Nowy dyrektor sportowy piłkarskiego Śląska: Marzy mi się stadion pełny pikników!

Marzy mi się, aby kibice wypełnili nasz wielki stadion. Fajnie byłoby, gdyby na mecze Śląska chodziło 25 tysięcy widzów - mówi Wojciech Błoński, nowy dyrektor Śląska
Przemysław Mamczak: Jak to się stało, że pan, były koszykarz, radny Wrocławia, został teraz dyrektorem sportowym Śląska?

Wojciech Błoński: Piłkarskim Śląskiem interesowałem się zawsze. Powrót do klubu to było moje marzenie, które właśnie się spełniło. Myślę, że o nominacji zadecydowały moje umiejętności organizacyjne. Od wielu lat prowadzę własną działalność gospodarczą, firma świetnie funkcjonuje. Teraz przyszedł moment, w którym trzeba podnieść rękawicę i zrobić wszystko, by Śląsk znów był wielki.

Tak trochę nietypowo, były koszykarz trafia do klubu piłkarskiego?

- Niektórzy dziwią się, że koszykarz został dyrektorem sportowym w klubie piłkarskim. Ale przecież w obu tych dyscyplinach ta funkcja praktycznie niczym się nie różni. A futbol to moje życie. 

Jaki plan, pomysł chce pan realizować na starcie swojej pracy?

- Uważam, że wszystkie akademie piłkarskie we Wrocławiu muszą szkolić młodzież dla Śląska. Młodzi chłopcy nie mogą zastanawiać się, gdzie będą grać, bo powinni trafiać do Śląska. To miasto finansuje szkolenie młodzieży, a wrocławskie kluby z tego nie korzystają, bo najlepszych zabierają nam inne kluby. Najlepsi młodzi siatkarze idą do Gwardii, koszykarze do Śląska. Piłkarze również muszą trafiać do Śląska, bo to najważniejszy klub we Wrocławiu.

Jak chce pan to osiągnąć?

- Chcemy spotkać się z trenerami poszczególnych wrocławskich szkółek. Każdy z młodych piłkarzy, którzy trenują w FC Wrocław Academy, Olympic Wrocław czy Forza Wrocław, marzy o tym, by trafić do Śląska i zagrać na Stadionie Miejskim. Musimy popracować nad tym, by współpraca między klubami była jak najlepsza. Mam pomysły, aby ten plan wprowadzić w życie.

Co poza akademią? Będzie pan zajmował się też transferami?

- Zakres moich obowiązków jako dyrektora sportowego jest taki, jak w innych klubach piłkarskich. Będę zajmował się także transferami, nad którymi pracujemy.

Jest pan w stanie ściągnąć do piłkarskiego klubu odpowiednich zawodników?

- Przede wszystkich zawodnicy, którzy mają do nas trafić są proponowani i następnie weryfikowani przez dział scoutingu. Dopiero po uzyskaniu wstępnej pozytywnej weryfikacji zawodnik poddawany jest szczegółowej obserwacji i analizie - oczywiście również przez sztab szkoleniowy pierwszego zespołu. Znam wielu menedżerów piłkarskich. Naprawdę sporo czasu poświęcam piłce nożnej, oglądam sporo meczów. Nie jestem kamikadze, który przyszedł do klubu bez żadnej wiedzy o futbolu. Poza tym Śląsk nie zatrudniłby człowieka, który nie jest profesjonalnie przygotowany do pracy dyrektora sportowego. Nie jestem człowiekiem znikąd. W życiu do wszystkiego doszedłem ciężką pracą.

Czy sprowadzenie do klubu byłego sportowca Śląska, to posunięcie mające na celu budowanie tożsamości Śląska?

- Kiedy po nominacji przyszedłem do klubu, najpiękniejszym momentem była dla mnie reakcja Janusza Sybisa, Dariusza Sztylki, Janusza Jedynaka czy Zbigniewa Mandziejewicza. Każdy z nich przyjął mnie serdecznie i ciepło. Zawodnicy, którzy kiedyś grali w Śląsku, a potem zostali zapomniani, mają teraz możliwość pracy dla klubu. Musimy pamiętać o swoich byłych graczach, aby budować wizerunek wielkiego Śląska. Mamy się kim chwalić, więc róbmy to.

Co jest największym problemem Śląska? Brak sponsora na koszulkach i reklam na bandach wokół boiska wygląda przygnębiająco.

- Kiedy nie byłem w Śląsku, te kwestie bardzo mnie bolały. Często o to pytałem. Teraz pracuję nad tym, aby to zmienić. Nie mogę zdradzić tajemnic handlowych, ale mam wpływy, znajomości, dzięki którym uda się pomóc Śląskowi. Szukamy sponsora na miejsce na koszulce. Uważam, że to świetne miejsce reklamowe, o które wielu powinno zabiegać!

Chce pan stworzyć silną akademię i znaleźć sponsora tytularnego. Co jeszcze powinno się zmienić w Śląsku?

- Marzy mi się, aby kibice wypełnili nasz wielki stadion. Fajnie byłoby, gdyby średnio na nasze mecze chodziło 25 tysięcy widzów. Wrocław stać na to! Marzy mi się styl niemiecki. Ostatnio byłem na meczu Bundesligi i pytałem ludzi siedzących wokół: "Jak to się dzieje, że obok siebie siedzą kibice rywalizujących drużyn?". Dla mnie to było coś niesamowitego. Wszyscy pili piwo, jedli hot-dogi czy bułki ze śledziem! Oni traktują mecze jak piknik. Tak też odpowiedziało mi siedmiu kolejnych kibiców. Tam kluczem jest właśnie słowo "piknik". Marzy mi się, by w całej Polsce piłkarska ekstraklasa funkcjonowała na zasadzie pikniku. Chciałbym dożyć takich czasów, że Śląsk będzie grał w Poznaniu, a ja powiem do żony: "Choć, pojedziemy do Poznania, zjemy kolację, pójdziemy na mecz, a później odwiedzimy znajomych. I razem pójdziemy na mecz - oni w szalikach Lecha, my w szalikach Śląska. Gdyby tak to wyglądało, życie mogłoby być piękne.

Problem w tym, że w Polsce mamy znacznie niższy poziom ekstraklasy niż w Niemczech. 

- To prawda. Musimy podnieść poziom, ale osiągniemy to wówczas, kiedy stworzymy Akademię Śląska, jeśli będziemy ściągać do Śląska utalentowaną młodzież z regionu. Jeżeli to wszystko się uda, będziemy mieć również mocny pierwszy zespół, a ludzie będą przychodzić na stadion, bo będą wyniki.

Zawirowania właścicielskie w Śląsku trwają od kilku miesięcy. To spory problem.

- Wszystko dobrze się skończy. Obiecuję, że Śląsk będzie wielki. Doprowadzimy do tego wspólnie: piłkarze, właściciele, kibice, media.

Jaki cel teraz ma Śląsk? Drużyna walczy o utrzymanie czy chcecie powalczyć o grupę mistrzowską?

- Śląsk nie zasługuje, by zajmować trzecie miejsce od końca. Zrobimy wszystko, by być wyżej w tabeli. Nam marzy się pierwsza ósemka i jest to realne. Mocno wierzę, że awansujemy do grupy mistrzowskiej, tak jak w 2012 roku wierzyłem w mistrzostwo Polski dla Śląska. I mam na to świadków. W marcu 2012 roku podczas sesji rady miejskiej powiedziałem, że Śląsk będzie mistrzem Polski. Wtedy większość radnych mnie wyśmiała. Ale już na czerwcowej sesji, wszyscy mnie przepraszali.