Lech Poznań - Cracovia 2:1 po golu Macieja Gajosa tuż przed końcem

Prawie 25 tys. widzów oklaskiwało gola Macieja Gajosa na trzy minuty przed końcem meczu. Dał on Kolejorzowi zwycięstwo 2:1 nad świetną Cracovią
Jesienią w Krakowie "Pasy" upokorzyły Lecha batami 5:2. To po tym meczu pracę stracił trener Maciej Skorża. Jego następca, Jan Urban, docenia styl gry krakowian i lubi podkreślać, że jego drużyna ma właśnie do takiej atrakcyjnej dla kibiców gry dążyć. W niedzielę na drugiej ławce trenerskiej usiadł Jacek Zieliński - trener, który w czerwcu 2010 roku doprowadził Lecha do mistrzostwa Polski. I jeszcze w tym samym roku został z niego zwolniony, podobnie jak teraz Maciej Skorża.

Lech Poznań - Cracovia. Powrót Jacka Zielińskiego

Aż trudno w to uwierzyć, ale od czasu straty pracy w Kolejorzu była to pierwsza wizyta Jacka Zielińskiego w roli trenera przy Bułgarskiej. Został tu przywitany z sympatią, choć transparentów typu "Jacek Zieliński wróć" zabrakło.

Sytuacja z Jackiem Zielińskim w Poznaniu jest dość specyficzna. Najkrócej rzecz ujmując: nie wywołuje skrajnych emocji. Nie był żegnany donośnymi gwizdami (jak Mariusz Rumak po meczu z islandzkim Stjarnanem) czy powtarzanym jak mantra hasłem ("Chcemy trenera, a nie żadnego Bakera"). Z Bułgarską Jacek Zieliński pożegnał się zresztą zwycięstwem 4:1 nad Wisłą Kraków, choć wiedza kuluarowa jest taka, że decyzja o jego zwolnieniu była podjęta jeszcze przed tamtym spotkaniem. Choć zdobył dla Lecha pierwsze w XXI wieku mistrzostwo, nie został w Poznaniu trenerską legendą. Trudno usłyszeć od kibiców "Za Zielińskiego to dopiero graliśmy!", tak jak swego czasu wspominane były dramatyczne końcówki spotkań Lecha pod wodzą Franciszka Smudy. Pewnie też dlatego, że Zieliński lubi "jeść małą łyżeczką", raczej dba o porządek niż o efektowność (co widać i na boisku, i na konferencjach prasowych). Spokój zamiast szaleństwa.

Oto jednak Jacek Zieliński stworzył w Cracovii zespół szalenie efektowny. Przed tą kolejką Cracovia miała najwięcej goli strzelonych w ekstraklasie (w sobotę pod tym względem przegoniła ją Legia).

Lech Poznań - Cracovia. Na trybunach "Pasy gol!", "Lechu gol!"

I gola w Poznaniu też strzeliła szybciutko. W 7. minucie obrona Lecha chyba była jeszcze pod wrażeniem frekwencji (prawie 25 tys. widzów, z czego ponad 10 tys. to młodzież do 16. roku życia, która przyszła w związku z akcją klubu), bo zostawiła bez opieki Bartosza Kapustkę. Młody reprezentant strzelił po ziemi i Jasmin Burić, dla którego niedzielny występ był setnym w lidze, wpadł do bramki zaraz za piłką.

Nie minęły nawet dwie minuty, a było 1:1. Zaprzyjaźnieni ze sobą kibice Lecha i Cracovii, skandujący na przemian "Pasy gol!" i "Lechu gol!" musieli być więc zadowoleni. Węgier Tamas Kadar z połowy Lecha zagrał piłkę w pole karne Cracovii, ta odbiła się od głowy Jakuba Wójcickiego i spadła pod nogi Darko Jevticia. Futbolówka po strzale Szwajcara odbiła się jeszcze od obrońcy i wpadła do siatka. Jevtić miał stać się liderem pod nieobecność Szymona Pawłowskiego, ale zagrał nierówno - podawał i fantastycznie, i fatalnie. Strzelił gola, ale i strzelał w niebo. Tak naprawdę to nie on, a grający nie do poznania obrońca Tamas Kadar miał w niedzielę najwięcej wspaniałych podań.

Mecz prowadzony był w dobrym tempie, obie drużyny miały sytuacje bramkowe, ale długo zapowiadało się na remis. W 87. minucie Lech zadał jednak decydujący cios. Z prawej strony piłkę w pole karne dośrodkował Gergo Lovrencsics, a wprowadzony pięć minut wcześniej Maciej Gajos bez przyjęcia wpakował piłkę do siatki.