Asseco Resovia po knockdownie w I rundzie PlusLigi

Asseco Resovia w pierwszej rundzie sezonu zasadniczego PlusLigi wyczerpała już limit wpadek na ten sezon. Mimo tego wciąż ma realne szanse na obronę tytułu, nawet przy zmienionej formule rozgrywek

Chcesz wiedzieć wszystko o Asseco Resovii? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Rzeszowscy siatkarze wreszcie mieli chwilę wytchnienia. Dzięki wycofaniu się z rozgrywek Ligi Mistrzów rumuńskiego Tomisu Constanca, po raz pierwszy od początku sezonu nie musieli grać w środku tygodnia. Mogli odpocząć, potrenować, a także podsumować to, co wydarzyło się do tej pory. A myśleć jest o czym, bo dyspozycja mistrzów Polski daleka była od ideału. Na szczęście na koniec pierwszej rundy sytuacja Asseco Resovii wciąż nie jest zła, ale miejsca na potknięcia już nie ma.

Zasada "bij mistrza" w tym sezonie odebrana była dosłownie przez rywali Asseco Resovii. Rzeszowianie zebrali kilka potężnych ciosów, nawet od przeciwników, których powinni wypunktować w trzech krótkich rundach. Co gorsza, we własnym ringu, przy własnej publiczności. I to w momencie gdy wcześniej, po raz pierwszy odkąd wrócili do ekstraklasy, pokonali najgroźniejszego rywala w ostatnich latach, PGE Skrę Bełchatów, i to na jej terenie.

Wtedy wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Później jednak kilka szybkich ciosów sprowadziło mistrzów Polski na deski, z których długo się zbierali. Kilka razy też udało się w ostatnim momencie uniknąć kolejnego liczenia. A gdyby nie ostatnie uderzenie, to punktowo nie wyglądałoby to najlepiej, bo i gra Asseco Resovii najlepsza nie była.

Gdy mistrzowie Polski wygrywali, bili praktycznie tylko prawą ręką, bardzo mocno eksploatowaną. Bartosz Kurek dwoił się i troił, i głównie dzięki niemu obrońcy tytułu nie są w gorszej sytuacji. Dopiero później dokładać zaczęli się kolejni gracze. I usprawiedliwieniem nie może być też to, że od samego początku coś mistrza Polski bolało, którejś z rąk nie mógł użyć, a dwa zęby trzonowe wypadły na kilka miesięcy. Pomysł na mistrza był taki, że żaden uraz nie może spowolnić rytmu walki o kolejny tytuł. Rzeczywistość okazała się jednak inna, nie jest łatwo na szybko zmienić taktyki walki, zastąpić jedno uderzenie innym. Wszystko musi potrwać. I w Rzeszowie trwało za długo.

Na szczęście ostatnie tygodnie były już nieco lepsze, przynajmniej wynikowo, przez co straty poniesione w pierwszej rundzie nie są już tak duże jak w trakcie jej trwania. Asseco Resovia może zaatakować zza podwójnej gardy, z trzeciej pozycji. Musi jednak się pilnować, bo choć trzy punkty straty do PGE Skry Bełchatów są do odrobienia w jednym bezpośrednim starciu, to kolejny mocny cios z zaskoczenia od innego rywala może nie pozwolić już wstać z desek i walczyć o pas, tzw. koronę mistrza Polski.

Na razie rzeszowianie są po lekkim knockdownie, może trochę oszołomieni, zaskoczeni takim obrotem wydarzeń. Ale wydaje się, że najgorsze mają za sobą. Teraz przed nimi kolejnych 13 rund, które dadzą odpowiedź, czy będą na koniec sezonu bronić mistrzowskiego pasa, tzn. korony. A droga do tego tak samo bliska, jak i daleka.