Jan Urban surowo o debiucie Sisiego w Lechu Poznań: Sam powiedział, że mecz dał mu dużo do myślenia

Bolesne zderzenie z polską ekstraklasą ma za sobą hiszpański skrzydłowy Lecha Poznań Sisi. - W wielu sytuacjach był bardzo zaskoczony - mówi o swoim piłkarzu trener Jan Urban.


Były młodzieżowy reprezentant Hiszpanii nie mógł zagrać w pierwszym tegorocznym meczu Kolejorza przeciwko Termalice Nieciecza (5:2), bo do Polski nie dotarł z Korei jego certyfikat. Tydzień później Sisi wyszedł już jednak w podstawowym składzie Lecha Poznań i zagrał do końca spotkania z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Mistrzowie Polski przegrali tam 1:4, a Hiszpan nasłuchał się wielu uwag od trenera Jana Urbana, który bardzo często pokrzykiwał na nowego skrzydłowego.

- Trochę za dużo prowadził piłkę. Musi się przyzwyczaić, że w Polsce gra jest bardziej kontaktowa, jest dużo gry wślizgiem. Tłumaczyłem mu też, że nie może "sędziować" meczu. Było kilka takich sytuacji, w których Sisi był pewny, że był faulowany, a arbiter nie gwizdał - mówi trener i dodaje, że już w kolejnym meczu hiszpański pomocnik musi zagrać inaczej: - To musi być zdecydowanie szybsza gra. Przy jego warunkach fizycznych [ma 166 cm wzrostu] musi szybciej oddawać piłkę po pierwszym dryblingu. Nie może sobie pozwolić na kolejny kontakt z rywalem, bo to najczęściej jest wślizg.

Jan Urban przyznaje, że tak jak bodaj każdy lechita w meczu z Podbeskidziem, także i Sisi popełniał błędy w ustawieniu i grze obronnej. - Czasami mylił się też, bo miał za dużo dobrych chęci. Zbyt wiele chciał zrobić w jednym momencie i to go gubiło. Na pewno Sisiego stać na więcej - przekonuje szkoleniowiec. - Sam zresztą po spotkaniu powiedział, że ten debiut dał mu dużo do myślenia. Co innego jest, gdy się słyszy, że w polskiej ekstraklasie gra jest kontaktowa, że mało jest płynnych akcji, a dużo odbiorów i strat, a co innego to przeżyć to na boisku. Sisi już to przeżył i w wielu sytuacjach był bardzo zaskoczony - opowiada Jan Urban.