że ból w barku nie stanie na przeszkodzie, że to nic poważnego, ale koniec końców sprawdził się czarny scenariusz.

Za to córka nie narzeka

Zamiast zadebiutować w Poznaniu w reprezentacji Polski, przeszedł operację w klinice w Bielsku-Białej. Zamiast spotkać się z Nawałką podczas treningu, rozmawiał z nim tylko przez telefon. Selekcjoner chciał wiedzieć, jak pomocnik Cracovii czuje się po zabiegu. - Miałem też kontakt z Bogdanem Zającem [asystent Nawałki - przyp. red.]. Fajnie, że z ich strony jest mała troska i że nie jestem dla nich anonimowy. Ale o tym, że mogłem zagrać w kadrze, już nie myślę. Był dzień, kiedy długo nad tym rozmyślałem, ale szybko wymazałem go z pamięci. To już dawno za mną, życie toczy się dalej - opowiada piłkarz.

Lekarze kazali odpoczywać, a Dąbrowski zapewnia, że ich zaleceń nie lekceważy. Na ręce ciągle nosi ortezę, ale najgorsze podobno za nim, ból pooperacyjny ustąpił. Za dwa tygodnie ma wizytę kontrolną. Być może wtedy będzie też zgoda na bardziej intensywne treningi, bo na razie dostał tylko zestaw lekkich ćwiczeń.

Właśnie wyjechał na krótkie wakacje do Sopotu. Po zabiegu tylko raz zdążył odwiedzić kolegów z Cracovii podczas treningu, poza tym czas spędza w Lubinie, skąd pochodzi. I nadrabia rodzinne zaległości. - Śmiejemy się z żoną, że dzięki kontuzji córeczka w końcu zaczęła mnie kojarzyć. Kiedy się urodziła, byłem na zgrupowaniu, a potem co chwila gdzieś wyjeżdżałem. Obowiązki nie pozwalały mi się nią opiekować - opowiada. - Na początku, tuż po zabiegu, walczyłem z bólem, przez większość czasu leżałem przed telewizorem z okładem lodowym. A teraz mnie nosi, już bym najchętniej pobiegł pokopać piłkę, ale lekarze hamują zapędy. Czas musi zrobić swoje, więc na razie zostaje mi tylko gra z synem w domu.

Dziwne uczucie

Mecze ogląda w telewizji. Przyznaje, że to ciekawe doświadczenie, ale gdyby mógł wybierać, to wolałby być chociaż na trybunach: - Wszystko jest podane na tacy, są powtórki w zwolnionym tempie i czasem wydaje się, że to, jak trzeba zagrać piłkę, jest oczywiste, a piłkarz ma zazwyczaj bardzo dużo czasu. To dziwne uczucie, bo wiem, że na boisku to nie wygląda tak prosto. Mogę więc wyłożyć nogi i leżeć spokojnie, z pilotem w ręku, ale zdecydowanie wolałbym tego komfortu nie mieć.



W Cracovii nie ukrywają, że kontuzja Dąbrowskiego to problem. Miał tworzyć mocny duet defensywnych pomocników z Miroslavem Covilą, ale najpierw kontuzjowany był Serb, teraz Polak. W tej sytuacji cofnięty został Marcin Budziński. Trener Jacek Zieliński nie ukrywa jednak, że jest też druga opcja i na pozycji Dąbrowskiego mógłby zagrać Bartosz Kapustka.

Na razie, bez Dąbrowskiego, Cracovia jeszcze nie wygrała (porażka z Legią Warszawa 1:2, remisy z Pogonią Szczecin 2:2 i Górnikiem Łęczna 0:0), choć ciągle jest na podium ekstraklasy i będzie walczyć o grę w europejskich pucharach. - Nie umiem powiedzieć, jak bardzo mnie brakuje. Proszę o to pytać innych. Ale gdybym grał, to chyba mógłbym pomóc zespołowi - twierdzi Dąbrowski.