Johan Cruyff nie żyje. 28 lat temu starcie z Lechem Poznań nazwano "najgorszym meczem jego epoki"

Legendarny holenderski piłkarz, a potem trener Johan Cruyff, który zmarł w czwartek w wieku 68 lat, to w Poznaniu przeżywał jedne z trudniejszych chwil w swej trenerskiej karierze. Gdy w listopadzie 1988 roku do decydującego rzutu karnego podchodził Bogusław Pachelski, odwrócił się nawet w stronę szatni, pogodzony z odpadnięciem FC Barcelony
Johan Cruyff w swej karierze przeżył wiele dramatycznych meczów. W historii Lecha Poznań ten pojedynek z FC Barceloną jesienią 1988 roku zapisał się złotymi zgłoskami. Do czasu meczów Kolejorza z Juventusem Turyn i Manchesterem City, nie było słynniejszego pojedynku. I drugiego, w którym Lech byłby tak blisko wyeliminowania tak wielkiego rywala.

Holender Johan Cruyff (jak zapisuje się jego nazwisko poza Holandią) związał się z FC Barceloną jako piłkarz w 1973 roku. I pozostał jej wierny aż do śmierci. Prowadził ją także jako trener w latach 1988-1996, a zatem wtedy gdy kataloński klub sięgnął po pierwszy Puchar Europy w 1992 roku. Zanim to zrobił, zdobył także Puchar Zdobywców Pucharów w 1989 roku, choć na drodze stanął mu Lech Poznań w nieoczekiwanie równej walce.

To nie jest w Poznaniu zwykły mecz. To legenda. Pierwszego pojedynku z FC Barceloną nie widział właściwie nikt, bo telewizja go nie transmitowała. Pokazała jedynie skrót i to po kilku dniach. Kibice na własną rękę dowiadywali się, że Lech zremisował na Camp Nou 1:1. Prowadzenie dla barcelończyków zdobył tam Roberto, który wykorzystał rzut karny za dość przypadkową rękę Damiana Łukasika. Bogusław Pachelski odważną akcją odpowiedział jednak na tamto trafienie. Po efektownym rajdzie aż po sam słupek hiszpańskiej bramki i posłaniu piłki między nogami Andoniego Zubizaretty otrzymał on od prasy w Hiszpanii przydomek "un satan blanco" (biały diabeł). Lech przywiózł. Poznaniacy mieli w Hiszpanii jeszcze jedną (poza zakończoną golem szarżą Pachelskiego) doskonałą okazję brakową, gdy Jarosław Araszkiewicz posłał piłkę tuż obok bramki, jednakże to FC Barcelona przeważała w tym spotkaniu. Poznańska obrona z bramkarzem Ryszardem Jankowskim odpierała je ataki, a najgroźniejszy zakończył się strzałem w słupek. Strzelał Gary Lineker.

Za ten pojedynek Johan Cruyff został bardzo skrytykowano. Nazwano go "najgorszym meczem jego epoki" i określano jako "obraźliwy remis". Mało kto już pamięta, że Johan Cruyff nie wypowiadał się o Lechu ze specjalnym szacunkiem. Twierdził, że FC Barcelona w rewanżu sobie z pewnością poradzi, gdyż "nie ma innego wyjścia". Mimo tego jego przyjazd i jego zespołu wzbudził w Poznaniu ogromne zainteresowanie.

Ludzie czekali już na lotnisku, choć niewiele brakowało, by się nie doczekali. Samolot DC-9 z zespołem FC Barcelony długo krążył nad Poznaniem z powodu mgły, zdawało się że będzie musiał odlecieć na jakieś inne lotnisko. Wreszcie wylądował. Johan Cruyff i ekipa zamieszkali w hotelu Poznań i to w jego holu polowali na bezcenne łupy łowcy autografów. Ze względu na gigantyczne zainteresowanie, Lech zdecydował się wprowadzić bilety także na oficjalny trening Katalończyków. . Kosztowały niedużo, bo 100 zł, przy cenie 1200 i 1500 zł za bilet na samo spotkanie. Przeciętna pensja w tamtej Polsce pod koniec PRL wynosiła 53 tys. zł, a za dolara płaciło się 2500 zł. Bochenek chleba kosztował 50 zł, a litr benzyny - 130 zł. Chętnych było tak wielu, że pod stadionem na Bułgarskiej ustawiły się koniki. Żądali oni za bilet 10 tys. zł.

Gości przyjął też prezydent Andrzej Wituski - była to jedyna wizyta Johanna Cruyffa w poznańskim magistracie. I jedyna na stadionie w Poznaniu. I jedna z najtrudniejszych w trenerskiej karierze.



Europejski kopciuszek, jakim był Lech Poznań - zespół, który nie był nawet w czołówce swej rodzimej ligi - objął prowadzenie po golu Jerzego Krudzczyńskiego. Katalończycy byli wówczas poza pucharami już na tak wczesnym etapie. Zdołali jednak wyrównać, doszło do dogrywki i rzutów karnych. Tutaj widmo odpadnięcia znów zajrzało w oczy Johana Cruyffa, wystarczyło by Bogusław Pachelski wykorzystał decydującego karnego. Uważni obserwatorzy zauważyli wówczas, że holenderski trener w swym charakterystycznym płaszczu odwrócił się nawet i już powoli kierował w stronę szatni, jakby pogodzony z losem. Bogusław Pachelski jednak spudłował, w jego ślady poszedł także Damian Łukasik i to FC Barcelona wygrała rywalizację. Następnie pokonała duński zespół Aarhus GF, bułgarski CSKA Sofia, zwany wtedy Sredecen, a w finale na stadionie w Bernie w Szwajcarii pokonała 2:0 włoską Sampdorię Genua.

Kibice Lecha Poznań do dzisiaj zastanawiają się, co by się stało, gdyby Pachelski strzelił i Johan Cruyff jednak zszedł do szatni pokonany.