Rajd Dakar może wrócić do Afryki

Dyrektor imprezy stwierdził, że możliwe jest ściganie w Angoli, Namibii i RPA. I to już nawet za rok.
Tymczasem w sobotę rozpoczyna się 37. edycja Dakaru, który od 2009 roku odbywa się w Ameryce Południowej. Tym razem zawodnicy w czterech kategoriach (auta, motocykle, quady i ciężarówki) ścigają się w Argentynie i Boliwii.

Na konferencji przed startem Etienne Lavigne, dyrektor Dakaru, przyznał, że jest rozpatrywany pomysł powrotu do Afryki, gdzie są korzenie rajdu. - W Angoli, Namibii i RPA są odpowiednie tereny, by przeprowadzić rajd - uważa. - już dwa lata temu rozmawialiśmy o tym w stolicy Angoli Luandzie. Powrót do Afryki jest możliwy, ale nie do północnej części, bo na to nie pozwala sytuacja polityczna.

Historia Dakaru w Afryce sięga 1979 roku. W 2008 roku z powodu zagrożenia terrorystycznego odwołano rajd i rok później przeniesiono do Ameryki Południowej. Powrót do Afryki jest możliwy, tym bardziej że przy organizacji tegorocznej edycji były problemy. Wycofały się Chile i Peru, co spowodowało, że rajd odbędzie się tylko w Argentynie i Boliwii. Lavigne nie wyklucza też, że Dakar pozostanie za oceanem. - Bardzo chcielibyśmy, by start znów był w Chile. Czekamy także na poparcie naszych planów od nowego rządu Argentyny - podkreśla. - Musimy jednak poczuć wsparcie tych krajów.

Marc Coma, pięciokrotny triumfator Dakaru, a obecnie jego dyrektor sportowy, podkreśla, że rajd zadomowił się w Ameryce Południowej dużo mocniej niż wszyscy w 2009 roku się spodziewali. - Wciąż mamy tu wiele do odkrycia. Spróbujemy znów ścigać się w Peru i Chile - mówi w dzienniku "Marca". - Ale trzeba też pamiętać, że korzenie rajdu są w Afryce.