Zamieszanie ze sparingiem. Stomil remisuje z trzecioligowcem

Spotkanie OKS-u z Sokołem Ostróda, pierwotnie miało zostać rozegrane w Dobrym Mieście. Na kilkadziesiąt minut przed pierwszym gwizdkiem, podjęto decyzję o przeniesieniu meczu do Olsztyna. Biało-niebiescy zremisowali 2:2.
Jeszcze w piątkowy wieczór wszystko wskazywało na to, że kolejny mecz kontrolny Stomilu zostanie rozegrany w Dobrym Mieście. Sztab szkoleniowy biało-niebieskich chciał bowiem rozegrać spotkanie na normalnej nawierzchni. W sobotnim poranek, gdy piłkarze obu ekip przyjechali do Dobrego Miasta, okazało się, że boisko nie nadaje się do gry. Z tego powodu mecz został przeniesiony na obiekt ze sztuczną murawą na olsztyńskich Dajtkach. Kibice o zmianie miejsca konfrontacji dowiedzieli się za pośrednictwem mediów społecznościowych... od samych piłkarzy.

Nieskuteczność w polu karnym

Od pierwszego gwizdka na boisku przeważał zespół ze stolicy naszego regionu. Biało-niebiescy stworzyli sobie kilka dogodnych sytuacji, lecz żadnej nie potrafili zamienić na bramkę. Najpierw w sytuacji "sam na sam" z bramkarzem gości znalazł się Karol Żwir, a chwilę później groźny strzał oddał Tsubasa Nishi. Dopiero próba Rafała Kujawy w 26. minucie przyniosła skutek w postaci pierwszego trafienia w tym meczu.

- Atmosfera towarzysząca temu spotkaniu była zwariowana - mówi wprost Mirosław Jabłoński, trener Stomilu Olsztyn. - Boisko w Dobrym Mieście było zmrożone i istniało ryzyko nabawienia się kontuzji przez naszych piłkarzy. Nerwowość spowodowana różnymi zawirowaniami była widoczna również na boisku.

Przestój w drugiej połowie

W drugiej części spotkania tempo gry wyraźnie spadło. Niemoc w polu karnym jako pierwsi przełamali gości, którzy strzelili dwie bramki w odstępstwie zaledwie dwóch minut. Adrian Korzeniewski i Michał Jankowski nie mieli większych problemów z pokonaniem Michała Leszczyńskiego, który w przerwie zmienił Piotra Skibę. Biało-niebiescy z trudem stwarzali zagrożenie pod bramką rywali, a gdy już to robili, to wykazywali się dużą nieskutecznością. Na dwanaście minut przed końcem meczu Piotr Karłowicz, który jak się później okazało zdobył ostatnią bramkę w tym spotkaniu. Ostatecznie Stomil po dość "dziwnym" sparingu zremisował z Sokołem Ostróda 2:2.

- Moi zawodnicy wciąż za dużo prowadzą piłkę - zwraca uwagę szkoleniowiec OKS-u. - Do warunków panujących na boisku szybciej dostosowali się goście, którzy lepiej operowali futbolówką. Utrudniali nam grę, lecz nie stwarzali sobie zbyt wielu sytuacji. W porównaniu do rundy jesiennej, w tym momencie jesteśmy inną drużyną. Musimy szukać nowych rozwiązań, które przyniosą nam korzyść podczas spotkań ligowych.

Michał Trzeciakiewicz, pomocnik Stomilu dodaje: - Musimy jeszcze bardziej zacieśnić naszą obronę, aby nie tracić w taki sposób dwóch bramek - przyznaje piłkarz. - W tej chwili nie można prorokować żadnych wyników. Podczas pierwszego ligowego spotkania z Olimpią Grudziądz (5 marca), nasze przygotowanie zostaną zwerifkowane. Wtedy będziemy wiedzieć, w którym miejscu obecnie się znajdujemy.

Biało-niebiescy w poniedziałek udadzą się na kilkudniowe zgrupowanie do Gniewina. Sztab szkoleniowy chciał w tym czasie rozegrać sparing z Gryfem Wejherowo, lecz wiadomo już, że spotkanie nie dojdzie do skutku.

Stomil Olsztyn - Sokół Ostróda 2:2 (1:0)

Bramki: Kujawa 24., Karłowicz 78., Korzeniewski 64., Jankowski 66.

Stomil: Skiba (46. Leszczyński) - Bucholc (66. Paweł Głowacki), Remisz (46. Kiercz), Wełna (46. Trzeciakiewicz), Ratajczak (62. Wypniewski), Żwir (62. Karłowicz), Paweł Głowacki (46. Suchocki), Jegliński (69. Nishi), Lech, Nishi (46. Piotr Głowacki), Kujawa (46. Łukasik).