Raul Lozano: może kiedyś byłbym najlepszym libero na świecie

Raul Lozano, Argentyńczyk, który trenuje Cerrad Czarnych Radom, zdradził podczas środowego wykładu w WSH, że lepiej mu się pracuje z kadrą, niż z klubami, ale będzie robił wszystko, aby w nowym sezonie pracować także w Radomiu
Na wykład "Siatkówka - moja pasja" przyszli do auli Wyższej Szkoły Handlowej głównie uczniowie radomskich szkół ponadgimnazjalnych. Argentyński szkoleniowiec zwracał się do nich za pośrednictwem tłumacza. Lozano mówi po hiszpańsku i włosku (kilkanaście lat pracował w Italii), natomiast mimo iż był trenerem polskiej kadry, nie nauczył się naszego języka, nad czym ubolewał. Twierdzi, że nie ma pamięci do języków. - To jest zaszczyt, że przychodzą ludzie w wieku mojego syna i chcą mnie słuchać. I za to muszę bardzo podziękować - mówił. Jak dodał, uczestnicząc w takich spotkaniach spłaca dług wobec naszego kraju, Polaków, bo został u nas bardzo dobrze przyjęty. - To jest premia dla mnie za to, że to wy tu jesteście, a nie, że ja wam daję wykład - podkreślił. I nazwał siebie człowiekiem uprzywilejowanym, bo może robić to co kocha, dobrze mu za to płacą, a jeszcze młodzi ludzie go słuchają. Zdradził, że w młodości próbował uprawiać różne dziedziny sportu: tenis, piłkę ręczną i nożną. Ale pozostał przy siatkówce, bo to było zawsze jego pasją. - Dlatego zostałem trenerem, bo nie miałem dużych predyspozycji, aby grać na wysokim poziomie ze względu na wzrost. W tamtym czasie nie istniała pozycja libero, a może byłbym najlepszym libero na świecie - mówił. A potem żartował, że możliwe też, iż świat stracił nowego Messiego lub Federera. Ale zyskał za to dobrego trenera siatkówki. Jak opowiadał zaczął trenować młodych siatkarzy za namową jednego z działaczy klubu, w którym grał. Studiował wtedy inżynierię i pomyślał, że wiedza wyniesiona z zajęć przyda mu się w profesji trenera. - Kiedy na V roku zostało mi jeszcze osiem egzaminów zostawiłem studia i zacząłem się specjalizować w trenowaniu siatkówki. To było coś szalonego, bo trenowanie nie dawało pieniędzy, za które można wyżyć. Szedłem za pasją nie wiedząc jaka będzie moja przyszłość, czy z tego da się utrzymać - mówił Lozano. Postanowił wyjechać do Włoch. Na dwa-trzy lata. I zapowiedział rodzicom, że jak mu się nie uda, to wróci i zda te osiem egzaminów, które mu pozostały do ukończenia studiów. - To był rok 87-88. I okazało się, że jak wyjechałem tak nie skończyłem tej inżynierii - dodał trener. - Czasami zapraszają mnie, abym powiedział jak zdobyć sukces w siatkówce. Chciałbym wtedy zmienić środek ciężkości. Nie jest najważniejsze żeby wygrywać w sporcie, żeby zdobywać medal. Dla mnie to głupota. Jeśli popatrzymy na Igrzyska Olimpijskie to startuje 10 tysięcy a medal zdobywa tysiąc. Sukcesem jest już to, aby się poświęcić na tyle, by się tam znaleźć. Sport przekazuje, że jest wysiłek, który nie zawsze kończy się medalem i sukcesem samym w sobie jest to, że przezwyciężamy siebie. Sukcesem jest także to, żeby robić to co się chce, to co się podoba, żeby żyć naszą pasją. Najważniejsze nie jest to, żeby zarabiać dużo pieniędzy, ale żeby robić to, co nas pasjonuje i przy okazji zarabiać pieniądze - uważa Argentyńczyk. Jeden ze słuchaczy zapytał czy Lozano, który został także trenerem kadry Iranu, zostanie z Czarnymi? - Jeżeli chodzi o zawodników, to chciałbym zostać, bo czuję się tu dobrze, oni dużo pracują i na nic się nie skarżą. Mamy pewne ograniczenia ekonomiczne jeśli chodzi o klub, ale mamy wszystko czego potrzebujemy. Od kwietnia do września będę z reprezentacją Iranu, bo mam zamiar z nimi jechać na olimpiadę, a potem będę się starał robić wszystko, aby w nowym sezonie pracować w Czarnych - odpowiedział szkoleniowiec.