Piast Gliwice - Śląsk Wrocław 1:0. Piast wymęczył pierwsze w tym roku zwycięstwo

Świetna akcja z pierwszej połowy dała Piastowi Gliwice premierowe w tym roku zwycięstwo. Piłkarze Radoslava Latala mieli też jednak mnóstwo szczęścia, bo po przerwie zdecydowanie dominował Śląsk Wrocław.
Jeszcze w poniedziałek trudno było znaleźć kogoś, kto ręczyłby, że za drugim podejściem spotkanie Piasta ze Śląskiem w końcu dojdzie do skutku. W porównaniu do zeszłego tygodnia stan murawy co prawda się poprawił, ale kolejne opady znów mogły zrobić z niej coś, co trudno byłoby nazwać ekstraklasowym boiskiem. A że prognozy pogody zapowiadały deszcz... Na szczęście tym razem aura sprawiła pozytywną niespodziankę. Murawa - choć nadal będąca daleko od ideału - grać już więc pozwalała.

Problem w tym, że długo nie było tego widać, bo obydwie drużyny poczynały sobie bardzo niemrawo. Brakowało przyspieszenia, pomysłu na rozmontowanie defensywy rywala, o celnych uderzeniach nawet nie wspominając. Aż w 26. minucie obejrzeliśmy to wszystko w jednej akcji. Martin Nespor świetnie rozrzucił akcję do Mateusza Maka, a ten precyzyjnie zagrał do będącego tuż przed bramką gości Josipa Barisicia. 1:0! Przypomniał się Piast z jesieni...

Więcej tego typu zrywów gliwiczanie przed przerwą już nie zaprezentowali, choć w porównaniu do gości i tak było nieźle. W pierwszych 45 minutach Śląsk nie wyróżnił się bowiem absolutnie niczym. Miał rehabilitować się za porażkę w derbach Dolnego Śląska z Zagłębiem Lubin, a wyglądał równie fatalnie.

Po zmianie stron wrocławianie wreszcie zaczęli grać odważniej. W 62. minucie przyniosło to im premierowy w tym spotkaniu celny strzał (próbował Jacek Kiełb), zaś chwilę później byli już o krok od wyrównania. W niemal beznadziejnej sytuacji gospodarzy uratował Jakub Szmatuła, który wygrał pojedynek z Robertem Pichem. Piast wrócił z dalekiej podróży. Inna sprawa, że - cofając się zbyt głęboko - o takie kłopoty sam się prosił.

Zresztą, kolejną bardzo dobrą okazję również stworzył sobie Śląsk - po dobrym zagraniu ze skrzydła Kamila Bilińskiego miał ją Kamil Dankowski. Uderzył fatalnie. Inaczej niż Robert Pich, którego wolej z 89. minuty zatrzymał się na poprzeczce! Gliwiczanie mieli furę szczęścia.

Ostatecznie - mimo bardzo słabej drugiej połowy - Piast wymęczył pierwsze w tym roku zwycięstwu, zbliżając się do przewodzącej tabeli Legii Warszawa na jeden punkt. Śląsk z kolei osunął się do strefy spadkowej.





Więcej o: