Sebastian Zieleniecki z Widzewa: Mam do czego wracać

Sebastian Zieleniecki to jeden z największych pechowców w Widzewie. Jeszcze nie zdążył zadebiutować w oficjalnym meczu, a już zerwał więzadła krzyżowe w kolanie.
Maciej Nowocień: W czwartek przejdziesz operację rekonstrukcji więzadeł...

Sebastian Zieleniecki: Zabieg mam zaplanowany na czwartkowy poranek. Koło południa powinno być już po sprawie. Liczę też, że po udanej operacji szybko zostanę wypisany ze szpitala. Już zdążyłem się pogodzić z tym, że mam pół roku z głowy. To duży pech. Po powrocie z Włoch, gdzie nabawiłem się identycznej kontuzji w drugim kolanie, chciałem się odbudować w Widzewie. Tymczasem w piłkę pograłem zaledwie miesiąc. Cóż, muszę wymazać rok z mojej piłkarskiej przygody. Szkoda, bo z drugim kolanem nie miałem żadnych problemów, fizycznie też wyglądałem nieźle.

Nie zdążyłeś nawet zadebiutować w oficjalnym meczu Widzewa...

- I w tym sezonie już nie zadebiutuję... Po rehabilitacji chcę spokojnie wejść w trening. Lepiej poczekać tydzień czy miesiąc i nie mieć później problemów. Za jakieś cztery miesiące powinienem rozpocząć przygotowania, oby już do sezonu w III lidze.

Prezes Marcin Ferdzyn zaproponował ci przedłużenie kontraktu.

- Jestem za to bardzo wdzięczny. Widzew sporo pomógł mi także z operacją. Teraz wiem, że mam do czego wracać. Po ciężkiej rehabilitacji będę musiał się odwdzięczyć dobrą grą, bo tak się umówiliśmy. Już wcześniej rozmawialiśmy na temat dłuższej umowy, ale ostatecznie podpisałem półroczny kontrakt. Po awansie do III ligi mieliśmy usiąść do rozmów na temat jego przedłużenia. Po kontuzji prezes sam zaproponował układ: przedłużymy umowę, Widzew pomoże mi z operacją, a ja mam dać z siebie wszystko, już w III lidze. Oczywiście się zgodziłem.

Rozumiem, że będzie można cię spotkać na stadionie przy ul. Milionowej?

- Oczywiście, że będę wspierał chłopaków z trybun. Na najbliższym meczu z Włókniarzem Zelów jeszcze nie będę, by nie uszkodzić nogi, ale na kolejnych będę już kibicował kolegom.