Sport.pl

Górnik Zabrze. Czy piłkarze z listy transferowej mogą otrzymać drugą szansę?

- Żeby chcieć sięgnąć po któregoś z chłopaków z naszej listy transferowej, musielibyśmy mieć w zespole prawdziwą plagę kontuzji - mówi Leszek Ojrzyński, trener Górnika Zabrze.
Czy Górnik Zabrze będzie piął się tabeli? Podyskutuj na Facebooku >>

Najbliższe dni mają przynieść konkrety w sprawie co najmniej części piłkarzy wystawionych przez Górnika Zabrze na listę transferową. Przypomnijmy - znaleźli się na niej m.in. Mariusz Przybylski, Mateusz Słodowy, Dzikamai Gwaze, Marcin Urynowicz i Maciej Mańka. Dzisiaj nie sposób jednak wykluczyć, że ktoś z tego grona nowego pracodawcy sobie nie znajdzie. I wcale nie musi chodzić o brak zainteresowania ze strony innych klubów, tylko o sprawy finansowe. Większości ludzi ze wspomnianej listy trudno będzie bowiem wynegocjować warunki chociażby zbliżone do tych, jakie mają dziś na Roosevelta. Przykładowo, Przybylskiego obowiązuje jeden z najwyższych kontraktów w Górniku...

Czy gdyby któryś z tych zawodników z Zabrza tej zimy rzeczywiście nie odszedł, mógłby otrzymać od Leszka Ojrzyńskiego drugą szansę? - W piłce niczego nie można wykluczyć, ale jest to mało prawdopodobne - przyznaje szkoleniowiec Górnika. - Żeby chcieć sięgnąć po kogoś z tej listy, musielibyśmy mieć w zespole prawdziwą plagę kontuzji. Pamiętajmy, że zawodnicy wystawieni na listę transferową rozpoczęli przygotowania z naszymi rezerwami. Trenują krócej, mają inne obciążenia. Tymczasem my chcemy bazować na takiej pracy, jaką wykonujemy z piłkarzami pierwszej drużyny. Chłopakom trenującym dziś z rezerwami trudno byłoby nadrobić ten czas - nie kryje Ojrzyński.

Więcej o: