Ruch Chorzów. Lukasz Moneta odkrył mięśnie, o których w Legii nie słyszeli

Ruch Chorzów. Łukasz Moneta to modelowy przykład piłkarza, jakiego szuka Ruch Chorzów. Nie dość, że młody, to jeszcze ze Śląska.
Na co stać w tym sezonie Ruch Chorzów? Podyskutuj na Facebooku >>

21-letni Moneta zamienił tej zimy Legię Warszawa na Ruch Chorzów. Pomocnik pochodzi jednak z Brzezia. Grał też w Unii Racibórz, LKS-ie Nędza i LZS-ie Leśnica.

- Nie jestem pierwszym piłkarzem, który w młodym wieku trafił do Legii. Nie żałuję tej decyzji. W barwach warszawskiego klubu zadebiutowałem w lidze. Wiele się w Warszawie nauczyłem. Ostatnio grałem w pierwszoligowych Wigrach Suwałki i to także nie był stracony czas. Teraz okrężną drogą wróciłem na Śląsk. Nastawiam się na ciężką walkę o miejsce w podstawowym składzie Ruchu - mówi lewonożny pomocnik.

W Raciborzu od dawna nie ma piłki na wysokim poziomie. Unia grała w ekstraklasie tylko w latach 60-tych, gdy zaliczyła dwa sezony z najlepszymi. - Racibórz to jednak przede wszystkim zapasy. Znakomity Ryszard Wolny. Piłka nożna w naszym mieście kojarzyła się w ostatnich latach z drużyną kobiet. Szkoda, że zespół, który seryjnie sięgał po mistrzostwo Polski, już nie istnieje - dodaje.

Łukasz Moneta wychował się tuż przy stadionie Unii, więc z wyborem dyscypliny sportu nie miał problemu. - Na boisko ciągnęli mnie tata i starszy brat. Właściwie każdą wolną chwilę spędzałem grając z kolegami w piłkę. Szybko trafiłem do dzielnicowego klubu z Brzezia. Kto wie, może do dziś grałbym w niższej lidze, gdyby nie trener Bernard Sławik. To on dał mi szansę. Wypatrzył w B-klasie. To dzięki niemu trafiłem do kadry Śląska. Miałem szansę rywalizować w lidze juniorów z piłkarzami takich drużyn, jak Górnik Zabrze, Ruch Chorzów, Piast Gliwice czy Gwarek Zabrze. Gdyby nie trener, Sławik nie byłoby z czasem transferu do Legii, a teraz do Ruchu - mówi.

Rodzina Monety nie będzie miała aż tak daleko na Cichą, ale piłkarz przyznaje, że wychował się na ekstraklasowej Odrze Wodzisław. - Tata z bratem jeździli, to z czasem jeździłem i ja. W Raciborzu była wtedy tylko czwarta liga, a do Wodzisławia przyjeżdżały jednak najlepsze polskie drużyny. Z czasem Odra upadła z powodu problemów finansowych, ale do dziś czuję sympatię dla tego klubu - dodaje.

Moneta podpisał z Ruchem trzyletni kontrakt. Na razie poznaje klubowe realia. Ponoć ma najbardziej zakwaszony organizm w drużynie, a to oznacza, że pracuje naprawdę ciężko. - Można powiedzieć, że odkrywam mięśnie, o istnieniu których nie miałem pojęcia - uśmiecha się. - Trening w Ruchu jest specyficzny. Różni się od tego, który znałem dotąd, więc na pewno jest wyzwaniem dla nowego zawodnika. Zakwaszenie jest większe niż dotąd, bo też dzięki nowym ćwiczeniom pracują głębsze grupy mięśni. Powoli do tego przywykam. Wierzę, że dam sobie radę - mówi.

Moneta liczy, że to właśnie w barwach Ruchu strzeli pierwszego gola w lidze. - Na razie byłem bliski bramki w sparingowym meczu z Atlantasem Kłajpeda (0:0). Dostałem dobre podanie. Szybko podniosłem głowę. Liczyłem, że zmieszczę piłkę między nogami bramkarza. Nie wyszło. Postaram się poprawić w kolejnym meczu. Wtorek był naszym drugim dniem pobytu na Cyprze. Zmęczenie podróżą i poniedziałkowy chłód dały nam się mocno we znaki. W kolejnych sparingach o gole i zwycięstwa powinno być już łatwiej - podkreśla.