Lech Poznań - Slavia Praga 1:3. Kolejorz znów przegrał. Kontuzje dwóch nowych piłkarzy

Piąty zespół czeskiej ekstraklasy Slavia Praga nie pozwoliła na wiele Lechowi Poznań i zasłużenie wygrała 3:1 mecz sparingowy w Marbelii. Spotkania nie dokończyli Nicki Bille i Vladimir Volkov.


Z tak niewygodnym, a przez to bardzo trudnym rywalem, Lech Poznań jeszcze nie grał w tym okresie przygotowawczym. Owszem, Dynamo Kijów, z którym lechici przegrali 0:2 w Marbelli, jest z pewnością silniejszym zespołem od Slavii Praga. Ukraińcy jednak szczególnie groźni są głównie wtedy, gdy mają piłkę, bo mają tak duże umiejętności, że potrafią zrobić z nią bardzo wiele. Prażanie natomiast szczególnie dawali się we znaki mistrzowi Polski, gdy to ten próbował budować akcje. Gracze natychmiast naciskali odważnie i agresywnie, więc próby rozegrania piłki załamywały się na ogół po dwóch-trzech kopnięciach. Efektem były niezliczone straty zespołu Jana Urbana.

Bardzo szybko, bo już w czwartej minucie Lech Poznań został ukarany za nieudolną próbę wyprowadzenia piłki z własnej połowy. Czesi przejęli piłkę, a ta trafiła do Milana Skody, który w sytuacji sam na sam kopnął spokojnie do siatki, obok Jasmina Buricia. Takiego napastnika - wysokiego, silnego i skutecznego (10 goli w 16 meczach tego sezonu) w Kolejorzu wypatrują do półtora roku, gdy odszedł z Bułgarskiej Łukasz Teodorczyk.

Nowym snajperem wiosną ma być Nicki Bille, który znów wyszedł w pierwszym składzie mistrzów Polski. Długo jednak nie był w stanie zaprezentować się w ofensywie, bo przez dobre dwadzieścia minut Lech w niej nie istniał. Był zupełnie zdominowany przez piąty zespół czeskiej ligi.

W pierwszej połowie poznaniacy błyszczeli w ataku przez zaledwie kilka minut. Wszystko, co dobre dla Kolejorza w ofensywie działo się za sprawą Szymona Pawłowskiego. Ton on w 22. minucie pomknął z piłką, wymienił podania z Nickim Bille i już był w polu karnym, ale tam zagrał już do nikogo, bo dwaj lechici niepotrzebnie wbiegli w pole bramkowe. Minęła minuta, a Szymon Pawłowski tym razem świetnie podał do Karola Linettego, ten przed linią 16 metrów minął Simona Deliego, ale gdy już stanął oko w oko z bramkarzem, strzelił tuż obok słupka! Ofensywne wyczyny lechitów zakończył Nicki Bille, ale po jego strzale piłka odbiła się od jednego z rywali i bramkarz obronił bez trudu.

Dla Duńczyka była to ostatnia akcja w meczu, bo został zmieniony przez Dawida Kownackiego. Gdy zbiegał z boiska, lekko utykał...

Sytuacja szybko wróciła do stanu z początku meczu i już do końca pierwszej połowy lechici (wśród nich nowy lewy obrońca Vladimir Volkov) mogli ćwiczyć grę w defensywie. Nawet to nie wychodziło im najlepiej, bo już w 33. minucie mogło być 2:0, ale pozostawiony bez opieki prażanin nie trafił w piłkę, mimo że był sam przed bramkarzem Kolejorza.

Pierwsza część i tak skończyła się dwubramkowym prowadzeniem Slavii, bo w 40. minucie Josef Husbauer przeprowadził akcję, którą wręcz zadrwił sobie z pięciu lechitów, którzy tylko udawali, że chcą mu przeszkodzić. W końcu Czech zagrał spokojnie obok nogi Jasmina Buricia i piłka wturlała się do siatki.

Krótko po zmianie stron poznaniakom pomógł wrócić do gry rezerwowy bramkarz Slavii Jiri Pavlenka. Strzał Dawida Kownackiego mniej więcej z narożnika pola karnego nie był zbyt groźny, ale czeski bramkarz zagapił się, piłka odbiła mu się od nogi i wpadła do bramki. Dla nastolatka z ataku Lecha był to drugi gol tej zimy, bo wcześniej wykorzystał rzut karny w cypryjskim sparingu z FK Ufa.

Było już tylko 2:1 dla Slavii, ale niewiele wskazywało na to, że Polacy będą w stanie wyrównać. Próby kontrataków szybko rozbijały się o dobrze zorganizowaną obronę ekipy ze stolicy Czech. Na dodatek Slavia wciąż chciała strzelać kolejne gole. Jasmin Burić zdążył wygrać pojedynek z rywalem i wybić piłkę na rzut rożny, ale w 69. minucie znów został pokonany. Marcin Kamiński sfaulował rywala w polu karnym i choć Bośniak obronił strzał Lewana Kenii z "jedenastki", to po chwili kapitan rywali z bliska wepchnął jednak piłkę do siatki.

Kolejorz grał już wtedy bez Vladimira Volkova, który poprosił o zmianę, a gdy zszedł z boiska, trzymał się za tylną część uda.

Bezsilność Lecha była uderzająca. Piłkarze w biało-czerwonych koszulkach jakby za każdym razem wiedzieli, gdzie poleci piłka, byli tam gdzie trzeba i bez większego trudu odbierali ją niedokładnym, a z czasem także zrezygnowanym graczom Kolejorza. W 85. minucie szarpnął jeszcze Dawid Kownacki, wymanewrował w polu karnym jednego z prażan, ale po chwili upadł popchnięty przez Michala Frydrycha. Sędzia jednak nie przerwał gry, choć raczej powinien przyznać Lechowi karnego.

Poznaniacy przegrali wyraźnie i zasłużenie. Dwóch nowych piłkarzy zeszło przedwcześnie z boiska. Na mniej niż dwa tygodnie przed wznowieniem rywalizacji w ekstraklasie nie ma powodów do optymizmu. Z zagranicznymi sparingpartnerami lechici ponieśli dwie porażki i zanotowali dwa remisy, a jedynym zespołem, który pokonali w tym roku, są pierwszoligowe Wigry Suwałki.