Rosa pokonała Sodertalje, ale nie odrobiła strat ze Szwecji

W meczu piątej kolejki II fazy rozgrywek FIBA Europe Cup, Rosa Radom po zaciętym meczu pokonała Sodertalje Kings. Był to pierwszy triumf radomian w tej fazie, ale nie mógł on w pełni usatysfakcjonować gospodarzy, którzy nie zdołali odrobić strat z pierwszego meczu rozegranego w Szwecji.
Pomimo, że Rosa przed środowym pojedynkiem straciła szansę awansu do kolejnej fazy FEC, to miała o co walczyć. Radomianie, by opuścić ostatnie miejsce w tabeli grupy U, i odnieść pierwszy triumf w tej fazie rozgrywek, musieli nie tylko pokonać rywali ze Szwecji, ale i uczynić to w wymiarze większym aniżeli osiem punktów różnicy. Właśnie taką stratą zakończył się mecz Rosy w pierwszym pojedynku obu ekip rozegranym w Szwecji. Z kolei przyjezdni mieli jeszcze cień szansy na awans, ale musieli w Radomiu zdobyć dwa punkty. Zgodnie z przewidywaniami obie ekipy od początku nastawiły się na grę ofensywną, ale dość długo nie potrafiły złapać właściwego rytmu. Dopiero po kilku minutach goście zaczęli nieco lepiej trafiać, co przemieniło się na wynik. Po pięciu minutach Sodertalje prowadziło 15:9, ale następnych osiem oczek uzyskali podopieczni Wojciecha Kamińskiego. Ostatecznie kwarta otwarcia zakończyła się sprawiedliwym remisem, a oba zespoły w sumie uzyskały 40 punktów. Najwięcej na swoim koncie zapisał Christopher Czerapowicz - zdobywca ośmiu oczek. Co ciekawe w tej części na parkiecie hali Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji zaprezentował się Igor Zajcew, który po dłuższym rozbracie z koszykówką - kontuzja palca - powrócił do zespołu.

Na pierwsze punkty radomian w drugiej kwarcie, kibice tej drużyny musieli czekać blisko trzy minuty. Po rzucie z pół dystansu zdobył je Seid Hajrić, ale wówczas gospodarze przegrywali 22:29. Najwyższe prowadzenie (10-punktów) Sodertalje uzyskał po trafieniu zza linii 6.75 m. Toni Bizaca i wizja porażki stawała się coraz większa. Na szczęście dość szybko sprawy w swoje ręce wzięli gospodarze i w 18. minucie po trafieniu Zajcewa, wyszli na prowadzenie 38:36. Do końca pierwszej połowy Rosa nie tylko obroniła prowadzenie, ale i powiększyła je do sześciu punktów.

Po niespełna 180 sekundach kolejnej ćwiartki Rosa prowadziła już różnicą dziewięciu oczek, a to oznaczało, że odrobiła straty ze Szwecji. Radość kibiców nie trwała zbyt długo, bo wystarczyła chwila dekoncentracji i na prowadzenie 53:52 wyszli rywale ze Szwecji. Sama końcówka ponownie należała do radomian, którzy na ostatnią kwartę wychodzili prowadząc 66:61.

Przez dwie minuty ćwiartki zamknięcia wynik ani drgnął, a został zmieniony dopiero po rzucie Roberta Witki. W 37. minucie nadzieje na odrobienie strat przez miejscowych były coraz mniejsze, bo gospodarze prowadzili, ale tylko jednym punktem. Ponadto Szwedzi dość dobrze wówczas bronili, a recepty na przeforsowanie ich szczelnej obrony, nie mogli znaleźć radomianie. O ty, że zawodnicy trenera Kamińskiego nie zdołają odrobić strat wiadomo była na 51 sekund przed końcową syreną, kiedy był remis 77:77. Wtedy tylko liczyło się to, czy gospodarze w ogóle zdołają odnieś pierwszy triumf w drugiej fazie rozgrywek. Po jednym celnym rzucie Michała Sokołowskiego miejscowi wyszli na prowadzenie, ale ostatnią akcję mieli do dyspozycji Królowie z Sodertalje. O tym, jak miała ona wyglądać zadecydować miał Vedran Bocnic. Trener przyjezdnych poprosił o czas, ale jego założeń zupełnie nie zrealizowali podopieczni. Dino Pita stracił piłkę a kontratak Rosy został nieprzepisowo zatrzymany i dwa oczka po rzutach wolnych uzyskał Torey Thomas. Tymczasem wynik ustalił kilka chwil później Sokołowski, trafiając po raz kolejny - jeden z dwóch rzutów wolnych.



Rosa Radom - Sodertalje Kings 81:77

Kwarty: 20:20, 25:19, 21:22, 15:16.

Rosa: Thomas 16, Witka 10, Harris 6, Zajcew 12, Szymkiewicz 4, Sokołowski 14, Adams 0, Bonarek 0, Jeszke 7, Hajrić 12.

Sodertalje: Johansson 0, Pita 11, Lejasmeiers 2, Bizaca 23, Ramstedt 0, Bowlin 6, Joseph 0, Spires 6, Anderson 7, Czerepowicz 22.