Tsubasa z Wrocławia: Czy Japończyk Ryota Morioka podbije polską ekstraklasę?

Ryota Morioka marzy o stałej grze w reprezentacji Japonii, dlatego odrzucił kontrakt za 600 tys. euro rocznie i wyjechał do Europy. Trafił do Śląska Wrocław i może zostać wielką gwiazdą naszej ekstraklasy.
Znajdź nas na Facebook'u | Ćwierkamy też na Twitterze


Ostatni raz Śląsk Wrocław rozgrywającego takiego formatu, mającego za sobą imponujące jak na polskie realia piłkarskie CV, pozyskał osiem lat temu. Sebastian Mila miał zapewnić wrocławskiej drużynie stabilizację pozycji środkowego pomocnika.

26-letni wówczas "Milowy" wracał do Polski po nieudanych zagranicznych podbojach, a o spektakularnych występach w europejskich pucharach w barwach Groclinu niewielu już pamiętało.

Nowy rozgrywający Śląska Ryota Morioka trafił do Wrocławia jako jeden z najlepszych japońskich ofensywnych pomocników. A co ciekawe, miał kilka bardzo dobrych propozycji podpisania nowego kontraktu. Nie tylko z klubów z Japonii, ale również z belgijskiej ekstraklasy i hiszpańskiej drugiej ligi.

Japończyk wybrał Śląsk. Przy Oporowskiej z 24-letnim Morioką wiążą ogromne nadzieje. Czy zbliży się do wielkości Sebastiana Mili? Ale Morioka ma predyspozycje, by zostać nową gwiazdą polskiej ekstraklasy i ulubieńcem wrocławskich kibiców.

Spokojny gwiazdor

Japończyk z fanami Śląska przywitał się już w minioną sobotę przy Oporowskiej. Zdobył bramkę w wygranym 3:0 sparingu z GKS-em Bełchatów. Morioka spędził na boisku niemal 70 minut. Gdy je opuszczał, wrocławscy kibice żegnali go brawami i skandowaniem "Tsubasa, Tsubasa".

To w nawiązaniu do głównego bohatera popularnej pod koniec lat. 80 japońskiej kreskówki, która była inspiracją do gry w piłkę m.in. dla Zinedine'a Zidane'a czy Leo Messiego.

Już podczas pierwszego występu Morioki można było zauważyć, że to typowy japoński zawodnik, który swoje indywidualne korzyści przekłada nad dobro drużyny. W Japonii cieszy się opinią gracza, który chętniej dogrywa partnerom, niż sam decyduje się na strzał, ale uderzyć z dystansu też potrafi. Prywatnie Morioka również jak typowy Japończyk uchodzi za spokojną i niekonfliktową osobę.

- Wyróżnia go spokojny i ugodowy charakter. Na boisku nigdy nie był ekspresyjny, nie kłócił się z sędziami czy rywalami. Nawet w trakcie spotkań, w których jego drużynie nie układała się gra, zawsze był opanowany i spokojny. Morioka miał bardzo dobre relacje z kibicami w Japonii. W Kobe był największą gwiazdą, jednym z tych piłkarzy, którzy zawsze chętnie rozdawali autografy i fotografowali się z fanami - opowiada "Wyborczej" Michio Ueda, redaktor naczelny japońskiego portalu sportowego Football Channel.

Do gry w piłkę namówił Moriokę starszy brat, który zresztą nigdy nie został zawodowym graczem. Póki co, Morioka we Wrocławiu mieszka sam. Wybrał już lokum. Zamieszka w dwupokojowym apartamencie na południu Wrocławia. Wkrótce dostanie samochód z automatyczną skrzynią biegów, aby ułatwić mu przystosowanie do ruchu w Polsce, bowiem w Japonii obowiązuje ruch lewostronny. 24-letni piłkarz grę w piłkę łączy z nauką. Właśnie kończy 6-letnie studia na kierunku zarządzania zasobami ludzkimi.

Jego żona do stolicy Dolnego Śląska przyleci przed meczem z Wisłą Kraków. Japończykowi w aklimatyzacji pomaga Anglik Tom Hateley. Poza tym do klubu z Oporowskiej zgłosił się niedawno student z Japonii, który uczy się we Wrocławiu i zaproponował swoją pomoc nie tylko Morioce, ale i klubowi w komunikacji z kibicami z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Marzenia o reprezentacji

Morioka był jednym z lepiej opłacanych piłkarzy swojej drużyny. Za ostatni sezon w barwach Vissel Kobe zainkasował 40 mln jenów, czyli ponad 300 tys. euro. Szefowie tamtejszego klubu chcieli za wszelką cenę go zatrzymać, dlatego pod koniec kontraktu zaproponowali mu aż dwukrotną podwyżkę pensji. Morioka z ponad 600 tys. euro za sezon miał zostać trzecim najlepiej zarabiającym piłkarzem w drużynie po Brazylijczykach Pedro Juniorze i Leandro. Mimo to odrzucił propozycję i zdecydował się na wyjazd do Europy.

- Morioka decyzję o wyjeździe za granicę podjął już wcześniej. On marzy, aby grać w kadrze narodowej i dzięki występom w Europie chce wskoczyć na wyższy poziom, jak Keisuke Honda czy Shinji Kagawa - tłumaczy japoński dziennikarz.

Na razie zawodnik ma na swoim koncie dwa występy w kadrze narodowej.

Morioka miał bardzo poważną ofertę z belgijskiego KSC Lokeren. Zabiegały o niego też kluby z Turcji, a kilka dni przed podpisaniem kontraktu ze Śląskiem poważnie zainteresowany był również jeden z hiszpańskich drugoligowców. Przekonać do pozostania w Japonii mocno starały się jeszcze dwa tamtejsze kluby Kawasaki Frontale i Kashiwa Reysol, ale piłkarz krajowym drużynom konsekwentnie odmawiał.

Wybrał Śląsk, bo chciał mieć pewność, że będzie regularnie grał. Według informacji "Wyborczej" Morioka przy Oporowskiej ma zagwarantowany kontrakt na poziomie ok. 110 tys. euro na rok.

Śladami Matsuiego

Japońscy kibice od kilku dni szaleją na punkcie Morioki. Przysyłają na Oporowską popularne w Japonii rysunki mangi, na których widnieją herby Śląska i postacie ubrane w koszulki wrocławskiej drużyny. Ostatni raz polska liga tak wielkim zainteresowaniem wśród tamtejszych kibiców cieszyła się niemal trzy lata temu przy okazji transferu Daisuke Matsuiego do Lechii Gdańsk. Na mecze 31-krotnego reprezentanta Japonii do Polski przyjeżdżali nawet tamtejsi fani.

Przy Oporowskiej większe niż zwykle zainteresowanie odczuli już pierwszego dnia, gdy Morioka podpisał kontrakt ze Śląskiem. Już wtedy klub otrzymywał z Japonii pierwsze zamówienia na koszulki z nazwiskiem nowego piłkarza.

- Morioka wśród japońskich kibiców wzbudza więcej emocji niż transfer Matsuiego do Gdańska. Matsui miał wtedy ponad 30 lat, wszyscy wiedzieli, że to piłkarz, który wkrótce skończy karierę. Morioka ma 24 lata i szansę, aby dostać się do reprezentacji Japonii i zagościć w niej na dłużej. Jestem przekonany, że kibice Vissel będą oglądać w internecie mecze Śląska. Polski klub cieszyłby się w Japonii gigantycznym zainteresowaniem, gdyby rywalizował np. w Lidze Mistrzów albo Lidze Europy. Te rozgrywki są w naszym kraju transmitowane, a ich oglądalność jest ogromna - tłumaczy Michio Ueda.

I dodaje: - Popularność np. Kagawy w Japonii jest niewiarygodna. Wielu ludzi, którzy na co dzień nie interesowali się piłką nożną, nagle zostało kibicami Borussii Dortmund. Gdy w ostatnie wakacje niemiecka drużyna przyleciała do Japonii na towarzyski mecz z Kawasaki Frontale, ponad połowa stadionu była wypełniona japońskimi kibicami Borussii. Śląsk dzięki Morioce również mocno się rozpromuje w Japonii.

Ryota Morioka jest trzecim Japończykiem, który wiosną będzie grał w polskiej lidze. Dwaj pozostali to Takafumi Akahoshi z Pogoni Szczecin i Kohei Kato z Podbeskidzia Bielsko-Biała.