Dziwny przypadek Princewilla Okachiego z Widzewa [KOMENTARZ]

Przez pierwszy miesiąc zimowych przygotowań Princewill Okachi był tylko na jednym treningu Widzewa. Czy na pewno pauzuje przez chore kolana?
Widzew przygotowuje się do rundy wiosennej IV ligi od 7 stycznia. Bez Okachiego, który jesienią był jego najlepszym zawodnikiem.

W klubie twierdzą, że Nigeryjczyk nie może ćwiczyć, bo bierze zastrzyki wzmacniające stawy kolanowe. Pojawiają się jednak informacje, że przyczyna jest inna. Na portalu Weszlo.com ukazał się wywiad z widzewiakiem, który mówi, że ma żal do działaczy za złe traktowanie. Twierdzi, że nie może odejść do wyższej ligi, a kontakt z szefami stowarzyszenia jest trudny.

O komentarz poprosiliśmy Marcina Ferdzyna, prezesa Widzewa, który zapewnił, że jeżeli zgłosi się chętny na pozyskanie Okachiego, nie będzie robił problemu z odejściem. Dodał, że klub płaci za leczenie piłkarza, a prezes ostatni raz widział się z nim w sobotę, podczas sparingu Widzewa z Lechią Tomaszów. Ferdzyn zapewnił też, że Okachi ma płacone na czas.

Gdy w listopadzie napisaliśmy, że Kamil Zieliński i Okachi mogą odejść, działacze twierdzili, że to nieprawda. Tego pierwszego już nie ma w klubie. Nigeryjczyk we wcześniejszych rozmowach z "Wyborczą" nie ukrywał, że nie jest zachwycony grą w IV lidze. Został jednak w Łodzi, bo ma tutaj rodzinę, a działacze obiecywali pomóc mu w otworzeniu restauracji.

Teraz najwyraźniej zmienił zdanie, o czym świadczy trwające już ponad miesiąc leczenie kontuzji, której doznał... w czasie przerwy w rozgrywkach. Problem z kolanami nie przeszkodził mu jednak zagrać w turnieju halowym w Łowiczu. Podobno do treningów ma wrócić w przyszłym tygodniu, ale takich terminów było już kilka.