Koszykówka. Trener Emil Rajković po ataku na sędziego: Chciałem wpłynąć na zawodników

- To nie było nic personalnego, wynikało z emocji w czasie meczu, chciałem wpłynąć na zawodników - tłumaczył się po meczu z Asseco Gdynia trener Śląska Wrocław Emil Rajković.
W poniedziałek w hali Orbita było gorąco, ale nie ze względu na sportowe emocje. Tych prawie nie było, bo Asseco wygrało pewnie 82:60, kontrolując spotkanie od pierwszej do ostatniej minuty.

Pod koniec trzeciej kwarty Emilowi Rajkoviciowi - słynącemu z impulsywnych reakcji - puściły nerwy. Macedończyk wbiegł na parkiet, przepchnął sędziego klatką piersiową, a następnie przez dobre kilkanaście sekund wydzierał mu się prosto w twarz. Za swoje zachowanie szkoleniowiec został odesłany na trybuny. Jest niemal pewne, że na tym jego kara się nie skończy i władze ligi wyciągną wobec niego dalsze konsekwencje. Niewykluczone, że nie skończy się tylko na grzywnej finansowej, ale także zawieszeniu.

Po meczu Rajković kajał się, przepraszał arbitrów za swoje zachowanie i szukał usprawiedliwienia. - Co mogę powiedzieć w ramach wytłumaczenia mojego zachowania - na pewno nie jestem z tego dumny - podkreślił trener Śląska. - Chcę przeprosić sędziego Marka (Maliszewskiego - przyp. red.) za moją reakcję, za ten wybuch emocji. To nie było nic personalnego, wynikało z emocji w czasie meczu, chciałem wpłynąć na zawodników. Mam nadzieję, że w kolejnych meczach będziemy grać z jeszcze większym ogniem oraz poświęceniem i nie będę musiał stosować tego typu środków - tłumaczył.

Dla Śląska porażka z Asseco była już ósmą z rzędu i dziesiątą w sezonie. Wrocławianie wciąż pozostają bez wygranej na własnym terenie. Po 12. kolejkach zajmują przedostatnie miejsce.