Pierwszy od lat Rajd Dakar bez Hołowczyca

Dakar 2016, który zaczyna się 2 stycznia, będzie pierwszym od 10 lat, w którym nie wystartuje Krzysztof Hołowczyc, najbardziej utytułowany olsztyński kierowca rajdowy. - Z jednej strony bardzo chciałbym pojechać, jednak z drugiej strony był to odpowiedni czas, aby zejść ze sceny - tłumaczy sportowiec.
Od 2005 roku olsztynianin starował w rajdach terenowych, w tym w najtrudniejszej takiej imprezie na świecie, czyli w Rajdzie Dakar. Hołowczyc doczekał się opinii jednego z faworytów Dakaru. W tym roku udało mu się to przekuć w sukces. W styczniu zajął w Ameryce Południowej trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej rajdu. Dotychczas żadnemu polskiemu kierowcy nie udało się zajść tak wysoko. Po zwycięstwie w sierpniowym rajdzie Baja Poland, Krzysztof Hołowczyc zapowiedział zakończenie kariery w tego typu imprezach. Zaznaczył przy tym jednak, że nadal będzie go można zobaczyć na trasach rally-crossowych.

Rozmowa z Krzysztofem Hołowczycem.

Mateusz Lewandowski: W najbliżej edycji Rajdu Dakar kibice nie zobaczą pana nazwiska na liście startowej. Jakie uczucia temu panu towarzyszą?

Krzysztof Hołowczyc: Muszę przyznać, że w porównaniu do poprzednich świąt Bożego Narodzenia, te minęły w bardzo spokojnej atmosferze. Zazwyczaj już w drugi dzień świąt żegnałem się z rodziną i odlatywałem do Ameryki Południowej. Nie da się ukryć, że moje serce wciąż namawia mnie do ponownego startu, lecz rozum mówi zupełnie co innego. Bardzo chciałbym pojechać w Dakarze, jednak czuję, że to był odpowiedni czas, aby zejść ze sceny.

Ale na pewno będzie pan z uwagą śledził zmagania swoich byłych już konkurentów.

- Z całą pewnością będę obserwował poczynania swoich kolegów. Mocno trzymam kciuki za reprezentantów Polski, ponieważ każdy sukces biało-czerwonych jest dla nas bardzo budujący. Dakar jest jedną z największych imprez na świecie, dlatego zajęcie wysokiego miejsca z pewnością zostałoby zauważone.

Czy w najbliższym czasie ktoś jest w stanie zbliżyć się do pana zeszłorocznego sukcesu i trzeciego miejsca w klasyfikacji generalnej?

- W tym momencie chłopaki mają bardzo podobne do moich narzędzia, aby zbliżyć się do tego wyniku. Chociażby Adam Małysz. Pojedzie z Xavierem Panserim, z którym jechałem w poprzedniej edycji rajdu. Adam ma również świetny samochód i jedzie w bardzo dobrym zespole [Mini All4 Racing - red.]. W Dakarze startuje już od kilku lat, więc pora, aby swoją jazdę zamienił w sukces. Najchętniej widziałbym go wśród pięciu najlepszych kierowców, jednak trzeba pamiętać, że będzie to bardzo trudne zadanie.

Kto ma największe szansę, aby zwyciężyć w najbardziej prestiżowej kategorii samochodów terenowych?

- Katarczyk Nasir Al-Atijja jest zdecydowanym faworytem do zwycięstwa. Ma świetny samochód, a ponadto ze wszystkich kierowców startujących w Dakarze przejeżdża najwięcej kilometrów rocznie. W tym roku według mnie do walki o największe laury powinien się włączyć również Giniel de Villiers. Z całą pewnością będzie to ciekawy rajd, a wszyscy czekają na to, co pokażą Sebastian Loeb, Carlos Sainz czy Stéphane Peterhansel. Jeśli nie zostaną w tyle na początku rajdu, to w drugiej części zawodów mogą sporo namieszać.

Olsztyn będzie miał swojego przedstawiciela w najtrudniejszym rajdzie na świecie, a jest nim pilot Sebastian Rozwadowski. Jak ocenia pan jego szansę? Przecież to debiutant.

- W zeszłym roku razem z Sebastianem odbyliśmy kilka rozmów na temat naszego wspólnego startu. Niestety, z kilku względów nie udało się nam zrealizować tych planów. Jego kierowca [Litwin Benediktas Vanagas - red.] brał już udział w tego typu imprezie. Jest bardzo szybki, lecz cały czas brakuje mu równej jazdy. Dakar jest bardzo długim rajdem, trwającym ponad dwa tygodnie. Nie wygrywa się go dzięki zwycięstwu na jednym odcinku specjalnym, tylko szybką, równą jazdą od początku do końca. Mam nadzieję, że dzięki Sebastianowi będzie w stanie ustabilizować swoją formę.

Udzielał pan Rozwadowskiemu jakiś rad?

- Przekazałem mu jak największą liczbę informacji. Nie pojedzie jednak jak inni nowicjusze. Będzie mógł skorzystać z pomocy sporej grupy doświadczonych ludzi. W polskim teamie podczas Rajdu Dakar jest przecież Rafał Sonik [zwycięzca imprezy w 2015 roku w kategorii quadów - red.]. Mam nadzieję, że poczucie wspólnoty spowoduję, że wszyscy nawzajem będą się wspierać.

Rezygnacja ze startów w rajdach terenowych nie oznacza definitywnego końca pana kariery. Ostatnio kibice mogli pana oglądać w czasie Grand Prix Olsztyna.

- Chcieliśmy w ten sposób uczcić 10-lecie Automobilklubu Warmińskiego. Trzeba zaznaczyć, że nasz samochód [Mitsubishi Lancer Evo II - red.] nie jest przystosowany do dróg asfaltowych. Musieliśmy dokonać pewnych modyfikacji, aby na początku grudnia wystartować w Rajdzie Barbórka. Kilka dni później postanowiliśmy wystartować również w pokazowym przejeździe i pokazać się przed olsztyńskimi kibicami.

Jakie ma pan plany na 2016 rok?

- W przyszłym roku pojadę w najwyższej klasie mistrzostw Rallyross, tzw. SuperCars. To potwory, które pod swoją maską skrywają ponad 600 koni mechanicznych. Będzie to dla mnie kolejne wyzwanie i nowy etap życia sportowego. Bardzo chciałbym wystartować podczas 73. Rajdu Polski [1-3 lipca - red.], choć będzie to trudne zadanie. W tym samym czasie została zaplanowana runda eliminacji Mistrzostw Świata w Rallycrosie, która odbędzie się w Szwecji.