Euro 2016. Przybylski zdradza sekrety. Konsola rządzi na kadrze

Rafał Przybylski nie zagra na polskim Euro, ale na pewno miał spory wpływ na tworzenie się tzw. ?team spirit?. Koledzy twierdzą, że z nim ciężko się nudzić, bo nie stroni od żartów. - Ostro trenujemy, ale musimy też gdzieś wyładować swoje emocje - mówi Przybylski, który zdradził nam jak wygląda dzień kadrowicza.
Tuż przed Mistrzostwami Europy gruchnęła wiadomość, że Rafał Przybylski, rozgrywający Azotów Puławy, na turnieju nie zagra, bo doznał kontuzji oka. W Polsce taka informacja od razu kojarzy się z Karolem Bieleckim, który w meczu reprezentacji doznał tak poważnego urazu, że stracił oko i od tej pory występuje w specjalnych okularach. - Od razu dostałem bardzo dużo wiadomości od znajomych co się dzieje, czy to coś groźnego. Ale spokojne to było zwykłe zapalenie spojówki. Tak naprawdę nie trenowałem półtora dnia. Zbadał mnie okulista w Krakowie i mogłem wracać do zajęć - opowiada Przybylski.

Przegrał z bohaterami

Zawodnik z Puław łatwego zadanie nie miał, bo na prawym rozegraniu przyszło mu rywalizować z niekwestionowana gwiazdą kadry Krzysztofem Lijewskim i byłym kolega z Azotów Michałem Szybą, który był jednym z bohaterów ostatnich mistrzostw świata. - O tym, że nie zagram na turnieju zadecydował trener Michael Biegler. Po prostu uznał, że na mojej pozycji są lepsi zawodnicy. Jasne, że trochę żal, bo taki turniej rozgrywany w Polsce to coś wyjątkowego, a jeszcze nie miałem okazji na turnieju mistrzowskim zagrać. I tak cieszę się, że dotarłem aż do styczniowych przygotowań. Zawsze to jakiś krok na przód - przekonuje Przybylski. Dla gracza Azotów tegoroczny sezon reprezentacyjny był nieco pechowy. Na listopadowy mecz towarzyski powołanie dostał w trybie awaryjnym, ale zagrał bardzo dobrze. Komentatorzy podkreślali, że to był jego najlepszy mecz w kadrze. Zagrał bez kompleksów, rzucił trzy gole i pociągnął grę ekipy narodowej. Niestety doznał kontuzji. Co prawda było to tylko lekkie naciągniecie mięśnia łydki, ale nie mógł zagrać w kolejnym meczu kadry z Hiszpanią i udowodnić selekcjonerowi, że zasługuje na stały etat w kadrze.

Najpierw siła - potem taktyka

Mimo, że na Euro Przybylski ostatecznie w reprezentacji na ME się nie znalazł nie żałuje czasu spędzonego na przygotowaniach. - Każdy dzień przebywania w towarzystwie najlepszych zawodników z naszego kraju jest szansą rozwoju. Atmosfera w kadrze jest znakomita. Oczywiście nie ma mowy o obijaniu się na treningach, ale jak się ma gorszy moment to zawsze znajdzie się ktoś kto podejdzie zapyta co się dzieje, zmobilizuje do pracy - opowiada Przybylski.

Pierwsze zgrupowanie przed turniejem odbyło się w Płocku. Trwało dziewięć dni, a szczypiorniści skupili się głównie na budowaniu siły i motoryki. Plan wyglądał niemal codziennie tak samo. Po pobudce o godz. 8 rano i śniadaniu zawodnicy udawali się do hali, aby za pomocą gymsticków przeprowadzić serię ćwiczeń ogólnorozwojowych, rozciągających i poprawiających koordynację. Jeszcze przed południem trener ordynował trening na siłowni. Po południu zajęcia z cross fitu, a dopiero ok. 19 zawodnicy spotykali się ponownie w hali, gdzie trenowali już elementy piłki ręcznej. - Wszystko było przeprowadzone z głową. Trener Biegler wiedział, że część z nas grała niemal co trzy dni, więc przygotowania były dopasowane tak, żeby nas nie zajechać. Na pewno na ME sił kadrowiczom nie zabraknie.

Rękami potrafią grać w nogę

Na zgrupowaniu był też czas na integrację. Tym razem zawodnicy spotkali się w restauracji Adama Wiśniewskiego, lewoskrzydłowego naszej reprezentacji, gdzie zorganizowano reprezentacyjną wigilię. - Poza tym w przerwach miedzy treningami dużo śpimy i odpoczywamy. W wolnych chwilach króluje oczywiście Play Station i rozgrywki w FIFĘ. Może ktoś powie, że to głupie i dziecinne, ale jest dużo śmiechu i emocji co pozwala nam jeszcze bardziej się zintegrować - zdradza Przybylski. Natomiast sam zawodnik Azotów niemal jednogłośnie wybierany jest przez kolegów tą osobą, która ma największy wpływ na dobrą atmosferę na zgrupowaniach. Niemal co chwila wymyśla kolejne żarty.

Po obozie w Płocku zawodnicy mieli kilka dni wolnego w związku ze świętami, a następnie rozegrali dwa mecze kontrolne we Wrocławiu. Później znowu przerwa na Sylwestra. - Spotkałem się z przyjaciółmi i symbolicznie powitałem Nowy Rok lampką szampana. Nie po to się ciężko trenuje tyle tygodni, żeby w jeden wieczór alkoholem to wszystko zniszczyć - przekonuje Przybylski