Wisła Kraków. W poszukiwaniu utraconych sił

Wisła już po raz trzeci w tym sezonie zmieniła trenera od przygotowania fizycznego. Nowy ma sprawić, by krakowianie w końcówkach meczów przestali opadać z sił.
W pierwszych pięciu wiosennych meczach Wisły powtarzał się ten sam schemat. Krakowianie nieźle radzili sobie w pierwszej połowie, czasami wychodzili na prowadzenie, ale nie potrafili utrzymać tempa po przerwie. Wiosną rywale wbili im dziewięć bramek, w tym aż siedem po zmianie stron, większość między 50. a 76. minutą.

- W drugiej połowie mieliśmy zadyszkę i pewne problemy - mówił po spotkaniu z Piastem Gliwice kapitan Arkadiusz Głowacki, choć to był akurat jedyny mecz Wisły, w którym drugie 45 minut krakowianie zakończyli bez straconego gola (dali sobie za to strzelić bramkę w pierwszej połowie i był remis). Ale już kilka dni później w Kielcach znów wypuścili z rąk zwycięstwo po trafieniu rywali po przerwie.

Problemy dostrzegał trener Tadeusz Pawłowski. Jeszcze po ostatnim sparingu z Górnikiem Zabrze zapewniał, że pod względem fizycznym jego piłkarzom nie można nic zarzucić. Ale po porażce z Podbeskidziem Bielsko-Biała przyznał, że drużyna nie jest gotowa na grę na pełnych obrotach przez 90 minut. Kilkadziesiąt godzin później stracił pracę, a potem w wywiadach podkreślał, że to nie on jest winien zaniedbań i że na nadrobienie motorycznych braków czasem potrzeba lat.

Wątpliwości nie mieli też eksperci. - Piłkarsko zespół prezentuje się coraz lepiej, ale przygotowanie fizyczne mocno szwankuje. Szczególnie widać to w drugich połowach meczów. W pierwszych wiślacy grają świetnie. Potem chłopakom brakuje sił - podkreślał Kamil Kosowski, były pomocnik Wisły. Mówił to jeszcze przed meczem z Termalicą 14 marca.

Ale potem w ciągu kilkudziesięciu godzin w Wiśle nastąpił mały przewrót. Zespół przejął Dariusz Wdowczyk. Miał czas jedynie na kilka rozmów z piłkarzami, ale poprowadził drużynę do efektownego zwycięstwa. Co prawda Wisła znów straciła bramkę po przerwie, jednak już po dwóch minutach potrafiła na nią odpowiedzieć. Tego, czy krakowianie odzyskują siły, nie zweryfikował kolejny mecz, bo z Jagiellonią przez ponad 80 minut grali w jedenastu na dziesięciu.

Wśród piłkarzy zdania na temat przygotowania drużyny są podzielone. - Nie mogę mówić za wszystkich, ale dobrze się czułem. Prezentujemy się dobrze. Mamy przerwę na mecze reprezentacji, trochę popracujemy i nadrobimy to, czego nam brakuje - zaznacza Denis Popović.

Maciej Sadlok przyznaje jednak, że jemu sił brakowało: - Na początku rundy tak właśnie się czułem. Przez połowę okresu przygotowawczego chorowałem, leżałem w łóżku. Potrzebuję gry, pełnych meczów. Po kolejnym spotkaniu widzę, że pod względem fizycznym jest zdecydowanie inaczej niż na początku roku. Wielu zawodników ma chyba podobnie.

Okazją do pracy nad motoryką jest przerwa na mecze reprezentacji. W tym tygodniu krakowianie trenują dwa razy dziennie. Od wtorku robią to pod okiem nowego trenera od przygotowania fizycznego. Już trzeciego w tym sezonie. Jesienią z drużyną pracował Andrzej Bahr. W styczniu zastąpił go Jakub Sage. A jego miejsce zajął z kolei Wojciech Żuchowicz, który dotąd pracował z rezerwami drużyny. To jedyna zmiana w sztabie szkoleniowym Wisły po tym, jak drużynę przejął Wdowczyk.

We wtorek jego piłkarze przeszli też testy wydolnościowe. Trener pytany o to, czy ma zastrzeżenia do przygotowania fizycznego, unika jednoznacznej odpowiedzi. - W czasie przerwy na mecze kadry będziemy pracować nad różnymi elementami, w tym nad przygotowaniem fizycznym. Wyniki badań będą drogowskazem, w jakim kierunku powinniśmy pójść. Mamy w drużynie dwadzieścia kilka różnych organizmów. Jeden potrzebuje szybkości, inny trochę siły. Dlatego będziemy indywidualizować zajęcia dla piłkarzy - zapewnia.