Ruch Chorzów. Miasto pożyczy klubowi 18 mln zł. Zarząd klubu zrównany z ziemią!

Radni Chorzowa zlitowali się nad Ruchem, który poprosił o 18 mln pożyczki. Bez tych pieniędzy niebiescy nie mieli szans na dalszą grę w Ekstraklasie. W czasie gorącej dyskusji klubowi zarzucono m.in. szantaż i skrajną niekompetencję.
Facebook? » | A może Twitter? »


Czwartkowe przedpołudnie to był gorący czas dla sympatyków Ruchu. Klub znalazł się pod ścianą, po tym gdy firma, która w ostatnich latach kredytowała działalność niebieskich, wystąpiła o zwrot pożyczek.

Te początkowo zamykały się kwotą 22 mln zł, ale w drodze negocjacji dług udało się pomniejszyć do 12 milionów.

Spłata tej sumy stała się dla Ruchu sprawą życia i śmierci. Z takim długiem Ruch nie miał szans na to, żeby starać się - z pozytywnym skutkiem - o licencję na grę w Ekstraklasie. Niebiescy zwrócili się o pomoc do władz miasta, które jest udziałowcem spółki. Ruch poprosił jednak o 18 mln zł, gdyż zewnętrzne długi klubu nie dotyczą tylko kredytującej klub firmy z Bydgoszczy.

Stan wózków sklepowych

Andrzej Kotala, prezydent Chorzowa, od początku stawiał sprawę jasno: pomoc jest możliwa, ale oznacza, że miasto zawiesza projekt budowy nowego stadionu na Cichej. Dzięki temu władze Chorzowa zyskały możliwość przekazania klubowi 11 mln zł, które miała w najbliższym czasie pochłonąć inwestycja na Cichej. Pozostałe siedem milionów złotych trzeba było już znaleźć w budżecie.

Pomysł zaakceptowali kibice, którzy jednocześnie zgodzili się na to, żeby klub przeniósł się - od lata 2017 roku - na Stadion Śląski.

Obradom radnych przysłuchiwało się około stu kibiców niebieskich. Fani zajęli miejsca na galerii sali obrad. Sympatycy klubu liczyli, że kwestia pożyczki będzie omawiana na początku sesji. Radni zmienili jednak porządek obrad...

Dzięki temu kibice mogli wysłuchać raport o stanie sanitarnym miasta. Dowiedzieć się, że trwa rekrutacja do przedszkoli, a niektóre miejskie chodniki wymagają natychmiastowego remontu. Fani przysłuchiwali się temu w ciszy i skupieniu, ale gdy padło pytanie o sanitarny stan wózków sklepowych, to zniecierpliwienie zaczęło brać górę.

Spokój zachowywał natomiast Dariusz Smagorowicz. Prezes Ruchu przed sesją odbył szereg spotkań z chorzowskimi radnymi. W czwartek pojawił się jednak w sali obrad. Prezes niemal cały czas chodził tam i z powrotem. - W ten sposób łatwiej zachować mi spokój - uśmiechał się.

Bez sentymentów

Po godzinie 12 sprawa Ruchu w końcu trafiła na mównicę. Pierwszy sprawą zajął się Krzysztof Hornik, szef komisji budżetu i finansów. - Nie zgadzam się z obiegowym stwierdzeniem, że jeżeli miasto nie pomoże, to Ruch zagra przez to w przyszłym sezonie w czwartej lidze. To nie tak. Jeżeli klub upadnie, to winny będzie właściciel, który do takiego stanu doprowadził. Przedstawiono nam różne wersje zadłużenia. Dług zewnętrzny, dług wewnętrzny... 15, 20, 30, 50 milionów złotych. Wiarygodność spółki jest dla nas zerowa. I my mamy teraz pozwolić prezydentowi na zwiększenie limitu pożyczki? Nie ma na to naszej zgody!

Dlaczego właściciel zwrócił się do miasta z prośbą o pożyczkę dopiero 15 marca? Czy wcześniej nie wiedział o fatalnej sytuacji finansowej klubu? Dlaczego dano nam tak mało czasu na podjęcie decyzji? - mnożył pytania Hornik, który zapewnił, że kibicuje niebieskim od dziecka, ale w tej sytuacji kieruje się zdrowym rozsądkiem, a nie sentymentem.

Następnie na mównicy pojawił się Waldemar Kołodziej, przewodniczący klubu PdChiPO, który odczytał stanowisko klubu w sprawie zwiększenia limitu finansowego na udzielenie pożyczki. Kołodziej podkreślał, że pożyczka musi być zwrócona w okresie nie dłuższym niż pięć lat i zabezpieczona akcjami Smagorowicza i Aleksandra Kulczyka, przewodniczącego rady nadzorczej spółki.

Spłatę mogłyby zapewnić cesje z transferów graczy niebieskich, a w ostateczności zajęcie znaku klubu, czyli chorzowskiej "R-ki". Kołodziej pytał również, czy kontrolę nad "R-ką" ma wciąż firma z Cypru.

- Chcemy to wiedzieć - podnosił głos. Radny stwierdził również, że jego ugrupowanie oczekuje, że akcjonariusze klubu wyzerują swój dług - tak zwany dług wewnętrzny - wobec Ruchu.

Z kolei radny Jan Skórka podkreślał, że jest zażenowany sposobem działania i prowadzenia negocjacji przez zarząd Ruchu. - To wyraz skrajnej niekompetencji! - grzmiał. - Musimy zabezpieczyć spłatę tej pożyczki! I nie jest to pożyczka miasta, radnych, ale mieszkańców Chorzowa - mówił.

Padały też opinie, że władze Ruchu zaszantażowały miasto. Kibice się nie oburzali, a nawet bili brawo. Jacek Nowak, przewodniczący Rady Miasta, stwierdził, że Smagorowicz to sympatyczny człowiek, który jednak nie wzbudza jego zaufania. - Pan wiedział o problemach, ale zasygnalizował pan je na tyle późno, żeby nie było to przedmiotem specjalnych analiz. Pan dużo mówi, ale odczuwa jakiś lęk czy wstręt do przedstawiania tego na piśmie. Nawet jak chce się otrzymać kredyt na samochód, to trzeba pliku dokumentów. Pan chce od miasta 18 milionów złotych pożyczki, a przekazał nam jedno pismo - mówił Nowak.

Ważne słowa Kotali

Smagorowicz wysłuchiwał tego z kamienną twarzą. Nowak pytał, czy a konto pożyczki można zabezpieczyć wpływy z Canal+, i sam odpowiedział, że Ruch nie chce przystać na takie rozwiązanie.

- Wartość jednej akcji Ruchu to dziś 26 groszy. Mnożąc to przez liczbę akcji, otrzymujemy około sześciu milionów złotych. Prezes Ruchu mówi jednak, że wartość jest znacznie większa. Mimo to wielkość długów i pożyczka z miasta wielokrotnie przewyższają wartość klubu. Istnieje olbrzymie niebezpieczeństwo, że nie odzyskamy tej pożyczki. Jeżeli nie spełni się plan prezesa, to niewykluczone, że konieczne będą kolejne pożyczki - zaznaczył.

Nowak mówił też o przyszłości Ruchu na Stadionie Śląskim. Zdradził, że klub ma oddawać Stadionowi 20 procent ewentualnych zysków z dnia meczowego. - Według urzędu marszałkowskiego mecz będzie bilansował się na zero dopiero przy dziesięciu tysiącach widzów. W innym przypadku Ruch co mecz będzie musiał uiszczać ryczałt - za użytkowanie obiektu - do którego będzie jeszcze dopłacał. W przyszłości miasto może więc przejąć jeszcze bardziej zadłużony klub. Za tym nie zagłosuję - podkreślał Nowak.

Głos zabrał też Kotala: - Kwota pożyczki budzi kontrowersje. To pieniądze, które jednak umożliwiają przetrwanie i dalszą grę w Ekstraklasie. Ruch to ikona naszego miasta. Ta "R-ka", która jest szargana, licytowana, przenoszona, nie jest wartością spółki, ale całego miasta. Różna była sytuacja klubu w przeszłości, ale nigdy nie była aż tak zła. I to jest wina ludzi, którzy dziś zarządzają klubem. Czy pan nie wiedział - Kotala zwrócił się do Smagorowicza - że na piłce się zarabia?! - By ratować klub, musimy rezygnować z budowy nowego stadionu, remontów ulic, przedszkoli i wielu innych ważnych inwestycji. Uważam, że prezes Smagorowicz powinien nieść świadomość, że wraz z udzieleniem tej pożyczki zakończy się eldorado w zarządzaniu, a miasto będzie traktowane jak partner, a nie jak zło konieczne. To ważny i historyczny moment dla miasta. Nie możemy zakładać, że klub nie odda pożyczki. Mam nadzieję, że tak się nie stanie. Nie zamierzamy też odstąpić na dobre od budowy nowego stadionu przy Cichej. Nie chcemy, żeby po jego wybudowaniu Ruch dalej grał na Śląskim - mówił Kotala.

Weksel in blanco

Na koniec przemówił Jarosław Kimel - radca prawny - który mówił o zabezpieczeniach pożyczki. Mówił o cesjach z tytułu umów transferowych piłkarzy, zabezpieczeniu wartości znaków towarowych klubu oraz wekslach in blanco gwarantowanych przez właścicieli Ruchu.

Zadłużenie - w ostateczności - mogłoby też zostać przekonwertowane na akcje po to, żeby miasto mogło uzyskać kontrolę nad spółką. - Spółka nie ma prawa zaciągać nowych pożyczek powyżej 200 tysięcy złotych bez zgody miasta. Spółka nie może poręczać zadłużeń innych podmiotów. To wszystko po to, żeby sytuacja finansowa klubu jeszcze się nie pogorszyła. Spółka ma gromadzić przychody na jeden jawny rachunek bankowy, który będzie pod kontrolą miasta - mówił.

Kotala zaprosił też na mównicę prezesa Smagorowicza, ale ten odmówił. - Są przesłanki, żeby Ruch był w stanie upadłości. To jak klub może spłacić pożyczkę? Zabezpieczenia są teoretyczne - zauważył Hornik.

Przed głosowaniem zarządzono kolejną - dziesięciominutową przerwę. Ostatecznie miasto pożyczy klubowi 18 milionów złotych. Za takim rozwiązaniem zagłosowało 14 radnych. 3 wstrzymało się od głosu, a 4 było przeciw.

Jaka śliczna! Najpiękniejsza sędzia piłkarska w Polsce