Ruch Chorzów - Lech Poznań 1:3. Piękne gole Kolejorza i jego trzecie z rzędu zwycięstwo w ekstraklasie!

Najpierw w ?okienko? trafił Maciej Gajos, a po przerwie jego wyczyn powtórzył Darko Jevtić, który w sumie strzelił dwa gole dla Lecha Poznań w wygranym 3:1 meczu z Ruchem Chorzów. Po tym zwycięstwie Kolejorz może nawet myśleć o podium w ekstraklasie.


Zanim rozpoczął się mecz w Chorzowie, zapadło rozstrzygnięcie w hicie kolejki, w którym Legia Warszawa pokonała Cracovię. Taki wynik oznaczał, że wygrany na stadionie przy ul. Cichej zbliżał się do krakowian na trzy punkty, a zatem pojedynek Ruchu z Lechem toczył się nie tylko o to, by zacząć przymierzać się już do miejsca w grupie mistrzowskiej, ale także o to, by móc zacząć myśleć o wdrapaniu się podium tabeli. A przecież miejsce w trójce na koniec sezonu to gwarancja gry w europejskich pucharach...

Obie ekipy raczej nie zgłosiły w sobotę aspiracji do gry w Europie, bo nie grały na najwyższym poziomie. U lechitów widać było respekt przed mieszanką rutyny z bezczelną momentami młodzieżą Niebieskich. Taki Paulus Arajuuri już w październiku miał ogromne problemy z zatrzymaniem Mariusza Stępińskiego, a teraz koszmar powrócił, bo młody napastnik Ruchu znów zdawał sobie w ogóle nic nie robić z potężnej postury Fina i co rusz próbował oszukać go z piłką.

Podobnie jak w pierwszym meczu (Lech przegrywał 0:2, ale zremisował 2:2 w debiucie trenera Jana Urbana) chorzowianie bardzo groźnie rozgrywali stałe fragmenty gry. Ba, dwa razy posłali po nich piłkę do bramki Jasmina Buricia, ale w obu przypadkach sędzia Szymon Marciniak nie uznawał goli. W pierwszym przypadku i trafieniu Pawła Oleksego poznaniacy mogli podziękować w duchu, że to właśnie najlepszy polski arbiter ze swoimi asystentami został przysłany na Cichą, bo spalony Pawła Oleksego był doprawdy nieznaczny.

Poza stałymi fragmentami gry Ruch właściwie nie zagrażał mistrzom Polski. Przez całą pierwszą połowę oddał jeden, niecelny strzał. Gospodarze, choć grali przed swoją widownią, nie palili się do ataków. Nawet gdyby chcieli, to kilka akcji Lecha z wymianą podań z tzw. pierwszej piłki, musiało zrobić wrażenie na miejscowych. W efekcie oba zespoły miały do siebie tyle szacunku, że prawie w ogóle nie ryzykowały i mecz nie był zbyt atrakcyjny.

To Kolejorz był aktywniejszy w ofensywie. Darko Jevtić szybko odnalazł się na pozycji lewoskrzydłowego, na której grał już przecież w młodzieżówce Szwajcarii. Szybko zdążył zagrać dwa dobre podania do Dawida Kownackiego, ale ten najpierw źle trafił w piłkę, a w drugiej sytuacji przyjął ją z kolei mało precyzyjnie. Dokładności młodemu napastnikowi Lecha nie zabrakło w 44. minucie, gdy świetnie wycofał piłkę do Macieja Gajosa, a ten przepięknie strzelił pod poprzeczkę!

Bardzo ładna akcja i jeszcze ładniejszy gol Lecha miał ogromny wpływ na przebieg meczu. Skończyło się okopywanie na własnych połowach. Od początku drugiej części Ruch rzucił się do ataków, ale tak naprawdę tylko ułatwiał w ten sposób wyprowadzanie kontr poznaniakom. Już w 55. minucie Maciej Gajos mógł po raz drugi cieszyć się z gola, ale fatalnie nastawił głowę i nie trafił w bramkę. Kiedy jednak minutę później piłka znów przyleciała w pole karne z prawej strony, Darko Jevtić zachował się wzorowo. Przyjął ją prawą nogą, a po chwili lewą strzelił bardzo precyzyjnie w tzw. długi róg i było już 2:0 dla Kolejorza.

Ten sam duet strzelców goli dla Lecha co przed tygodniem i wydawało się, że poznaniacy znów będą się cieszyli z trzech punktów. Tymczasem niewiele brakowało, by powtórzył się scenariusz z jesiennego meczu przy Bułgarskiej. Wówczas goście prowadzili 2:0, a skończyło się podziałem punktów. Już w 63. minucie lechici sami napytali sobie biedy, bo stracili piłkę przed własnym polem karnym, a Mariusz Stępiński dosłownie wepchnął ją do poznańskiej bramki, po drodze pomagając sobie zresztą ręką, czego akurat sędzia nie zauważył.

Ruch uwierzył w to, że jest w stanie doprowadzić do remisu, tym bardziej, że Lech nie grał zbyt pewnie. Zrobił się mecz, to już nie były te nudy, co przed przerwą. W 71. minucie Mariusz Stępiński nieoczekiwanie znalazł się z piłką w polu karnym Kolejorza, ale przewrócił się, gdy próbował minąć Jasmina Buricia. Rozpoczął się kontratak, po którym Darko Jevtić zaskoczył Matusa Putnockiego uderzeniem w tzw. okienko. Co bramka Lecha w tym meczu to ładniejsza! Słowacki bramkarz Ruchu został pokonany trzy razy, a tak naprawdę nie popełnił żadnego błędu - piłki za każdym razem leciały poza jego zasięgiem.

Tej dwubramkowej przewagi Lech już nie miał zamiaru uszczuplać. Zaryglował dostęp do bramki i bronił się już bardzo dobrze. W pełni szczęśliwy z Chorzowa nie wróci tylko Marcin Kamiński, który w swoim 150. występie w lidze dostał żółtą kartkę. Co oznacza, że nie będzie mógł zagrać w sobotę przeciwko Legii Warszawa.

Zostań Prezesem i zbuduj Swoją Drużynę w Ekstraklasie!