Mecz na szczycie w Lidze Mistrzyń: Chemik Police gra o awans

W środę kobieca siatkówka na najwyższym europejskim poziomie znowu zawita do Szczecina. Dodatkowo gra będzie toczyć się o niebagatelną stawkę.
W Azoty Arenie naprzeciw siebie staną dwie siatkarskie potęgi - Chemik Police i włoska drużyna Pomi Casalmaggiore. To mecz na szczycie grupy C Ligi Mistrzyń, a zwycięski zespół będzie mógł już świętować awans do dalszej fazy rozgrywek. Oba kluby mierzą co najmniej w półfinał, ale już sama walka o przejście pierwszej fazy turnieju okazała się bardziej skomplikowana niż przypuszczano przed sezonem. Wszystko przez uroki losowania, które sprawiło, że do jednej grupy trafili sami giganci. Obok Chemika i Pomi w stawce jest jeszcze zeszłoroczny triumfator Ligi Mistrzyń - turecki Eczacibasi Stambuł, a także mistrz Czech, Agel Prościejów.

Jeden faworyt odpadnie już teraz

Ostatni zespół jest co prawda dostarczycielem punktów, ale przepustkę do dalszych zmagań i tak wywalcza tylko dwie najlepsze drużyny,. Kluczowa w tej walce jest ilość odniesionych zwycięstw. Jak na razie Chemik jest na drugiej pozycji i ma na koncie trzy wygrane oraz porażkę. Jeśli wygra też w środę, będzie pewny awansu już przed ostatnią kolejką.

- Nasza sytuacja wyjściowa przed meczem z Pomi jest dobra - ocenia trener policzanek, Giuseppe Cuccarini. - Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to kluczowe spotkanie. Wyjście z grupy to plan minimum, ale my chcemy zająć w niej pierwsze miejsce. Dlatego musimy wygrać oba mecze. Uważam, że ta miesięczna przerwa nam pomogła i zespół jest w dobrej dyspozycji. Pokazał to już ostatni mecz ligowy, który wygraliśmy 3:0.

Chemik do meczu z Pomi Casalmaggiore przystępuje nie tylko w dobrej formie, ale także z niezłą sytuacją kadrową. Pod znakiem zapytania stoi tylko występ Joanny Wołosz, która nabawiła się kontuzji w czasie turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich. Rozgrywająca walczy z czasem, a wynik tego wyścigu poznamy dopiero w dniu meczu.

Zagrywka kluczem do sukcesu

W pierwszym spotkaniu pomiędzy obiema drużynami górą były policzanki. Chemik wygrał we Włoszech 3:2, ale i tak mógł mówić o stracie jednego punktu, ponieważ prowadził już 2:0.

- Przede wszystkim liczę na naszą zagrywkę. Jeśli ten element będzie właściwe funkcjonować, to uda nam się odrzucić rywalki od siatki i postawić skuteczny blok. We Włoszech udało nam się to w pierwszych dwóch setach - mówi Anna Werblińska. Swoje przemyślenia ma też atakująca z Kolumbii, Madelaynne Montano. - Jesteśmy skupione na osiągnięciu naszego celu jakim jest pierwsze miejsce w grupie. Nie brakuje nam pewności siebie i teraz pracujemy przede wszystkim nad tym, żeby po miesięcznej przerwie odtworzyć chemię, która wcześniej panowała między nami na parkiecie.

Forma rywalek jest zagadką, ponieważ włoski zespół został ostatnio nieco przemeblowany.

- To stosunkowo nowy klub, który nie ma bogatej historii. Dopiero kilka lat temu awansowali do najwyższej ligi, a zeszłoroczne mistrzostwo kraju to duże zaskoczenie - ocenia Cuccarini. - Ich gra robi jednak wrażenie. W kadrze nastąpiły małe korekty, ale raczej nie będzie to miało wpływu na postawę zespołu. Dysponują dużymi możliwościami finansowymi i z pewnością to klub na najwyższym poziomie.

Hala będzie pełna

Zespół Cuccariniego może też liczyć na głośne wsparcie z trybun. Klub już w poniedziałek rano wyprzedał wszystkie bilety i mecz obejrzy komplet ponad pięciu tysięcy kibiców.

- Fani już niejednokrotnie pomogli nam w trudnych momentach i liczymy, że teraz będzie podobnie - mówi kapitan zespołu, Aleksandra Jagieło. - Zainteresowanie meczem pokazuje jak duża jest jego stawka, więc zapowiada się mnóstwo emocji. Wierzę, że wyjdziemy z tego pojedynku zwycięsko.

Spotkanie Chemika z Pomi rozpocznie się w środę o godzinie 18:00 w Azoty Arenie.