Lech Poznań. Marcin Kamiński nie zagra w szlagierowym meczu z Legią Warszawa. Jesienią też nie grał...

Obrońca Lecha Poznań otrzymał w meczu z Ruchem Chorzów czwartą żółtą kartkę w sezonie i będzie musiał pauzować w kolejnym spotkaniu z Legią Warszawa.
Była 58. minuta meczu w Chorzowie, gdy Marcin Kamiński po raz kolejny w tym spotkaniu sfaulował napastnika Ruchu, Mariusza Stępińskiego. Faul nie był brutalny, ale tym razem sędzia Szymon Marciniak postanowił ukarać obrońcę Kolejorza żółtą kartką. - Wcześniej dostawałem sygnały, że muszę grać ostrożniej. Kiedy jednak zobaczyłem, że sędzia sięga do kieszeni to wiedziałem co się stanie - przyznaje na stronie internetowej klubu, obrońca Lecha.

Czwarta żółta kartka oznacza dla Kamińskiego przymusową pauzę w kolejnym spotkaniu. Pech chciał, że będzie to prestiżowe starcie z warszawską Legią na stadionie przy Bułgarskiej w Poznaniu. Stoper Kolejorza, który ma na koncie najwięcej rozegranych minut w tym sezonie spośród wszystkich lechitów, opuści więc tak ważne spotkanie. - Takie rzeczy się dzieją. Nie chciałem kalkulować. Nie myślałem nawet o tym, że za tydzień gramy z Legią. Każdy mecz jest dla nas najważniejszy - przyznaje Kamiński i dodaje: - Szkoda, oczywiście, że szkoda tego meczu. Będzie pełen stadion i to super sprawa. Wiem, że będzie świetna atmosfera, ale mamy świetnych obrońców i na pewno sobie poradzimy.

To pierwsza sytuacja w karierze Marcina Kamińskiego, by w jednym sezonie zebrał cztery żółte kartki. Choć jest środkowym obrońcą, który często wchodzi w kontakt z rywalami, to lechita zachowuje się na boisku na tyle elegancko, że sędziowie nie karzą go żółtymi kartkami. Upomnienie, które obejrzał w meczu z Ruchem Chorzów było zresztą dopiero ósmym w 150. meczach (!), jakie Kamiński rozegrał w ekstraklasie. - Ruch jest dla mnie specyficzny. Pierwszy mecz w ekstraklasie, pierwsza bramka, niestrzelony karny, a teraz pierwszy raz czwarta kartka - przyznaje Marcin Kamiński.

Co ciekawe, jesienią w meczu Lecha z Legią poznaniacy wyszli w składzie bez Kamińskiego na środku obrony. Był to jedyny mecz w sezonie, w którym 23-letni obrońca nie wyszedł w pierwszym składzie Kolejorza! Zespół dopiero co przejął trener Jan Urban i wprowadził rotacje w zespole. Obok Paulusa Arajuuriego na środku defensywy zagrał wtedy Tamas Kadar. Kamiński wszedł na boisko na ostatnich dziesięć minut meczu, zmieniając Szymona Pawłowskiego. Lech pokonał wtedy Legię 1:0 po golu Kaspra Hamalainena.

W najbliższym spotkaniu trener Jan Urban mógłby teoretycznie zastosować ponownie ten wariant, tyle tylko, że szkoleniowiec Lecha nie widzi Tamasa Kadara na środku obrony, a na lewej stronie defensywy. Tam mógłby jednak zagrać Vladimir Volkov, który w meczu z Ruchem wszedł na boisko i pokazał się z niezłej strony. Partnerami Arajuuriego w meczu z Legią mogą być także Maciej Wilusz lub Dariusz Dudka.