"Piątka dla Piątka". Były trener Lecha Poznań: Waldek był jak wczesny Manuel Neuer

- Waldemar Piątek trafił do nas w dobrym momencie. Do Lecha, który był niedoceniany, a wiele osiągnął. Teraz się z nim kojarzy - mówi trener Czesław Michniewicz o lechicie, któremu zbiórka pieniędzy może pomóc w powrocie do zdrowia.


Waldemar Piątek grał w Kolejorzu w latach 2003-2005. Mógłby znacznie dłużej, ale w kwietniu 2005 roku źle się poczuł. Miał gorączkę, wysypkę, spuchł. Ówczesny trener Lecha Czesław Michniewicz usunął go z tego powodu ze składu. Wkrótce okazało się, że bramkarz Lecha ma żółtaczkę typu C.

Złamała mu ona życie i zdrowie - zmaga się z nią do dzisiaj i nadal nie zdołał jej wyleczyć. Akcja "Piątka dla Piątka", którą organizuje Lech Poznań i jego kibice, ma na celu zebrać pieniądze potrzebne na leczenie. Z każdego biletu na piątkowy mecz Lecha ze Śląskiem Wrocław na ten cel pójdzie 5 zł, prowadzona będzie też zbiórka pieniędzy i licytacja pamiątek.

- Mógł zajść dalej, bez dwóch zdań. Był bowiem bramkarzem nietypowym, grającym bardzo nowocześnie jak na tamte czasy - wspomina Czesław Michniewicz, który sam był kiedyś bramkarzem. - Taki wczesny Manuel Neuer, który do końca stoi na nogach przed szarżującym napastnikiem i patrzy, co ten zrobi. Wielu bramkarzy tego nie umiało. Napastnik brał zamach, a oni już siadali na tyłku. Waldek był inny.

Według niego Piątek trafił do Lecha w dobrym momencie. - Lech był niedoceniany, świeżo po powrocie do ekstraklasy. A jednak zdobył Puchar Polski i Superpuchar [w 2004 roku] - mówi. - To wzmogło zainteresowanie. Dzisiaj wielu graczy trudno przykleić do jednego klubu, a Waldek grał w kilku, a i tak kojarzy się z Lechem.

- To był dość krnąbrny gracz. Kiedyś wystawiłem Norberta Tyrajskiego i mówię Waldkowi, że tak będzie w pucharze. A on tylko odburknął wzburzony "niczego mi trener nie musi tłumaczyć". Ta żółtaczka go zatrzymała. Długo nie wiedzieliśmy, co jest grane, co mu dolega i co z nim dalej będzie. Jak tu powiedzieć 25-latkowi, że to koniec z piłką. Wielka szkoda, bo plany z nim związane były duże - dodaje Michniewicz.