Klub szuka sportowców. Mają ważyć po 130 kilogramów

- Otyłość nie przeszkadza - mówi Izabella Kalinowska, wiceprezes Archers, bydgoskiego klubu futbolistów amerykańskich.
Remigiusz Jaskot: Chyba jako jedyny klub w mieście szukacie zawodników ważących 130 kg.

Izabella Kalinowska: Bo chłopcy nam wychudli. Jeden dzięki treningom w klubie zrzucił 30 kg. Potrzebujemy zawodników do linii ofensywnej, którzy ochraniają rozgrywającego. Otyłość nie przeszkadza, dlatego szukamy zawodników, którzy ważą 130 kg. Ale szczupli też są potrzebni, bo na boisku jest też miejsce dla szczupłych i szybkich. Nasz najlżejszy zawodnik waży 61 kg.

Niektórzy chudną, inni się wykruszają.

- Na poprzednią rekrutację przyszło 60 osób, zostało 10. Nie dali rady. Treningi w futbolu amerykańskim są bardzo intensywne. Teraz, zimą, to elementy crossfitu i Tabaty. 1,5 godziny na bardzo wysokiej intensywności.

Jak pani wciągnęła się w futbol?

- Jestem właścicielką klubu fitness Magra. Po tym, jak syn zaczął grać w Archers, wspierałam klub finansowo przy organizacji meczów. W 2014, gdy zespół prowadzili ich Jeremey Rud i Henry Santiago, żołnierze z JFTC, trenerzy i zawodnicy zaczęli przychodzić do mojego klubu. Tak się poznaliśmy.

Osoby ze środowiska pozytywnie reagują na kobietę na czele klubu. Jest nas niewiele. Na grudniowym spotkaniu w Polskim Związku Futbolu Amerykańskiego na 25 przedstawicieli klubów były tylko 3 kobiety.

Formalnie jest pani wiceprezesem. Ale tak naprawdę wszystko jest na pani głowie.

- W czerwcu zajęłam się częścią finansowo-organizacyjną. Zarządzam całym klubem, ale pomaga mi syn, który jest prezesem. To on mnie wciągnął. Gra w Archers od dwóch lat. W międzyczasie wyjechał do Niemiec. Mój brat jest trenerem futbolistów Düsseldorf Panther. Syn przez chwilę z nimi grał i z nimi się szkolił. Stwierdził, że w Polsce żyje i gra mu się lepiej.

W 2015 roku 20 waszych zawodników zmieniło klub. Dlaczego?

- Odeszli do Seahawks Sopot. Do końca nie wiem, co się wydarzyło między tamtym zarządem Archers a chłopakami. Ważne jest to, że teraz większość z nich wraca. Ale wtedy był trudny moment. Prowadziłam treningi chłopaków w moim klubie i wtedy miałam 20 zawodników. Zastanawialiśmy się, czy warto wystawiać drużynę.

Teraz idziemy do przodu. Zdobywamy sponsorów, co jest niezbędne, bo miasto nie jest skłonne do pomocy. Uważa, że pierwszeństwo powinny mieć sporty olimpijskie.

Co robicie, by bydgoszczanie dowiedzieli się, kim jesteście?

- Staramy się pokazywać w gazetach, na portalach, w radiach. Planujemy konferencje prasowe, których wcześniej nie było. Media stopniowo zaczynają się interesować sportami, które nie są popularne w Polsce. Na naszych meczach będą występować czirliderki. Od tego roku będziemy mieli maskotkę, wybiorą ją kibice w głosowaniu.

Futbol dopiero się rozwija a w Bydgoszczy przebić się z tą dyscypliną jest bardzo ciężko. Wiele osób w ogóle nie kojarzy co to jest. Na finale WOŚP wiele osób myliło nas z rugby albo bejsbolem. A to jednak zupełnie inna bajka.

W zeszłym roku mieliście dwóch zawodników z USA. Teraz też przyjadą?

- Gwarantujemy im zakwaterowanie i jedzenie. Zazwyczaj to studenci, ale nie grają tu za darmo. Ernest opowiadał mi, że zgłasza kontrakt w Stanach i na tej podstawie dostaje co miesiąc kilkaset dolarów za promocję dyscypliny.

Do klubu wraca Jeremey Rud.

- Był naszym głównym trenerem, ale amerykańska armia potrzebowała go na innym kontynencie. W marcu wraca do Polski i szuka pracy. Odezwał się do nas, że chce wrócić do Archers. Znów chce być członkiem tej rodziny, wygrać ligę i w końcu awansować do PLFA I.

Jeremey będzie koordynatorem defensywy. To jego wybór. Zajmie się tym, co potrafi najlepiej. Głównym trenerem jest Marcin Spłocharski, ofensywą zajmie się jego brat Bartek.

Powtarzacie, że to sport dla każdego.

- Mamy już 70 seniorów i 20 juniorów. Najmłodszy zawodnik ma 13 lat a najstarszy 44. Mamy też w zespole ojca i dorosłego syna. W tym roku chcemy w końcu ruszyć z futbolem flagowym, grą bezkontaktową. Zamiast szarż i zderzeń, zawodnicy zrywają flagę lub szarfę z ubrania przeciwnika. O tę dyscyplinę pytają nas animatorzy orlików.