Sport.pl

Cierzniak wini Wisłę Kraków. "Klub nie ma racji nawet w jednym procencie?

Radosław Cierzniak chce rozwiązać kontrakt z Wisłą z winy klubu. Decyzja powinna zapaść w piątek.
19 lutego sprawę bramkarza rozpatrzy Izba ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych działająca przy Polskim Związku Piłki Nożnej. Cierzniak argumentuje, że Wisła uniemożliwia mu podnoszenie umiejętności sportowych. A to sprzeczne z kontraktem, którym związał się z klubem.

- To chyba nie jest naturalne, by pierwszego bramkarza bez podania przyczyny przesuwać do rezerw. Radek bardzo źle się z tym czuje. Z całym szacunkiem, ale poprzez treningi w drugim zespole z nastolatkami trudno utrzymać poziom sportowy - uważa Tomasz Magdziarz, menedżer zajmujący się interesami bramkarza.

Przypomnijmy: w styczniu Cierzniak podpisał obowiązujący od lipca kontrakt z Legią Warszawa. Kiedy klub ze stolicy ogłosił zatrudnienie bramkarza, Wisła przesunęła go do rezerw. Wcześniej w specjalnym oświadczeniu zapewniła, że piłkarz zostanie w Krakowie "co najmniej do końca" wygasającego w czerwcu kontraktu.

To oznacza pół roku bez gry, dlatego bramkarz złożył wniosek o rozwiązanie kontraktu z winy klubu. Zdaniem Marka Pięty, jednego z sędziów Izby ds. Rozstrzygania Sporów z ramienia Polskiego Związku Piłkarzy, ma duże szanse na wygraną. - Takie traktowanie piłkarza nie jest zgodne z aktualnymi przepisami PZPN. To świeża sprawa, ale wniosek Cierzniaka musi zakończyć się powodzeniem. Będziemy się starać, by takie sprawy były w Polsce uregulowane. To świadczy o kulturze naszej piłki - podkreśla.

Chodzi o przepis wprowadzony w życie uchwałą Zarządu PZPN z 27 marca ubiegłego roku. Według niego piłkarz może złożyć wniosek o rozwiązanie kontraktu, jeśli klub "zobowiązuje go do treningów indywidualnych w sytuacji, gdy nie są uzasadnione względami medycznymi lub obiektywnymi względami szkoleniowymi". Jeśli Cierzniak wygra spór, będzie pierwszym polskim piłkarzem, który skorzystał z tej furtki. Tyle że - jak przyznaje Pięta - przepisy nie są jednoznaczne i można je różnie interpretować.

Oficjalnie Wisła nie chce odnosić się do wniosku bramkarza. - Do momentu zapadnięcia jakichkolwiek formalnych rozstrzygnięć klub nie będzie komentował sprawy - informuje Olgierd Ślizień, rzecznik klubu.

Jak podaje "Gazeta Krakowska", przy Reymonta uważają, że klub wykonuje wszystkie zobowiązania wobec piłkarza: wypłaca mu na czas pensję (co potwierdza Magdziarz) i zapewnia możliwość treningów w dobrych warunkach pod opieką fachowej kadry szkoleniowej.

- Jesteśmy przekonani, że nam się uda. W tym przypadku klub nie ma racji nawet w jednym procencie i nie wyobrażam sobie, że Izba stanie po jego stronie. Nie wiem, jak Wisła argumentuje to, że Radek ma zostać do czerwca, skoro w klubie go nie chcą. Nie chcą za niego pieniędzy [200 tys. zł miała zaoferować Legia - przyp. red.], ale też nie chcą, by gdzieś występował, nawet w rezerwach. Zamierzają mu płacić do czerwca, a nie chcą na nim zarobić. Nie ma tu żadnej logiki - zaznacza Magdziarz.

Nie ma już raczej szans, by krakowianie dogadali się z Legią. Ta chciała wykupić Cierzniaka już zimą, ale... - Wisła nie podjęła rozmów. Nie odpisała nawet na maila z ofertą. To zwykła złośliwość. Przecież mógłby bronić i pomóc zespołowi albo przynieść klubowi pieniądze - dodaje agent.

Co grozi krakowianom, jeśli Izba rozstrzygnie spór na korzyść zawodnika? Być może niewiele. Wisła będzie musiała zapłacić Cierzniakowi odszkodowanie w wysokości utraconego wynagrodzenia tylko wtedy, gdy jego kontrakt z Legią będzie niższy niż obecny. To jednak mało prawdopodobne. - Karą będzie to, że zawodnik zostanie wolnym piłkarzem i będzie mógł zmienić klub. Sędziowie mogą skierować wniosek o podjęcie działań dyscyplinarnych wobec Wisły - stwierdza Pięta.





Więcej o: