Hit PlusLigi dla PGE Skry Bełchatów. Asseco Resovia miała tylko Bartosz Kurka

Wielkie emocje, zacięte końcówki i czerwone kartki. W hicie PlusLigi niczego nie brakowało. Wojnę nerwów lepiej wytrzymała jednak PGE Skra Bełchatów, która w Rzeszowie pokonała Asseco Resovie 3:2. Bełchatowianie odskoczyli mistrzom Polski w tabeli już na trzy punkty.

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Kiedy na parkiecie spotykają się dwie drużyny, które w ostatnich 11 latach dzieliły między sobą wszystkie tytuły mistrza Polski, to dziać się musi. Asseco Resovia i PGE Skra Bełchatów to dwie najbardziej utytułowane polskie drużyny XXI wieku. Bełchatowianie w ostatnich 15 latach aż ośmiokrotnie mogli cieszyć się z tytułu najlepszej drużyny w naszym kraju. Ich dominacja trwałaby jeszcze dłużej gdyby nie Asseco Resovia. W 2012 roku rzeszowianie zdjęli jednak mistrzowską koronę z głów siatkarzy PGE Skry. W kolejnych trzech sezonach siatkarze Andrzeja Kowala wygrywali PlusLigę jeszcze dwukrotnie, raz ustępując bełchatowianom.

W tym roku rzeszowianie bronią mistrzowskiego tytułu. W sezonie, w którym nie gra się play-offów, zażarta walka o ścisły finał PlusLigi toczy się już w fazie zasadniczej. Pierwsza Zaksa Kędzierzyn-Koźle, przed 16 kolejką miała osiem punktów przewagi nad Asseco Resovią i sześć "oczek" więcej od PGE Skry Bełchatów. Kędzierzynianie są więc prawdopodobnie poza zasięgiem rywali, a środowe starcie w hali Podpromie miało dać odpowiedź, kto będzie faworytem do walki z nimi w ligowym finale.

Błędy na zagrywce, błędy w ataku...ale tylko Asseco Resovii

W hali Podpromie obie drużyny spotkały się zaledwie cztery dni po półfinałowym meczu w Pucharze Polski. Tamto starcie rzeszowianie przegrali, ale w środę wyszli na parkiet w takim samym ustawieniu jak w sobotę. W drużynie z Bełchatowa w wyjściowej szóstce Karola Kłosa zastąpił Andrzej Wrona. Stawka meczu była ogromna i początkowo wyraźnie udzieliło się to obu drużynom. Podjęte ryzyko na zagrywce nie przynosiło efektów. W pierwszym secie w polu serwisowym obie drużyny pomyliły się sześciokrotnie. Wynik długo oscylował jednak w okolicach remisu, ale szansę na prowadzenie rzeszowianie raz po raz zaprzepaszczali prostymi błędami w ataku ze skrzydeł. Olieg Achrem uderzył w aut na pojedynczym bloku, Bartosz Kurek przekroczył linię trzeciego metra, a w samej końcówce w ataku pomylił się jeszcze Paszycki. Bełchatowianie w ofensywie nie pomylili się z kolei ani razu, kończąc 14 z 21 piłek. Świeżo upieczeni zdobywcy Pucharu Polski inauguracyjną partię wygrali 25:22.

PGE Skra lepsza w wojnie nerwów

Drugiego seta mistrzowie Polski rozpoczęli już z dużo większym impetem. W ataku znowu szalał Kurek, lepiej zaczęła funkcjonować też zagrywka. Po jednym z serwisów atakującego Asseco Resovii było już 12:8 dla gospodarzy. Jego nazwisko trzeba by wymieniać przy niemal każdej akcji drużyny z Rzeszowa. Kurek grał świetnie i w drugim secie zdobył dla swojej ekipy aż 15 punktów. Wyraźnie brakowało mu jednak wsparcia w ofensywie. Gra na skrzydłach zdecydowanie lepiej rozkładała się z kolei w drużynie z Bełchatowa. W ataku prym wiódł Facundo Conte, ale na dobrej skuteczności cały czas atakowali Mariusz Wlazły i Nicolas Marechal. Sygnał do ataku dał jednak ten pierwszy. Po jednym z jego ataków przewaga Asseco Resovii stopniała znowu do czterech punktów (20:16). Im bliżej było końcówki seta tym mistrzowie Polski popełniali więcej błędów własnych. Kiedy z piłką w ataku znowu minął się Paszycki, na tablicy wyników było już tylko 23:21 dla rzeszowian. Za chwilę doszły jeszcze błędy w przyjęciu Nikołaja Penczewa i PGE Skra wyrównała na 24:24. Stawka pojedynku dalej wyraźnie paraliżowała siatkarzy Andrzeja Kowala. W najważniejszych momentach seta rzeszowianie zepsuli aż pięć serwisów. Z taką dyspozycją w polu serwisowym trudno myśleć o zwycięstwie nad drugą drużyną w lidze. Nadzieję w serca kibiców w hali Podpromie wlał jeszcze Kurek, który po bloku na Conte wyprowadził Asseco Resovie na ponowne prowadzenie (28:27). Trzy kolejne punkty padły jednak łupem bełchatowian, którzy lepiej wytrzymali ciśnienie w końcówce. Bełchatowianie wygrali 30:28 i byli już o krok od wygrania całego spotkania.

Fenomenalny Bartosz Kurek

Trzeciego seta rzeszowianie zaczęli z nożem na gardle, ale nie przeszkodziło im to szybko objąć dwupunktowe prowadzenie (4:2). Za chwiłe PGE Skra szybko doszła jednak gospodarzy i remis utrzymywał się aż do stanu 15:15 kiedy w polu serwisowym pojawił się Kurek. Rzeszowski atakujący "zrobił" zagrywką dwa punkty. Poprzednia partia udowodniła, że taka przewaga niewiele znaczy, więc w samej końcówce w hali Podpromie znowu było gorąco. Bełchatowianie uruchomili swoją największą broń czyli zagrywkę, ale Kurek cały czas znajdował sposób na blok gości. Znajdował aż do stanu 24:23 kiedy został zatrzymany na podwójnym bloku. Powtórka z drugiej partii? Nie tym razem. Kiedy piłkę na lewym skrzydle skończył Penczew rzeszowianie mieli drugą piłkę setową. Za chwilę atak Srecko Lisinaca wyblokował Paszycki i Kurek dostał drugą szansę na skończenie seta. Tym razem huknął potężnie i nie pozostawił złudzeń. Mistrzowie Polski trzecią partię wygrali 26:24 i wrócili do gry. Warto odnotować, że atakujący Asseco Resovii w trzech partiach punktował aż 30-krotnie!

Mistrzowie Polski na jednej wygranej partii nie zamierzali poprzestać i w czwartym secie szybko objęli kilkupunktowe prowadzenie (6:3). Coraz lepiej funkcjonował - głównie za sprawą Russella Holmesa, rzeszowski blok. Już w poprzedniej partii mistrzowie Polski zatrzymali gości pięciokrotnie, a w czwartej odsłonie tą dobrą passę tylko kontynuowali. Bełchatowianie w tym elemencie rzeszowianom ustępowali, ale te straty starali się niwelować lepszą, bardziej urozmaiconą grą w w ataku. Conte, Marechal i Wlazły - ta trójka świetnie się uzupełniała. Do czasu. Na drugiej przerwie technicznej prowadzili jeszcze bełchatowianie, ale tuż po niej siatkarze Miguela Falasci zgubili swoją skuteczność w ataku. To szybko wykorzystali siatkarze z Rzeszowa, którzy znowu wyszli na dwupunktowe prowadzenie (18:16). W samej końcówce obu drużyno znowu więc towarzyszyła wojna nerwów. Seta zakończył Mariusz Wlazły, który...wyrzucił piłkę w aut. Czwarty set na swoim koncie zapisała więc Asseco Resovia i zrobiło się już 2:2.

PGE Skra znowu pokazała charakter

O losach meczu zadecydowała dopiero piąta. Lepiej, bo od prowadzenia 5:2 rozpoczęła ją Asseco Resovia. Trzypunktowa przewaga w tie-breaku to dużo, ale w ostatnim czasie PGE Skra udowodniła, że nie ma dla niej straty nie do odrobienia. Bełchatowianie szybko doszli rzeszowian i obie drużyny zamieniły się stronami przy stanie 8:7 dla gości. Im dłużej trwała decydująca partia, tym przewaga PGE Skry rosła. Ostatecznie goście wygrali do 13, powiększając swoją przewagę w tabeli nad mistrzami Polski do trzech "oczek". Najlepszym zawodnikiem meczu został wybrany Mariusz Wlazły



ASSECO RESOVIA2
PGE SKRA BEŁCHATÓW3
Sety: 22:25, 28:30, 26:24, 25:23, 13:15

Asseco Resovia: Kurek, Jaeschke, Achrem, Paszycki, Drzyzga, Holmes oraz Ignaczak (libero) Penczew, Dryja, Witczak, Lyneel, Śliwka

PGE Skra Bełchatów: Lisinac, Wlazły, Conte, Wrona, Uriarte, Marechal oraz Piechocki (libero), Milczarek (libero), Kłos, Gromadowski, Janusz, Stanković, Marcyniak

Sędziowali: Wojciech Maroszek, Andrzej Kuchna

MVP: Mariusz Wlazły