Sport.pl

Górnik Zabrze. Marek Pałus: Zarzucanie tego piłkarzom jest dla nich krzywdzące [ROZMOWA]

- Mecz ze Śląskiem Wrocław da odpowiedź na to, czy derby z Ruchem Chorzów były częścią większego kłopotu, czy jednak nasi zawodnicy nie wytrzymali wtedy presji - mówi Marek Pałus, prezes Górnika Zabrze.

Zostań Prezesem i zbuduj Własną Drużynę!



Kamil Kwaśniewski: Musi pan przyznać, że w klubie jest bardzo nerwowo...

Marek Pałus: To zbyt mocne określenie. Powiedziałbym raczej, że mamy świadomość problemu.

Co z tym fantem zrobić?

- Nikt nie planuje jakichś pochopnych ruchów. Przede wszystkim analizujemy, dlaczego w spotkaniu z Ruchem Chorzów - a zwłaszcza w jego drugiej połowie - drużyna zagrała słabo. Trochę inaczej trzeba natomiast spojrzeć na pojedynek z Cracovią. To był jednak mecz z naprawdę mocnym rywalem, z - jak ja to mówię - rozpędzonym pociągiem. Wracając zaś do naszej obecnej sytuacji... Nie lekceważymy jej, ale - mimo wszystko - dwie porażki nie są jeszcze tragedią. Zwłaszcza że jesień kończyliśmy sześcioma spotkaniami bez przegranej. Taki po prostu jest sport. Gdyby zwalniać trenerów po dwóch niepowodzeniach, to w polskiej lidze co chwilę ktoś traciłby pracę.

Mówi się, że dla przyszłości Leszka Ojrzyńskiego spotkanie ze Śląskiem Wrocław będzie kluczowe

- Da odpowiedź na to, czy mecz z Ruchem był częścią większego kłopotu, czy jednak zawodnicy nie wytrzymali wtedy presji. Oczekiwania były przecież ogromne, ten balonik napompował się do bardzo dużych rozmiarów. Nic jednak dziwnego, bo kibice bardzo czekali na nowy stadion.

Po porażce w Wielkich Derbach Śląska zarzucają piłkarzom brak zaangażowania

- Jestem w sporcie już bardzo długo i naprawdę nie chce mi się wierzyć, że kłopot tkwi właśnie tutaj. Od pół roku, kiedy zostałem prezesem klubu, obserwuję zawodników i widzę chociażby to, jak bardzo zależy im na powrocie do gry, kiedy pojawiają się kontuzje. Dlatego zarzucanie im braku zaangażowania jest dla nich krzywdzące. Powiem więcej - jeśli na wynik meczu z Ruchem wpłynęło ich zaangażowanie, to chodziło o to, że chcieli wręcz za bardzo.

Kibice mają mocny argument w postaci drugiej bramki dla Ruchu. Roman Gergel i Michał Janota mogli kolegom z obrony pomóc, a w ogóle nie byli tym zainteresowani. Dziwi zwłaszcza zachowanie Janoty, który miał zapas sił, bo na boisku pojawił się ledwie kilka minut wcześniej

- Jedna bramka nie może decydować o tym, że zarzucamy zawodnikom brak zaangażowania.



Więcej o: