Prezes Skry o podziale pieniędzy na sport: Niezrozumiałe, skandaliczne...

Szkolącej piłkarską młodzież Skrze Częstochowa miasto obcięło dotację aż o 70 tys. zł. Zamiast 120 tys. klub dostanie na szkółki zaledwie 50. - To niezrozumiałe, skandaliczne - grzmi prezes klubu Artur Szymczyk. - Tutaj w grę musiały wchodzić jakieś podstolikowe kryteria.
Na szkolenie dzieci i młodzieży kluby i stowarzyszenia sportowe dostaną w 2016 roku nieco ponad 2 miliony złotych. Miasto podzieliło w ramach konkursu 300 tys. więcej niż przed rokiem, ale nie wszyscy mogli liczyć na podwyżkę. Skrze obniżono dotację ze 120 do 50 tys. złotych. Prezes klubu jest oburzony. - Nie rozumiem jakimi kryteriami kierowało się miasto podczas podziału środków, dla mnie sposób przyznawania dotacji nie jest klarowny. Czy kryteriami są: ilość dzieci szkolonych przez klub, poziom na którym znajdują się drużyny młodzieżowe w rozgrywkach ligowych, czy prywatne sympatie i antypatie bądź też rozgrywki sportowo - polityczne - dopytuje prezes Artur Szymczyk. I dodaje: - Być może miasto chciało sobie zrekompensować część wydatków na utrzymanie stadionu. Ale coś takiego nie powinno mieć miejsca, nie tylko w naszym przypadku miasto musi przecież przeznaczyć środki na utrzymanie infrastruktury. Taka decyzja byłaby niezrozumiała i krzywdząca młodych ludzi, którzy chcą uprawiać sport w Skrze. Zastanawiam się, jak my, jako zarząd wytłumaczymy rodzicom ponad 500 zawodników, że przyszłość szkolenia ich dzieci stanie pod znakiem zapytania, lub będzie na dużo gorszym poziomie. Miasto wie, dlaczego przekazaliśmy obiekt, wie też, że nadal będziemy walczyć o jak najlepszy poziom szkolenia dla naszej młodzieży, wie również ile taka działalność kosztuje. Proponuję żeby samorządowcy obcięli sobie pensje o 50 procent. Niech to zrobią i powiedzą, że nic takiego się nie stało.

Magistrat planowane wydatki na klub z Loretańskiej tłumaczy tak: - Miasto od początku tego roku przejęło na utrzymanie stadion Skry, co wiąże się z dużymi kosztami - mówi rzecznik Urzędu Miasta Włodzimierz Tutaj. - Na zajęcia treningowe zespołów KS Skra na tym obiekcie miasto przekazuje Klubowi 363 000 złotych, trzeba o tym pamiętać. Poza tym Skra nie złożyła oferty w konkursie dotacji na tzw. sport kwalifikowany. A jeżeli chodzi o kwestie promocji miasta poprzez piłkę nożną, klub musiałby spełniać warunki udziału w postępowaniu przetargowym. Klasa rozgrywkowa, w której gra obecnie Skra (III liga), nie kwalifikuje drużyny do skorzystania z tej puli środków - przynajmniej według warunków przetargu w 2016 roku, który będzie właśnie ogłaszany.

Wybudowanym przez spółkę KS Skra, na miejskim terenie stadionem przy ul. Loretańskiej od początku roku zarządza Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji. W 2016 roku utrzymanie obiektu ma kosztować 363 tys. zł, o których mówi rzecznik magistratu. Klub stara się o kilkumilionową rekompensatę od miasta za nakłady związane z budową stadionu. Szymczyk zwraca uwagę, że sprawa jest o tyle skomplikowana, że prawo nie pozwala na pozbycie się przez spółkę prawa handlowego, majątku widniejącego w rozrachunkach księgowych bez dokonania transakcji finansowej, akceptowanej przez Urząd Skarbowy. Tutaj między Skrą i miastem nie ma porozumienia. Sprawa najprawdopodobniej skończy się w sądzie.

- Problem jest i trzeba go rozwiązać, ale jaki to ma za związek ze szkoleniem naszej piłkarskiej młodzieży - dopytuje Szymczyk? Tych dwóch spraw nie wolno łączyć i nie wolno nas karać za to, że doprowadziliśmy klub do punktu, w którym się teraz znajduje. Skra jest dziś rozpoznawalną i cenioną marką sportową, docenianą przez coraz większą liczbę nowych zawodników, dla których ważny jest wysoki poziom szkolenia jaki zapewnimy. No chyba, że chcemy doprowadzić do sytuacji z 1993 roku, kiedy Skra omal nie została zlikwidowana. Wtedy się obroniła, ale może przy tak krzywdzących działaniach obecnych włodarzy miasta, teraz uda im się doprowadzić do rozpadu fundamentu funkcjonowania klubu, jakim jest szkolenie dzieci i młodzieży. Czarny scenariusz jaki nam się w tym momencie jawi, dopiero przed nami.

Szymczyk uderza w miasto i daje do zrozumienia, że w sporze z klubem o stadion (bo o takim można już mówić), miasto zaczyna grać nieczysto. - Odnoszę wrażenie, że obcięcie dotacji to kara za to, że za dużo się odzywam i twardo walczę o dobro klubu. Będę walczył nadal, bo wiem, że nie robię tego dla siebie, tylko dla mieszkańców naszego miasta. Spółka wybudowała stadion na miejskim terenie i chciała ten teren odkupić. Mieliśmy inwestora z Częstochowy, który chciał zainwestować w klub i zostać jego akcjonariuszem, pod warunkiem, że wszystkie sprawy związane z własnością obiektu zostaną uregulowane. Wysyłaliśmy do miasta pisma, sygnalizowaliśmy, że ten problem trzeba rozwiązać, ale, niestety, się nie udało. W związku z tym, gdy rozliczyliśmy unijne dotacje na stadion, postanowiliśmy oddać obiekt miastu. Teraz całość: grunt i sportowa infrastruktura mają jednego zarządcę, co pozwala na przejrzyste dalsze inwestycje, szkoda tylko, że nie przez nas ... Chcemy zwrotu poniesionych nakładów na miejskim terenie, trudno, aby miasto spodziewało się od prywatnej spółki tak drogiego prezentu, przejmując obiekt musiało liczyć się z taką koleją rzeczy. Pieniądze, które ewentualnie otrzymamy zostaną zainwestowane w dalszy rozwój klubu - deklaruje Szymczyk.

Jak problem stadionu przy Loretańskiej postrzegają miejscy urzędnicy?

- Działalność spółki KS Skra nie kwalifikuje się do zastosowania wyjątków przewidzianych w ustawie o gospodarce nieruchomościami, dotyczących możliwości bezprzetargowej sprzedaży na rzecz określonego podmiotu - tłumaczy Włodzimierz Tutaj. - Zgodnie z obowiązującymi przepisami miasto musi sprzedawać nieruchomości z zastosowaniem przetargowego trybu zbycia. Biorąc to pod uwagę, miasto nie mogło zapewnić sprzedaży nieruchomości na rzecz Skry. W 2012 roku została przygotowana bezprzetargowa sprzedaż nieruchomości na rzecz RKS SKRA (czyli stowarzyszenia), ponieważ działalność stowarzyszenia mieściła się w przesłankach uzasadniających zastosowanie tego trybu sprzedaży nieruchomości. Ze względu na rezygnację stowarzyszenia, transakcja nie doszła do skutku. Sprawa zwrotu nakładów została zgłoszona przez spółkę, ale na obecnym etapie nie można mówić o szczegółach. Miasto, działające pod rygorem wielu regulacji prawnych i zobligowane m.in. do stosowania zasady gospodarności w dysponowaniu majątkiem i środkami publicznymi, musi mieć tytuł prawny do czynności związanych z potencjalnym zwrotem nakładów - podsumowuje Włodzimierz Tutaj.