Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej. Teraz horrory grają też bez Polaków [ZDJĘCIA]

Choć w Krakowie Polacy już nie grają, to emocji podczas mistrzostw Europy nie brakuje. Cztery reprezentacje walczyły w Tauron Arenie o finał. W niedzielę o złoto zagrają Niemcy i Hiszpanie.
Pozornie wszystko było tak jak przez ostatnie dwa tygodnie. Przed halą kręciło się sporo ludzi. Tyle że zamiast rozmów po polsku słychać było głównie niemiecki, chorwacki, norweski czy... francuski. Dla fanów w niebieskich koszulkach dopiero piąte miejsce mistrzów olimpijskich było rozczarowaniem. Wielu wcześniej kupiło bilety na mecze w strefie medalowej i przyjechało do Krakowa.

Przed Tauron Areną więcej niż zwykle było ludzi oferujących sprzedaż biletów - z tabliczkami "2 tickets for sale", ale i całymi plikami wejściówek. Można je było kupić sporo poniżej ceny nominalnej. Wiele osób próbowało też sprzedać bilety w popularnych portalach internetowych.

Różnice widać było również wewnątrz hali. Spadła frekwencja. Mecze z udziałem Polaków oglądało ponad 14 tys. widzów. Na pierwszym półfinale było ich zaledwie 9 tys. Na trybunach wciąż dominował czerwony - ten kolor zawierają flagi wszystkich półfinalistów - ale białego było mniej niż przez ostatnie dwa tygodnie. A jeśli już, to zazwyczaj jako element chorwackiej szachownicy.

Przede wszystkim zmieniła się jednak atmosfera. W Tauron Arenie było ciszej. Grupy fanów z poszczególnych krajów starały się wspierać piłkarzy, ale nie mogło się to równać z dopingiem z poprzednich spotkań. Najgłośniejsi byli Niemcy, którzy przyjechali z trąbkami i bębnami. Dla nich piłka ręczna to jeden ze sportów narodowych. - Dlaczego mamy zdejmować flagi? Jesteśmy fanami piłki ręcznej, nie piłki nożnej. Jesteśmy grzeczni - spierał się z ochroniarzem niemiecki fan.

Rzeczywiście, w głowach nie były im waśnie - bez problemów przyjęli starszego kibica ubranego w garnitur w norweskich barwach narodowych i krawat z napisem "Norge" (Norwegia).

Norwegowie byli nieco ciszej, ale to ich rodacy na spółkę z Niemcami stworzyli na boisku świetny spektakl. Pierwszy półfinał od początku był wyrównany. Sporo było przepychanek i fauli. Do przerwy Norwegowie przegrywali tylko 13:14. W drugiej połowie żadna z drużyn nie potrafiła odskoczyć rywalowi na więcej niż dwie bramki. A jeśli już się to udawało, po chwili znów był po równo (w całym meczu remis był 23 razy).

Gdy w 58. minucie rzut Fabiana Wiede odbił bramkarz, niemiecki dziennikarz zaklął: "Scheise!". Nadzieja wróciła, gdy Niemcom udało się doprowadzić do dogrywki. W niej o awansie zachodnich sąsiadów zdecydowało trafienie (na 34:33) pięć sekund przed końcem. Wtedy niemiecki dziennikarz już podskakiwał z radości. Takich emocji Tauron Arena jeszcze w tym turnieju nie widziała.

- Gratuluję Norwegom fantastycznego turnieju. Jeden zespół musiał przegrać i na szczęście to nie byliśmy my. Jesteśmy absolutnie szczęśliwi. Z meczu na mecz gramy coraz lepiej. Wytrzymaliśmy presję. To niesamowite wygrać tak emocjonujący mecz - podkreślał Dagur Sigurdsson, trener Niemców.

Harald Reinkind, zawodnik Norwegii, stwierdził, że reprezentacja i tak już osiągnęła historyczny sukces. - Teraz musimy zrobić wszystko, by wyczyścić głowy i tak się skoncentrować, by zdobyć brązowy medal - mówił.

Największy wkład w zwycięstwo Niemców miał Reichmann. Oddał 10 rzutów, wszystkie celne. - To była świetna dyspozycja drużyny, nie tylko moja. W finale chcemy jeszcze więcej - podkreślił.

Po meczu Norwegowie złożyli protest. W ostatnich sekundach na boisku w niemieckim zespole było o jednego gracza za dużo.

W drugim półfinale też nie brakowało emocji. W pierwszej połowie Hiszpanie przegrywali trzema golami z Chorwatami, by na przerwę schodzić z czterema golami przewagi. Pogromcy Polaków dążyli do remisu, kilka razy byli blisko, ale nie dogonili rywali. Przegrali 29:33.