Sport.pl

Ekstraklasa. Ruch na skraju bankructwa

Klub prosi władze Chorzowa o 18 mln zł pożyczki. Bez niej może nie przetrwać.
Kilka lat temu Ruch związał się z firmą, która finansowała jego bieżącą działalność akonto przyszłych wpływów z Ekstraklasy i telewizji Canal+. - Dzięki współpracy z nami klub będzie mógł szybciej inkasować pieniądze, na które musiałby czekać nawet kilka miesięcy. Mamy też bardzo szerokie kontakty z inwestorami, którzy na pewno zainteresują się akcjami Ruchu - mówił wtedy Krzysztof Matela, przedstawiciel firmy.

Firma nie pożyczała pieniędzy za darmo. A ponieważ Ruch nie zawsze spłacał odsetki w terminie, dług narastał. Nie było to wielkim problemem w sytuacji, gdy umowa o współpracy wciąż trwała. W ostatnich miesiącach zmienił się jednak właściciel firmy, który zażądał natychmiastowej spłaty.

- Nie ma mowy o wniosku o upadłość czy zmianach w strukturze klubu. Walczymy - mówi prezes Ruchu Dariusz Smagorowicz.

To tak naprawdę walka o licencję na nowy sezon. - Nie tak dawno zależała ona od tego, czy klub nie miał zadłużenia wobec członków PZPN, czyli m.in. trenerów i piłkarzy. Z realizacją tego zapisu nie mamy problemu. Do 31 marca - daty, którą określa podręcznik licencyjny - złożymy dokumenty. Ale to za mało. Teraz Komisja Licencyjna wymaga też realnych prognoz finansowych na dalsze funkcjonowanie klubu. I właśnie z tym problemem musimy się uporać - podkreśla Smagorowicz.

Ruch poprosił o pomoc władze Chorzowa. Sposób, w jaki pieniądze trafią do spółki, wymaga doprecyzowania. - Zwróciłem się do prezydenta, gdyż sami takiej kwoty z dnia na dzień nie spłacimy. To jest nasz plan A. Plan B? Nie mamy - mówi Smagorowicz. Ruch jest w trakcie zawierania umowy z pożyczkodawcą. Ma być korzystna dla klubu. O tym, czy podobnie uważają chorzowscy radni, przekonamy się prawdopodobnie 31 marca - podczas najbliższego posiedzenia miejskiej rady.

Dla miasta oznacza to bardzo trudny wybór - między ratowaniem Ruchu przed spadkiem a modernizacją stadionu. - Podczas kampanii obiecałem budowę obiektu przy Cichej. Mamy domkniętą koncepcję, opracowywany jest projekt budowlany. Mamy też zabezpieczone pieniądze na rozpoczęcie budowy - mówi Andrzej Kotala.

Prezydent Chorzowa podkreśla, że został postawiony pod ścianą. - Nie stać nas na jednoczesne ratowanie klubu i budowę stadionu. Miasto nie udźwignie podwójnego obciążenia. Teraz ja i wszyscy radni zostaliśmy postawieni przed wyborem: spełniać obietnicę wyborczą lub ratować finansowo klub - dodał. Niebezpieczeństwo, że na Cichej nie powstanie nowy stadion, działaczy Ruchu nie przeraża. Oni widzą przyszłość na Stadionie Śląskim.

- Wierzę, że nasz pomysł zyska akceptację radnych. Dzięki pomocy miasta możemy zrzucić wielki bagaż. Znajdziemy się w sytuacji, w której klub nie był przynajmniej od dekady. Zadłużenie do końca nie zniknie, ale będzie dotyczyć tylko akcjonariuszy Ruchu. To zupełnie inna sytuacja niż dług zewnętrzny. W ostatnich latach położyliśmy wielki nacisk na restrukturyzację finansów. Te popsuły się w 2012 r. Po wicemistrzostwie chcieliśmy iść za ciosem. Wzrosły nakłady na zespół, ale straciliśmy na rzecz kadry trenera Waldemara Fornalika i zaczęliśmy dołować. Teraz jesteśmy już klubem niskokosztowym - zapewnia Smagorowicz. Po sukcesie sprzed czterech lat utrzymanie drużyny kosztowało ok. 2 mln zł miesięcznie. Dziś - 600 tys.

A co ze spłatą pożyczki? - Wartość drużyny jest wysoka. Mamy piłkarzy, których możemy sprzedać z zyskiem. Także dlatego odrzuciliśmy zimą ofertę Lecha za Mariusza Stępińskiego. Mamy ofertę z zagranicy. Na dużo większą sumę - zdradza prezes.



Ibrahimoviciowi włączył się Prijović! Fantastyczna ekstraklasa [MEMY]


Czy miasto powinno pomóc Ruchowi?
Więcej o: