Chemik Police pod ścianą. Trzeba wygrać

W środę najpierw efektowny koncert na parkiecie miały dać siatkarki Chemika Police, a po meczu w ich ślady miał pójść legendarny zespół Skaldowie. Ze swojego zdania wywiązali się jednak tylko ci drudzy.
Chemik Police w tym roku chce walczyć o triumf w siatkarskiej Lidze Mistrzyń. A przynajmniej o półfinał tych rozgrywek. Po środowej porażce nawet plan minimum wydaje się odległy.

Do Azoty Areny przyjechał lider grupy C Pomi Casalmaggiore. Policzanki nie czuły jednak respektu. Po pierwsze Chemik w pierwszej rundzie pokonał Pomi 3:2 na wyjeździe, a po drugie miał za sobą wypełnioną do ostatniego miejsca halę, która wcześniej pomogła odnieść spektakularne zwycięstwo nad innym potentatem kobiecej siatkówki, tureckim Eczacibasi Stambuł. Nastawienie przed pierwszym gwizdkiem było optymistyczne i już powoli mrożono szampany. Zaproszono nawet zespół Skaldowie, który miał uświetnić wywalczenie przepustek do kolejnej fazy.

Zatrzymane w ataku

Z napompowanego balonu szybko zaczęło jednak uchodzić powietrze. Chemik w pierwszym secie nie mógł wskoczyć na właściwe obroty i przegrał go do 23. Z nawiązką zrehabilitował się jednak w kolejnym. Policzanki w końcu dały prawdziwy popis i zmiotły Pomi z parkietu. Pozwoliły ugrać rywalkom zaledwie dwanaście punktów, a znakomita zagrywka Heleny Havelkowej zupełnie rozbiła drużynę z Casalmaggiore. Wydawało się, że gospodynie w końcu "odpaliły" i teraz wszystko pójdzie zgodnie z planem. Okazało się jednak, że był to jedyny zryw Chemiczek w tym spotkaniu. Pomi wygrało kolejne dwie partie i tym samym całe spotkanie 3:1. Zawiedziona publiczność szybko opuściła halę, a Skaldowie na smutną nutę musieli grać do pustych krzesełek.

Zawodniczki Chemika także schodziły do szatni przygnębione. Większość przedmeczowych założeń zrealizowały (przede wszystkim dobra zagrywka), ale to nie wystarczyło do odniesienia zwycięstwa.

- Serwis wyglądał dobrze, ale niestety nie przełożyłyśmy tego na skuteczność w ataku - mówi Anna Werblińska. - Nie mogłyśmy się przebić przez blok, a w trzecim secie zeszło z nas powietrze i dałyśmy sobie wydrzeć wygraną. Pozostaje nam przeprosić kibiców i zapewnić, że postaramy się zrehabilitować.

Teraz tylko zwycięstwo

Porażka postawiła Chemika w trudnej sytuacji. Zamiast walczyć o pierwsze miejsce w grupie, musi drżeć o to, żeby w ogóle z niej wyjść. Policzanki w środę (27 stycznia) zagrają na wyjeździe z czeskim Agelem Prościejów i muszą wygrać. Zadanie wydaje się na pozór łatwe, ponieważ rywalki przegrały wszystkie mecze, ale ostatnio "urwały" dwa sety Eczacibasi. Przed drużyną Cuccariniego też się nie położą.

- Mamy ciężką grupę i nie ma mowy o tym, żeby jakieś spotkanie było łatwe - mówi Werblińska. - Nie wiem, jakie są możliwe warianty, jeśli chodzi o awans. Nie kalkulujemy i jedziemy po zwycięstwo.

W podobnym tonie wypowiadają się pozostałe zawodniczki. Wygrana daje im pewny awans. Porażka uzależnia natomiast ich dalszy udział w rozgrywkach od innych wyników. Trzeba też pamiętać, że bilety do dalszej fazy może zapewnić trzecie miejsce.

- To nie my zagrałyśmy tak źle, tylko po prostu Włoszki zaprezentowały się bardzo dobrze. W kluczowych momentach podejmowałyśmy złe decyzje, a rywalki nas blokowały - mówi Izabela Bełcik. - Ciągle jesteśmy w grze o awans i tylko to nas interesuje. Są spore szanse i zgodnie z duchem prawdziwego sportowca będziemy walczyć.

Na Agel z dwiema rozgrywającymi?

Dodatkowo Giuseppe Cuccarini na ostatnie starcie będzie mógł wyciągnąć asa z rękawa. Do zdrowia powinna dojść rozgrywająca Joanna Wołosz, której brak był bardzo odczuwalny.

- Asia kończy rehabilitację i mam nadzieję, że szybko wróci do gry - mówi Bełcik. - Liczymy na nią, bo wiemy jak dużym jest dla nas wsparciem.

Chemik musi w następną środę wyszarpać awans. Odpadnięcie w fazie grupowej będzie dla klubu prawdziwą katastrofą i wtedy dla policzanek sezon właściwie się zakończy.