Dakar 2016. Maraton i góry. "Takiego wyzywania w tym rajdzie jeszcze nie było"

Do tej pory przejechane dwa odcinki specjalne Dakaru uczestnicy rajdu mogli traktować jako trudną, ale jednak rozgrzewkę. W środę nie dość, że czeka ich etap maratoński, to na dodatek w górach powyżej 4 tys. metrów.
Odcinek specjalny (o ile nie zostanie skrócony, jak na 2. i 3. etapie) liczy 429 km. Zgodnie z przepisami podczas maratonu zawodnicy są pozostawieni sami sobie. W przypadku awarii sprzętu mogą więc liczyć tylko na siebie. Przynajmniej teoretycznie, bo w praktyce wygląda to czas zupełnie inaczej, zwłaszcza jak się jest gospodarzem rajdu.

Jak? Opowiada Rafał Sonik. - Bracia Patronelli nie są największym wyzwaniem, ale ich sposób organizacji teamu. Dwóch zawodników obsługuje około 30 osób. Są wszędzie. Nigdy nie zapomnę, kiedy na etapie maratońskim dojechaliśmy na biwak, gdzie nie mogło być żadnego serwisu dla kierowców, bo niby nikt nie wiedział, gdzie to jest. Patrzę, a tu samochody serwisowe i kempingowe właśnie braci Patronellich. Pytam ich, jak to możliwe, że teoretycznie mogą tu być tylko zawodnicy i sędziowie, a wy jesteście. Co słyszę? "Ja jestem ich bratem" i koniec dyskusji. Oni nawet nie mieli poczucia, że to nie jest fair play. To był jeden z wielu przypadków potwierdzających, że im - tak uważają - jako gospodarzom należą się specjalne przywileje. By wygrać Dakar, mogą zrobić wszystko. Kropka!

Poza etapem maratońskim, kolejną przeszkodą będzie wysokość. W środę zawodnicy wjadą na około 4100 m n.p.m. (w czwartek będą jeszcze 500 m wyżej - talk wysoko Dakar jeszcze nie był). Zawodnicy, zwłaszcza ci z Europy, by choć trochę przyzwyczaić się do takich warunków spali - jak Sonik - przez ostatnie tygodnie przed Dakarem w namiotach tlenowych symulujących wysokość.

- Organizm człowieka, który nie mieszka w górach, nie jest przyzwyczajony i powyżej 3500 m zaczyna odczuwać coraz mocniej każdy wysiłek. Ma na twarzy coś jak pończochę między percepcją a rzeczywistością. Rodzaj filtra, który nas oddziela od tego, co się dzieje. Im wyżej, tym jest mocniejszy. Jest coraz mniej tlenu w powietrzu, a to powoduje, że możliwości quada są gorsze nawet o 30 proc. Słaby człowiek, słaby sprzęt, a do tego zmęczenie pojawia się dużo szybciej. Na przełęczach w Andach zdarza się, że ludzie nie mają siły zmienić koła - tłumaczy Sonik. - Nie bardzo kontrolujemy wszystko, co się dzieje, niby uczestniczymy w jakiejś akcji, ale to już nie jest pełna świadomość. Wszystko dochodzi z opóźnieniem, dzieje się w zwolnionym tempie. To będzie wielkie wezwanie, którego jeszcze wcześniej w takiej skali na Dakarze nie było. Spałem w namiocie tlenowym, ale to nie jest jeszcze gwarancja, że na tych wysokościach będę w stanie normalnie funkcjonować.



Kto z Polaków stanie na podium Rajdu Dakar?