Polscy kibice we Wrocławiu nie zawiedli: Prawdziwych fanów poznaje się w trudnych momentach [DUŻO ZDJĘĆ]

Polska wygra 26:24 ze Szwecją i zajęła siódme miejsce na ME w piłce ręcznej. Kibice nie zawiedli - we wrocławskiej Hali Stulecia było około pięciu tysięcy widzów.
Mecz we Wrocławiu był pożegnaniem Polaków z turniejem i Michaela Bieglera ze stanowiskiem selekcjonera reprezentacji. Niemiec dzień wcześniej podał się do dymisji. Przed turniejem oczekiwania Polaków były dużo większe, a zwiększyły je udane mecze w pierwszej rundzie. Im turniej trwał dłużej, tym nasi zawodnicy mieli coraz większe problemy. Prawdziwy dramat nastąpił w spotkaniu z Chorwacją, które decydowało o awansie do półfinału. Katastrofalna postawa i porażka 23:37 przerwała sen naszej reprezentacji i w brutalny sposób pozbawiła medalowych ambicji.

Nic dziwnego, że do Wrocławia Polacy przyjechali w fatalnych nastrojach.



Kibice nie zawiedli

Ale kibice nie odwrócili się od reprezentacji Polski. Co prawda na początku meczu na trybunach było jeszcze sporo pustych miejsc, ale z każdą minutą kibiców w biało-czerwonych barwach było coraz więcej. W sumie spotkanie obejrzało 5 tys. widzów, podczas gdy średnia frekwencja na meczach we Wrocławiu wynosiła dotąd 6,5 tys. Ci, którzy przyszli na mecz, wspierali biało-czerwonych z całych sił, choć momentami, zwłaszcza w pierwszych minutach, ich doping był bardzo chaotyczny. Po każdej bramce wrzawa była jednak ogromna. Najgłośniej było, kiedy Szwedzi wykonywali rzuty karne. Wówczas trybuny krzyczały "Sławek Szmal!", dodając otuchy naszemu bramkarzowi.

- Nie interesuję się piłką ręczną. Jestem tutaj jednak ze względu na wnuczka, który jest wielkim kibicem reprezentacji Polski. A że mieszkamy niedaleko to przyjechaliśmy - podkreślał pan Krzysztof z Kobylej Góry. - Z biletami nie było problemu, kupiliśmy je dzień wcześniej - dodawał.

- Każdy jest kibicem, jak drużyna wygrywa, ale prawdziwych fanów poznaje się w trudnych momentach, kiedy zespołowi nie idzie. To jest turniej, są tutaj najsilniejsze reprezentacje w Europie. Nie tylko nasza kadra zawiodła, popatrzmy na Francję i Danię, te drużyny także miały medalowe aspiracje. Oczywiście pozostaje ogromny niedosyt, ale mam nadzieję, że na igrzyskach olimpijskich w Rio nasza reprezentacja spisze się dużo lepiej - analizował pan Przemek, który przyjechał na mecz z Oleśnicy.

Hala była wypełniona w znacznej części, ale już w Strefie Kibica na placu pod Iglicą było pusto. W piątkowe popołudnie mecz Polaków oglądało w niej nie więcej jak 100 osób. Obsługa gastronomiczna nie miała więc zbyt wiele pracy, tak samo jak sprzedawcy na stoiskach z gadżetami do kibicowania. Te można było policzyć na palcach jednej ręki, świeciły pustkami. Jeśli ktoś się przy nich zatrzymywał, to bardziej, żeby przyjrzeć się szalikom. - Poza jedną kołatką jeszcze nic nie sprzedałem, a stoję tu już ponad godzinę. Chyba zaraz będzie trzeba zwijać interes - powiedział nam jeden ze sprzedawców na niecałą godzinę przed meczem.

Chorwacja jeszcze boli

Mecz ze Szwecją był bardzo wyrównany, choć początek nie był najlepszy dla Polaków, którzy zaczęli bardzo nerwowo. Szwedzi rozkręcali się powoli, ale kiedy wreszcie złapali odpowiedni rytm, sprawiali naszym sporo problemów. Po pierwszej połowie był remis 12:12. W drugiej części gra toczyła się niemal bramka za bramkę, a bohaterem Polaków był Sławomir Szmal. Kapitan biało-czerwonych dwoił się i troił w bramce, broniąc dwa z trzech rzutów karnych. Ostatecznie Polska wygrała 26:24.

- Cieszę się, że hala wypełniła się dzisiaj niemal w całości, tak jak miało to miejsce w Krakowie, chociaż dzisiejszy mecz tak naprawdę był pojedynkiem o nic - podkreślał rozgrywający reprezentacji Polski Bartosz Konitz. - To był dla nas bardzo trudny mecz, bo w głowach w dalszym ciągu siedzi nam porażka z Chorwacją. Czy po tej porażce kamień spadł mi z serca? Myślę, że nie - przyznał.

Na boisku był także wrocławski akcent. W pierwszej połowie na parkiecie pojawił się skrzydłowy miejscowego Śląska Jakub Łucak, który zakończył spotkanie z jedną bramką na koncie.

- Nie podchodziłem do tego meczu w jakiś szczególny sposób. Co prawda we Wrocławiu występuję na co dzień i z pewnością na trybunach było wielu kibiców Śląska, ale przyznam, że nie chciałem tutaj zagrać - powiedział skrzydłowy WKS-u Jakub Łucak. Nie dał się jednak namówić na analizę tego, co nie wyszło. - Chyba już wszystko zostało powiedziane. Cieszymy się, że udało nam się pożegnać z turniejem zwycięstwem - zakończył

Kibice we Wrocławiu wybaczyli Polakom porażkę z Chorwacją. Po końcowej syrenie po hali niosły się okrzyki "dziękujemy!".