Kręta droga - kontuzje, dramaty osobiste, porażki, czyli 110 procent do sportowego sukcesu

Na przykładzie tych sportowców chciałam pokazać, że trzeba gonić marzenia, nawet jeśli droga do ich spełnienia jest długa i kręta. I wcale nie chodzi tylko o marzenia o olimpijskich medalach.
Rozmowa z Agnieszką Golą-Rakowską, reżyserką i scenarzystką filmu dokumentalnego "110 procent"

W filmie dokumentalnym "110 procent" wśród 15 znanych polskich sportowców jest troje z Małopolski. Katarzyna Rogowiec z Rabki-Zdroju to niepełnosprawna biegaczka narciarska i biathlonistka. Jej najważniejsze sukcesy to dwa złote medale igrzysk paraolimpijskich. Rafał Sonik to kierowca quada. Jako pierwszy Polak indywidualnie wygrał Dakar, najtrudniejszy terenowy rajd na świecie. Kolarz Rafał Majka jest dopiero na początku sportowej kariery. Jego największy sukces to wygranie trzech etapów i zwycięstwo w klasyfikacji górskiej Tour de France, najbardziej prestiżowego wyścigu kolarskiego na świecie.

15 bohaterów na 110 procent

Karol Bielecki (piłkarz ręczny), Bartłomiej Bonk (sztangista), Zbigniew Bródka (łyżwiarz szybki), Zofia Klepacka (windsurferka), Mateusz Kusznierewicz (żeglarz), Robert Lewandowski (piłkarz), Rafał Majka (kolarz), Tomasz Majewski (lekkoatleta), Adam Małysz (skoczek narciarski i kierowca rajdowy), Natalia Partyka (tenisistka stołowa), Katarzyna Rogowiec (niepełnosprawna biegaczka narciarska), Rafał Sonik (kierowca quada), Anita Włodarczyk (lekkoatletka), Maja Włoszczowska (kolarka górska), Andrzej Wrona (siatkarz).

Andrzej Klemba: Najwięcej w pani dokumencie wypowiada się Rafał Sonik. Dlaczego?

Agnieszka Gola-Rakowska: Bo mówi bardzo fajne i mądre rzeczy, które wypływają chyba na każdego z nas. Ten, kto obejrzy film, powinien wiedzieć, jak sobie w głowie poukładać, że warto walczyć o spełnianie własnych marzeń. I krok po kroku do tego dążyć. Rafał jest tego doskonałym przykładem. Staraliśmy się, by każdy z bohaterów filmu dostał własne pięć minut. Materiału mieliśmy bardzo dużo i dlatego montaż był jedną z najtrudniejszych rzeczy przy robieniu tego filmu. Usiedliśmy i mieliśmy prawie 100 godzin nagrań, a trzeba było to skrócić do 75 minut. Zresztą na początku mieliśmy listę 30 sportowców, których zamierzaliśmy zaprosić do udziału. Gdybyśmy jednak chcieli pokazać historię ich wszystkich, to powstałby teledysk, a nie film dokumentalny. To było bardzo trudne, by połowę z nich odrzucić. To były dwa najtrudniejsze momenty przy produkcji tego filmu.

Mam nadzieję, że wybrnęłam z tej sytuacji i 2 czerwca wyjdzie książka pod takim samym tytułem. Znajdzie się w niej 15 wywiadów i ci, dla których bohaterów w filmie jest za mało, będą mogli doczytać, co mieli do powiedzenia. Znajdzie się też tam 15 psychologicznych zagadnień opracowanych przez fachowców, np. prof. Jana Blecharza. Książka będzie przedłużeniem filmu i będzie w niej można znaleźć więcej odpowiedzi na temat losów i karier bohaterów.

Rafał Sonik mógłby być ojcem np. Rafała Majki czy Andrzeja Wrony.

- Chciałam pokazać, że każdy z nas może spełniać swoje marzenia. Ci sportowcy zwykle zaczynali od zera, powoli wspinali się na szczyt, a po drodze piętrzyły się przed nimi różne przeszkody. Musieli ponieść wiele porażek, zanim osiągnęli sukces. Codziennie wkładają 100-110 proc. energii, by stawać na szczycie. Chciałam pokazać, że mimo porażek i niepowodzeń nie można się poddawać. Trzeba przeć do przodu, bo przecież tym sportowcom noga się powinęła. Bez względu na okoliczności, na to, co np. mówią nam znajomi i jak krytykują nasze wybory, powinniśmy iść za głosem serca i podążać za marzeniami. To pomaga w byciu szczęśliwym. To wcale nie muszą być marzenia o medalu olimpijskim. To może chodzić np. o otwarcie małej piekarenki. Mam nadzieję, że ten film pomoże oglądającym w podjęciu decyzji.

Na pokazie było wiele dzieci...

- Chciałbym, by bohaterowie filmu stali się dla nich wzorem do naśladowania. By zobaczyli, że świat sportu to nie jest tylko Robert Lewandowski strzelający pięć goli w dziewięć minut. Do takich sukcesów prowadzi ciężka praca. By nie wydawało się im, że bycie sportowcem jest tylko cudowne. Jest się bogatym i sławnym. Droga do tego jest bardzo długa i często kręta. Chcieliśmy pokazać, ile to kosztuje wyrzeczeń i co trzeba zrobić, by dojść na sam szczyt. Mam nadzieję, że film pomoże dzieciakom w kształtowaniu charakterów.

Skupiła się pani bardzo na kontuzji Mai Włoszczowskiej. Za to w przypadku Bartłomieja Bonka wątek tragedii rodzinnej, która nie mniej wpływa na karierę sportowca, został zupełnie pominięty.

- O tym osobistym dramacie Bartka będzie można przeczytać w książce. On jest dla mnie największym odkryciem tego filmu. Przed zdjęciami powiedział, że są granice, których nie chce przekraczać. Wolał nie mówić o stracie córeczki i my to uszanowaliśmy. Po tym jak przyjechaliśmy do niego na nagranie do Spały, wieczorem w rozmowie zadałam tylko jedno pytanie: Jak ta tragedia rodzinna wpłynęła na jego życie sportowca? Bartek wtedy otworzył się jak książka. Mówił tak niesamowite rzeczy, że pierwszy raz płakałam podczas wywiadu. To jego osobiste nieszczęście nie pasowało nam do spójności filmu, dlatego trafiło do książki. Skupialiśmy się bardziej na przeszkodach typu kontuzje, bo to element sportowej kariery. Bartek wciąż przeżywa to, co się stało, i dlatego nie chcieliśmy wrzucać tego tematu do filmu.

Przy Robercie Lewandowskim brakuje mi mocnego akcentu, związanego właśnie z pokonywaniem trudności.

- To efekt braku czasu w filmie. Gdybyśmy chcieli poruszyć wszystkie wątki i dać więcej mądrych i znaczących wypowiedzi, to musielibyśmy zrobić taką sagę jak "Gwiezdne wojny". Starałam się tak stworzyć scenariusz, by bohaterowie byli wymieszani. Jeden zaczyna historię i każdy kolejny ją buduje.

Wśród tych sportowych gwiazd brakuje Justyny Kowalczyk.

- Nie zgodziła się wziąć udziału. Nie chciała wchodzić w bliższe relacje i opowiedzieć, co się działo w jej życiu prywatnym, sportowym i w głowie. My nie tylko zaglądaliśmy do sali treningowej, ale też w duszę. Chcieliśmy pokazywać też drugi oblicze bycia sportowcem, to, co w nich siedzi. Niektórzy zawodnicy chcieli wziąć udział w filmie, ale przyznali, że nie czują się na siłach, by publicznie pokazać, co się dzieje w ich głowach.

Co panią zaskoczyło przy kręceniu filmu?

- Najbardziej to, że ci wszyscy sportowcy w kontaktach są zupełnie normalni. Nie grymasili, gdy prosiłam ich o kolejny dubel, wręcz przeciwnie. Rafał Sonik chyba kilkanaście razy zagrał scenę zdejmowania i zakładania gogli z kaskiem.



Więcej o: