Widzew Łódź - Zawisza Pajęczno 2:0. Ważna wygrana Widzewa

Piłkarze Widzewa wygrali pierwsze wiosenne spotkanie. Na stadionie przy ul. Milionowej pokonali Zawiszę Pajęczno 2:0
Jeszcze kilka dni temu nie wiadomo było czy spotkanie w ogóle się odbędzie. W poniedziałek w nocy w Łodzi padał śnieg, a taka pogoda nie sprzyjała murawie stadionu przy ul. Milionowej. - Nie jesteśmy w stanie odśnieżyć boiska. Musimy liczyć na dobrą pogodę w najbliższych dniach - mówił Janusz Matusiak, prezes UKS SMS Łódź, do którego należy obiekt przy Milionowej.

Matka Natura zlitowała się nad Widzewem i dzięki słonecznej aurze udało się doprowadzić boisko do odpowiedniego stanu. Co ciekawe, spotkanie mogło się też odbyć jako impreza masowa, bowiem łódzki klub spełnił wszelkie wymagania policji. Dopisali także kibice, którzy już w czwartek wykupili wszelkie możliwe bilety na spotkanie. Fani sprawnie wchodzili na stadion i szczelnie wypełnili obie trybuny, a ci, którzy nie zdążyli kupić biletu oglądali mecz z... dachu okolicznej kamienicy. Przez cały mecz kibice głośno dopingowali widzewiaków, ale... nie tylko. Dostało się Robertowi Brożynie, piłkarzowi Zawiszy, który w internecie niepochlebnie wypowiadał się o łódzkim klubie. A trzeba przyznać, że kibice są pamiętliwi...

Brożyny nie oszczędził także Michał Czaplarski, który jest zadeklarowanym widzewiakiem. Już na początku meczu pokazał rywalowi, że lekkiego życia w Łodzi miał nie będzie. Mimo to, widzewiacy nie prezentowali się dużo lepiej od zawodników Zawiszy. Pierwsze minuty były wyrównane. Piłkarze z Pajęczna stosowali ostry pressing i skutecznie uniemożliwiali gospodarzom swobodną grę. Dopiero w ósmej minucie podopieczni Marcina Płuski po raz pierwszy znaleźli się w polu karnym rywali, ale akcja nie zakończyła się bramką. Jeszcze lepszą sytuację miał Kamil Bartosiewicz, który po świetnym dryblingu i dośrodkowaniu Adriana Budki nie trafił w piłkę. Kilka chwil później skrzydłowy zmarnował też podanie Roberta Kowalczyka.

Widzew wciąż nie mógł przebić się pod bramkę Zawiszy, dlatego szukał goli strzelając z dystansu, ale bezskutecznie. W końcu łodzianie strzelili jednak gola. Świetnym podaniem popisał się Mariusz Zawodziński, a Kamil Tlaga umiejętnie przyjął piłkę w polu karnym i pokonał bramkarza rywali. Niestety, mimo próśb organizatorów, kibice odpalili race, a to może narazić klub na karę finansową.

Jeszcze przed przerwą było 2:0. Po błędzie rywali piłkę przejął Mariusz Zawodziński i podał do Przemysława Rodaka. Ten przedostał się pod bramkę Zawiszy i podał do Adriana Budki, a skrzydłowy wykończył sytuację. W ostatnich sekundach kapitan Widzewa mógł jeszcze raz wpisać się na listę strzelców, ale zabrakło skuteczności.

W drugiej połowie słabo spisującego się Krzysztofa Możdżonka zastąpił Princewill Okachi. Nigeryjczyk wciąż musi się jednak odnaleźć na boisku. Widzew dalej próbował grać w piłkę, ale tym razem mógł spokojniej wprowadzać piłkę do gry. Zawisza nie miał zamiaru się jednak poddać i również atakował. Trzeba przyznać, że widzewiacy dwukrotnie mieli sporo szczęścia, bo niewiele brakowało, a Michał Sokołowicz musiałby wyciągać piłkę z siatki. Przez ostatnie 15 minut Płuska zdecydował się na ofensywną zmianę. Świetnie grającego Tlagę zmienił Michal Bondara, co oznaczało, że Widzew atakował dwoma napastnikami. W końcówce rzeczywiście łodzianie mieli jeszcze kilka szans, ale trochę brakowało im szczęścia. Najważniejsze jednak, że Widzew wygrał pierwszy wiosenny mecz.

W następnej kolejce Widzew, ponownie u siebie, zagra z Włókniarzem Zelów.

Widzew Łódź - Zawisza Pajęczno 2:0 (2:0)

Gole: Tlaga (39.), Budka (44.)

Widzew: Sokołowicz - Tlaga (76. Bondara), Dudała, Czaplarski, Gromek Ż (66. Bartos) - Budka, Rodak, Możdżonek (46. Okachi), Bartosiewicz (63. Strus) - Zawodziński Ż- Kowalczyk

Zawisza: Wnuk - Brożyna, Okrzesik, Połyska, Wilkoszewski, Wójcicki Ż (90. Mielczarek), Krężel, Boras (46. Szczepański), Dwornik, Juszczyk, Piłatowski