Arena Toruń znów oczarowała lekkoatletów [ZDJĘCIA]

Weekendowe lekkoatletyczne mistrzostwa Polski w toruńskiej hali potwierdziły, że idealne warunki do znakomitej rywalizacji mają w niej wszyscy - od sprinterów po skoczków o tyczce.
To były bardzo udane mistrzostwa, w których nie brakowało efektownych konkursów.

W sobotę zaimponowała Marika Popowicz-Drapała. Już w eliminacjach pobiegła tak szybko, że pobiła rekord życiowy. Zaliczyła 7:26 sekundy. W finale była jeszcze szybsza. Wynik 7:20 to trzeci najlepszy rezultat w historii polskich sprintów kobiecych. Lepsze rezultaty zaliczały jedynie Ewa Pisiewicz oraz nieobecna w weekend na mistrzostwach Ewa Swoboda, która niedawno była niekwestionowaną gwiazdą toruńskiego mitingu Copernicus Cup. Popowicz-Drapała była zadowolona z wyniku, ale też uczciwie wskazała, że finał nie odbywał się w najsilniejszej stawce.

- W tym roku wracam na tron, ale mam też świadomość, że zabrakło dziś naszej gwiazdy sprintu Ewy Swobody. Żałuje że nie przyszło nam dziś ze sobą rywalizować. 60 metrów jest bardzo specyficznym dystansem, gdyż nie wybacza błędów, czas na analizy dopiero przyjdzie, bo trener na pewno się dopatrzy jakichś błędów, ale ja jestem przeszczęśliwa, że udało mi się ustanowić nowy rekord życiowy. Chciałabym podziękować trenerowi bo to jego zasługa ja tylko wykonuje to co on mi radzi - mówiła znakomita sprinterka po udanym biegu w hali przy ul. Bema.

W Toruniu walka toczyła się nie tylko o medale, ale i kwalifikacje na mistrzostwa świata - halowe zmagania lekkoatletów z całego globu zaplanowane są w tym miesiącu w Portland.

Prawo startu, dzięki rekordowi życiowemu 18.63 m, wywalczyła najlepsza kulomiotka Polski, Paulina Guba. Nie planuje jednak występu w Stanach Zjednoczonych. Po zawodach przyznała, iż nawet nie marzyła o tym, by przekroczyć granicę 18 metrów. Stwierdziła, iż "jest najszczęśliwszym człowiekiem w hali". Uznała też, że zamiast startu w mistrzostwach świata w Portland woli treningi w Republice Południowej Afryki, które mają dać jej szczyt formy podczas igrzysk w Rio de Janeiro.

Świetny okazał się konkurs skoku o tyczce, w którym walczyli Paweł Wojciechowski oraz Robert Sobera. Obaj zaliczali te same wyniki - próbowali też pobić rekord kraju (5.82 m). Triumfował Wojciechowski, który przyznawał się jednak później do niedosytu. Stwierdził, iż liczył na jeszcze lepsze wyniki oraz pobicie rekordu kraju.

- Zabrakło szczegółów. Rytmu, przelotu i zgrania tego wszystkiego. Taka właśnie jest tyczka, trzeba przez to przejść i połączyć to wszystko z wysokością i będzie dobrze. To są najlepsze zawody na hali w moim wykonaniu od 2011 roku - podsumował swój występ Wojciechowski.

Lekkoatletów zadowolonych z warunków, jakie panowały w sobotę w Arenie Toruń było więcej. Triumfatorka biegu na 60 m przez płotki, Karolina Kołeczek, mówiła po finale: - Bardzo lubię przyjeżdżać do Torunia, lubię tą halę oraz wspaniale dopingującą publiczność. Bardzo cieszę się, że obroniłam tytuł mistrzyni Polski. Nie robiliśmy w tym roku dużo techniki i szybkości, postawiliśmy pracę objętościową, dlatego te uzyskiwane wyniki cieszą.

Mistrzostwa w Toruniu miały też wymiar symboliczny. Lekkoatleci rywalizujący w hali przsy ul. Bema podkreślali swoje wsparcie polskiej wieloboistce Agnieszce Borowskiej, która przechodzi obecnie rehabilitację po wypadku na torze bobslejowym. Przed rokiem - również w Arenie Toruń - zdobyła brązowy medal w skoku w dal.