Czy kibice Widzewa zapłacą karę?

- Dla budżetu Widzewa kara jest bardzo bolesna, a co gorsze - nie wiemy, jak zdobyć pieniądze, aby uregulować zobowiązania - przyznaje Ryszard Andrzejczak, prezes sekcji koszykarek Widzewa.
W ostatniej kolejce przed świętami Bożego Narodzenia Widzew zmierzył się w hali Parkowej z Basketem Gdynia. Nieźle spisujące się w tym sezonie gospodynie liczyły, że uda im się odnieść szóste zwycięstwo. Niestety, doświadczony zespół z Trójmiasta okazał się lepszy. Ale to nie był koniec nieszczęść, bowiem przy prowadzeniu Basketu 97:59 kibole odpalili w hali race.

- Do końca meczu pozostało niecałe 15 sekund, dlatego sędziowie nie przerwali spotkania - opowiada prezes Widzewa. Jego zdaniem, gdyby do takich ekscesów doszło wcześniej, kara mogła być o wiele bardziej dotkliwa, bo taryfikator PZKosz. za podobne wybryki przewiduje nawet do 15 tys. zł. Teraz skończyło się na 2,5 tys.

Od decyzji koszykarskiej centrali klub nie ma prawa się odwołać. - W zamkniętych pomieszczeniach nie można używać żadnej pirotechniki. Kara i tak jest łagodna, a sprawą powinna zająć się nawet policja - tłumaczy Adam Romański z wydziału gier Polskiego Związku Koszykówki.

Prezes Andrzejczak uważa, że kara jest dla jego klubu bardzo bolesna, bo rujnuje budżet, który i tak w tym sezonie z trudem się spina. Działaczom Widzewa bardzo trudno znaleźć sponsorów, a wielu dotychczasowych zrezygnowało przed rozpoczęciem rozgrywek. Żeby uświadomić, jak dużo Widzew musi zapłacić, wystarczy dowiedzieć się, że wpływy z biletów przy pełnej widowni nie przekraczają dwóch tysięcy złotych. Tymczasem opłaty sędziowskie to wydatek nawet dwa razy większy, a trzeba też zapłacić za wynajęcie ochrony. Okazuje się, że organizacja meczu ligowego może przekraczać nawet sześć tysięcy złotych.

Wcześniej PZKosz. dwukrotnie nakładał na Widzew kary za skandaliczne zachowanie kibiców. Pierwszy raz, gdy drużyna grała jeszcze w I lidze. Wówczas w meczu z zespołem rezerw z Gdyni kibole odpalili race w hali Anilany. Drugi raz - już w hali Parkowej - w trakcie pojedynku z ROW Rybnik rzucono petardy hukowe. Wybuchy tłumaczono wówczas awarią systemu nagłośnienia. - Zapłaciliśmy wtedy bodajże tysiąc złotych - przypomina Andrzejczak.

- Wierzymy, że był to jednak ostatni wybryk naszych kibiców - dodaje prezes. - Nasz budżet nie jest z gumy, a tym bardziej nie przewidywaliśmy takich niespodziewanych wydatków jak kara za wybryki kibiców. Mamy więc teraz ogromny problem - martwi się.

W koszykarskim Widzewie są bardzo rozczarowani postawą kibiców. Według działaczy klub idzie im na rękę, oferując bardzo tanie bilety. Zorganizowana grupa płaci tylko po 5 zł, czyli 50 procent tego, co pojedynczy fani. Dlatego w Widzewie powstał pomysł, aby sprawcy przedświątecznych burd pomogli w zapłaceniu kary. Taki apel pojawił się w jednym z portali. Przykładem jest piłkarski Widzew, w którym kary za złe zachowanie płacą stowarzyszenia kibicowskie. Mówił o tym Marcin Ferdzyn, prezes klubu.

W koszykarskim Widzewie usłyszeliśmy, że kibice zadeklarowali, że na najbliższe mecze ligowe drużyny będą przychodzić licznie, aby wpływy z biletów pokryły koszt kary za odpalenie rac.

Więcej o: