Podbeskidzie - Górnik Łęczna. Mistrzowski finisz Górali!

W meczu rozgrywanym w bardzo trudnych warunkach Podbeskidzie po golach w 89. i 93. minucie pokonało Górnika Łęczna. Bielszczanie są już na dziewiątym miejscu w tabeli.

Zostań Prezesem i zbuduj Własną Drużynę!



Podbeskidzie po raz ostatni wygrało trzy mecze z rzędu w Ekstraklasie blisko dwa lata temu (przełom kwietnia i maja 2014, trzy kolejne zwycięstwa z Cracovią, Wisłą i Jagiellonią). We wtorek wieczorem "Górale" mieli okazję wyrównać tamto osiągnięcie. Najpierw jednak musieli pokonać Górnika Łęczna i fatalne warunki atmosferyczne.

Mimo padającego od rana mokrego śniegu i niezbyt dobrej murawy sędzia Tomasz Musiał zdecydował, że spotkanie się odbędzie. Jak donosił Eurosport trener Robert Podoliński był za przełożeniem spotkania. I trudno się szkoleniowcowi bielskiej drużyny dziwić - warunki na boisku były bardzo trudne, zespoły miały kłopoty z przeprowadzeniem choćby jednej precyzyjnej akcji, na murawie rządził zwykle przypadek. W pierwszej połowie gole nie padły, przewagę mieli gospodarze. Niezłe okazje do zdobycia gola mieli Adam Mójta (13.) i Marek Sokołowski (35.). Uderzenie tego pierwszego obronił bardzo dobrze spisujący się Dziugas Bartkus, natomiast uderzenia "Sokoła" zostały dwukrotnie zablokowane.

Po przerwie z szatni lepiej zmotywowani wyszli goście. Zespół z Łęcznej uzyskał sporą przewagę i stworzył sobie dwie dobre okazje. Najpierw groźnie było w 50 minucie, ale strzały Jakuba Świerczoka i Radosława Pruchnika ofiarnie blokowali miejscowi. Osiem minut później piłkę przed polem karnym przejął Przemysław Pitry, a jego strzał minimalnie minął słupek bramki Podbeskidzia. To nie koniec - gospodarze coraz częściej tylko przyglądali się kolejnym akcjom rywali. Kolejną znakomitą szansę na gola goście zaprzepaścili w 66 minucie, tym razem to Japończyk Kato zatrzymał piłkę na linii bramkowej. W 87 minucie goście mogli rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść - jednak piłka po strzale Łukasza Mierzejewskiego trafiła w słupek.

Minutę przed końcem regulaminowego czasu gry Podbeskidzie oddało pierwszy celny strzał w drugiej połowie - piłka po uderzeniu Mateusza Szczepaniaka i rykoszecie wpadła do siatki! Ryk radości na trybunach! Ale to nie koniec - w ostatnich sekundach doliczonego czasu gry po kontrataku drugiego gola strzelił Adam Mójta.

Dzięki tej wygranej Górale minęli w tabeli zespół z Łęcznej i awansowali już na 9 miejsce.

Podbeskidzie już w piątek czeka kolejny mecz na własnym stadionie. Kluczowe pytanie brzmi - czy murawę, która w opłakanym stanie kończyła wtorkowy pojedynek, uda się doprowadzić do stanu używalności.