Podbeskidzie Bielsko-Biała. Tomasz Mikołajko: Już czuję dreszczyk emocji [ROZMOWA]

Tomasz Mikołajko, prezes Podbeskidzia Bielsko-Biała opowiada o pierwszych tygodniach w roli prezesa klubu. W tym czasie najbardziej zaskakuje wysyp umów ze sponsorami, którzy zdecydowali się wspierać klub.

Stwórz własną drużynę i Wygraj Ligę!



Mikołajko zastąpił na stanowisku prezesa Wojciecha Boreckiego. Na razie ma szczęśliwą rękę: zespół wygrywa i pnie się w górę ligowej tabeli. W piątek "Górale" zmierzą się na wyjeździe z Piastem Gliwice, a to klub, w którym prezes również pracował.

Paweł Przybyła: Przyzwyczaił się Pan już do nowej roli?

Tomasz Mikołajko: - Myślę, że tak. Byłem w o tyle łatwiejszej sytuacji, że po trzech latach - wcześniejszej pracy w Podbeskidziu - znałem miasto, region, ale także pracowników klubu i bielskie środowisko piłkarskie. Nie musiałem się zatem specjalnie długo aklimatyzować i mogłem od razu przystąpić do działania.

Zaraz po przyjściu do klubu, mówił Pan, że chce odbudować relacje z wieloma partnerami biznesowymi i trzeba przyznać, że efekty pańskiej pracy są imponujące

- Cieszę się z każdego partnera, którego pozyskujemy. Za cel postawiłem sobie dojście do liczby stu sponsorów i robimy wszystko, aby nam się to udało. Nie ukrywam - myślałem, że będzie mi trudniej, ale pojawił się trend na współpracę z klubem i z tego się cieszymy. To, że udaje się nam docierać do tak dużej liczby firm, jest bardzo budujące.

Jak wygląda sprawa z kluczowym sponsorem - firmą "Murapol"? Wiadomo przecież, że to Pan sprowadził tego inwestora do klubu

- Odkąd jestem w klubie cały czas rozmawiamy z Murapolem. To jest współwłaściciel Podbeskidzia. Liczę się z ich zdaniem. Zauważyłem, że po zmianach w zarządzie wykazują większą wolę współpracy i myślę, że zmierzamy w dobrym kierunku.

W mediach pojawiła się informacja, że Marek Sokołowski - ikona Podbeskidzia - myśli o zakończeniu kariery. Podobno złożył mu Pan propozycję dalszej współpracy. Prawda czy fałsz?

- Prawda. Rozmawiamy ze wszystkimi piłkarzami, którzy byli ważni dla Podbeskidzia w różnych etapach jego rozwoju. Z Markiem oczywiście też i teraz do niego należy decyzja: czy widzi się nadal jako zawodnik, czy może chce pracować w Podbeskidziu w innej roli. Nasz klub ma na tyle niedługą historię, że zawodników którzy stali się ikonami TSP jest niewielu. Oprócz Sokołowskiego myślimy także o współpracy ze Sławomirem Cienciałą, Adrianem Sikorą i Dariuszem Kołodziejem.

Jak Pan ocenia pracę trenera? Czy Robert Podoliński ma teraz najpewniejszą pozycję wśród wszystkich szkoleniowców pracujących w Ekstraklasie?

- Każdy trener siedzi na gorącym krześle. To taki zawód, że ryzyko utraty posady zawsze jest duże. Pojawiając się w klubie zaznaczyłem od razu, że chciałbym współpracować jak najdłużej, bo nie jestem zwolennikiem częstych zmian na trenerskiej ławce. Na szczęście, na razie nie mam podstaw, żeby zastanawiać się nad jego pracą, bo chłopakom mecze ułożyły się bardzo dobrze, są dobrze przygotowani do sezonu. Cieszę się z tego powodu, bo życzyłbym sobie, żeby nasza współpraca z trenerem Podolińskim trwała jak najdłużej.

W piątek Podbeskidzie czeka mecz w Gliwicach - z Pana byłym klubem. Pomyli Pan szatnie przy Okrzei?

- Myślę, że nie pomylę, ale będzie to dla mnie szczególne spotkanie. Tak samo, jak wyjątkowe były mecze, kiedy pracując w Piaście graliśmy przeciwko Podbeskidziu. Cieszę się na to spotkanie. Już czuję dreszczyk emocji, a jeszcze nie usiadłem na trybunach. Dla obu zespołów będzie to ciężki mecz, bo Piast nadal walczy o mistrzostwo, a my o to, żeby się spokojnie utrzymać.

Można przypuszczać, że to będzie wyrównane spotkanie. Zimą Podbeskidzie było na samym dnie, a Piast na szczycie. Teraz jednak drużyny zbliżają się do siebie

- Piłka nożna jest tak nieprzewidywalnym sportem, że może się stać wszystko. Liczę na to, że w Gliwicach zobaczę fajny mecz, padnie sporo bramek i wygra lepszy zespół. Jesteśmy teraz na fali wznoszącej. Do Gliwic jedziemy po trzy punkty.