Wiceprezes Developresu SkyRes Rzeszów: Nie wypaliły nam transfery

- Nam jest potrzebny spokój, dziewczyny musza nauczyć się wygrywać. Mieliśmy trudny kalendarz, przegraliśmy cztery z rzędu mecze i trudno było się po nich podnieść. Gdybyśmy mieli przeciwników w naszym zasięgu to może inaczej ułożyłby się sezon - mówi wiceprezes Developresu SkyRes Rzeszów, Wiesław Kozieł.

Chcesz wiedzieć wszystko o Developresie Rzeszów? Wejdź na RZESZOW.SPORT.PL



Tylko dwa zwycięstwa w jedenastu spotkaniach odniósł w pierwszej rundzie zespół Developresu SkyRes Rzeszów w ORLEN Lidze. Za słaby wynik głową zapłacił trener Mariusz Wiktorowicz, który w ubiegły poniedziałek pożegnał się z klubem. Kontrakt rozwiązano za porozumieniem stron. Na jego miejsce przyszedł Jacek Skrok. 59-letni trener, który został zatrudniony do końca sezonu. Jeśli na koniec rozgrywek zostawi zespół na dziewiątym miejscu przedłuży umowę.

Rozmowa z Wiesławem Koziełem, wiceprezesem Developresu SkyRes Rzeszów:

Tomasz Błażejowski: 11. miejsce i tylko 4. punkty. Chyba nie tak wyobrażaliście sobie pierwszą część sezonu?

Wiesław Kozieł: Zdecydowanie nie. Celem tego zespołu było zajęcie ósmego miejsca, teraz można określić to w kategorii cudu. Jeśli uda się zdobyć dziewiąte miejsce to będzie bardzo dobrze.

Co więc zawiodło, że trzeba zweryfikować plany?

- Jestem prawie na każdym treningu i to co widziałem na zajęciach, a w meczu to przepaść. Nie chciałbym jednak mówić, że wszystko leży w kwestii mentalnej. To najłatwiejsze wytłumaczenie zawodniczek. One mówią, że nie "odpala" im głowa. Pewnie w jakimś stopniu tak, tylko innym też może ta głowa nie "odpalić", a "odpala". Trener musi sobie z tym poradzić. Pewnie trzeba poukładać to trochę inaczej. Trener Mariusz Wiktorowicz na trening mentalny poświęcił godziny. Myślę, że przyniesie to efekt za trenera Jacka Skroka. Nam jest potrzebny spokój, dziewczyny musza nauczyć się wygrywać. Mieliśmy trudny kalendarz, przegraliśmy cztery z rzędu mecze i trudno było się po nich podnieść. Gdybyśmy mieli przeciwników w naszym zasięgu to może inaczej ułożyłby się sezon.

Z drugiej strony mówiono, że właśnie ci lepsi sprawdzą potencjał drużyny.

- Nie wypaliły nam transfery. Popsuła się też atmosfera. Teraz trzeba to naprawić. Chodzi przede wszystkim o walkę. Jak nie zostawisz serca na boisku to trudno myśleć o dobrych wynikach. Zespoły z dolnej części tabeli muszą wszystkie braki nadrabiać sercem.

Trener Skrok zostaje do końca sezonu czy na dłużej?

- Zobaczymy. Na razie podpisaliśmy kontrakt do końca sezonu. W tej chwili najważniejszą rzeczą podczas miesiąca przerwy jest trenowanie i poukładanie drużyny, by wygrywała. Jednak znów zaczynamy z trudnymi rywalami. Na początek mamy Impel Wrocław, któremu nie idzie w lidze. Na pewno będą chcieli wygrać, bo jak nie z Developresem to z kim? Nie mamy łatwych przeciwników, ale nie zmienia to faktu, że trzeba powalczyć. Co pokazał mecz w Sopocie.

Po tym meczu chwalił pan zespół. Może trzeba było dać szansę Stanisławowi Pieczonce?

- Staszek zabił nam potężnego "klina" tym meczem. Naprawdę doskonale poprowadził zespół. Uznaliśmy jednak, że to nie jest jeszcze jego czas. Choć wiem, że on nadejdzie. Musi jeszcze popracować. Z kilku źródełek napić się tej wody.

Wielu było kandydatów?

- Sporo. Byli m.in. obcokrajowcy z górnej półki za niewygórowane pieniądze. Popatrzmy jednak na Legionovię Legionowo czy BKS Aluprof Bielsko-Biala. Tam włoscy trenerzy nie poradzili sobie z zespołami o lepszym kadrowo potencjale do naszego. Doszliśmy do wniosku, że nie jesteśmy klubem, który potrzebuje w tym sezonie trenera z zagranicy.