"W trakcie hymnu widzę flagi, szaliki i ludzi z wielkimi emocjami na twarzy. To jest fantastyczne"

Polscy piłkarze ręczni grają w środę o półfinał mistrzostw Europy (godz. 20.30, relacja na sport.pl). W meczu z Chorwacją liczą jeszcze bardziej na doping kibiców. - Mam nadzieję, że hala zapłonie - podkreślił Michael Biegler, trener Polaków.
Przed mistrzostwami Polacy powtarzali, że mecze przed własną publicznością będą dla nich czymś wyjątkowym. Gra w hali wypełnionej 15 tys. biało-czerwonych fanów dla wielu miała być najważniejsza w życiu.

Kibice rzeczywiście od początku dopisują. Na każdym ze spotkań Polaków pojawiło się co najmniej 14 tys. osób. Rekord padł podczas meczu z Francją, który na żywo obserwowało 14 854 fanów. - Niesie nas każde gardło, każde wykrzyczane "Polska!". Kibice wspierają nas od samego początku aż do końca. Z każdym meczem przysparzają nam dodatkowych emocji - opisuje Rafał Gliński, rozgrywający kadry.

- To coś niesamowitego. Kiedy potrzeba, kibice naprawdę są w stanie podnieść na duchu. To się wydaje oczywiste, ale na boisku to bardzo pomaga - mówi skrzydłowy Michał Daszek.

Doping na meczach piłki ręcznej różni się choćby od tego, co dzieje się na meczach siatkówki. Tam publicznością kierują spikerzy, którzy pełnią niemal rolę wodzirejów. Ze względu na przepisy w czasie meczów piłki ręcznej tak być nie może. Choćby dlatego w meczu z Serbią w hali kilka razy robiło się cicho. Od meczu z Francją na trybunach jest jednak grupa fanów z bębnami, którzy prowadzą doping w stylu znanym z piłkarskich stadionów.

- Ludzie cały czas głośno krzyczeli, ale teraz zagrzewanie jest bardziej zsynchronizowane. Wcześniej były sytuacje, w których lewa strona hali śpiewała jedno, a prawa drugie. Fajnie, że teraz wszyscy krzyczą razem. Dzięki temu doping jest troszkę lepszy - mówi Maciej Gębala, obrotowy reprezentacji.

Wszystko zaczyna się jeszcze przed pierwszym gwizdkiem.

- Bardzo szanuję moment, w którym gra się hymn. Większość słów rozumiem. Oczywiście nie robię wtedy nic poza tym, że stoję, a mój wzrok prześlizguje się po kibicach. Widzę flagi, szaliki i ludzi, którzy śpiewają z wielkimi emocjami na twarzy. To jest fantastyczne, uwielbiam grać w Polsce - opowiada trener Biegler.

- Gdy słyszę hymn śpiewany a cappella, przechodzą mnie ciary. Po dobrych akcjach w ataku czy obronie staram się jeszcze zachęcać kibiców do mocniejszego dopingu. Z każdym spotkaniem wznoszą się na wyższy poziom. Może też dlatego, że rośnie stawka spotkań. To dodaje mocy - zaznacza Michał Jurecki, rozgrywający reprezentacji.

Tę moc widać w jego grze, bo na boisku wręcz kipi energią. Ale wsparcie kibiców czują też inni zawodnicy. Jak Krzysztof Lijewski, inny rozgrywający - według niego przy takim wsparciu Polakom gra się o połowę łatwiej niż zwykle. Pod wrażeniem krakowskich fanów są też zagraniczni obserwatorzy. Kiedy pod koniec meczu Macedonii z Norwegią cała hala wspierała drużynę z Bałkanów, macedońscy dziennikarze wyjęli telefony komórkowe i filmowali trybuny.

- W trudnych sytuacjach doping daje nam 10 proc. więcej pewności siebie, 10 proc. więcej szansy, że nie zadrży nam ręka. Ale trudno to określić w liczbach - przyznaje Gębala.

Nic dziwnego, że przed kolejnym meczem trener kadry apeluje do kibiców o wsparcie. - Mogę tylko bardzo szczerze podziękować za to, że wspiera nas około 15 tys. widzów. Proszę, zróbcie to też z Chorwacją. Oczywiście my pierwsi musimy wysłać sygnał dobrą grą. Nie przypominam sobie, by fani tak oblegali poprzednie mistrzostwa Europy. I mam na myśli nie tylko spotkania z udziałem gospodarzy. Dwa lata temu w Danii nie wszystkie hale były tak wypełnione - wspomina Biegler.

Jeśli niesieni dopingiem Polacy wygrają z Chorwacją, zapewnią sobie miejsce w półfinale i zostaną w Tauron Arenie Kraków do końca turnieju. W przypadku remisu lub nikłej porażki będą musieli liczyć na zwycięstwo Norwegów z Francuzami. Inaczej Polacy ostatni mecz rozegrają we Wrocławiu, a zamiast boju o medale zostanie im walka o miejsce piąte lub siódme.

- To nasza hala, nasi kibice, na pewno nam pomogą. Jak będzie trzeba, przyjdzie cięższy moment, wierzymy w to, że doping nas poniesie. Wiemy, że nasi fani są najlepsi - mówi Daszek.

- Przy tak żywiołowym dopingu przeciwnikowi na pewno jest trudniej. W hali jest tzw. kocioł. Wydaje mi się, że jeżeli zagramy swoje, to przy wsparciu takiej publiczności wygramy - podkreśla Gębala.