Koszykówka. Niegodni koszulki Śląska Wrocław. "Powinni wracać do domu"

- Mamy zawodników, którzy nie zasługują na to, żeby nosić koszulkę Śląska Wrocław, i powinni wracać do domu - grzmiał po porażce z MKS Dąbrowa trener wrocławian Emil Rajković.
MKS wygrał łatwo 89:71, choć przyjechał do Wrocławia bez swojego najlepszego strzelca Jakuba Dłoniaka, który jest kontuzjowany. Mimo to gracze z Dąbrowy bardzo dobrze radzili sobie w ataku, trafiając połowę rzutów dwupunktowych (21/42) i ponad połowę rzutów za trzy punkty (12/23). Gospodarze byli bezradni - trafili tylko cztery trójki, mieli mniej asyst i więcej strat.

Śląsk prowadził tylko przez dwie minuty, ale przewaga MKS uwidoczniła się dopiero po zmianie stron. Po dwóch kwartach Śląsk przegrywał 35:39. Na początku trzeciej goście urządzili sobie festiwal strzelecki, trafiając kilka ważnych trójek, po których wyszli na kilkunastopunktowe prowadzenie.

Śląskowi nie pomogła dobra gra Jarvisa Williamsa (20 punktów, siedem zbiórek) i Anthony'ego Smitha (18 punktów). Po raz kolejny zabrakło wsparcia ze strony polskich graczy. Najlepszy z nich, Kamil Chanas, rzucił 10 punktów i miał pięć zbiórek.

Ciężar gry w ataku MKS rozkładał się na większą liczbę graczy, co okazało się kluczowe. Z bardzo dobrej strony pokazali się Rashaun Broadus (23 punkty, pięć asysty i trzy zbiórki) i Sam Dower (17 punktów i siedem zbiórek), którzy dostali solidne wsparcie od Mateusza Dziemby i Przemysława Szymańskiego.

Dla Śląska była to już siódma porażka z rzędu i dziewiąta w ogóle. Mało tego, wrocławianie pozostają jedyną drużyną w 17-zespołowej stawce TBL, która nie wygrała w tym sezonie ani jednego meczu we własnej hali. Z bilansem 2-9 zajmują trzecie miejsce od końca i faza play-off coraz bardziej się od nich oddala.

- To przykre, że Śląsk znalazł się w takiej sytuacji, w jakiej jest teraz. Po prostu trzeba pracować i myśleć, co zrobić, by było lepiej. Na pewno wcześniej czy później przyjdą dobre czasy dla Śląska - mówił Kamil Chanas, kapitan WKS.

Po meczu z MKS macedoński szkoleniowiec był wściekły na swoich podopiecznych. Niektórym z nich zarzucał brak zaangażowania.

- Przypuszczam, że wiele osób to widzi, i ja też tak myślę, że mamy w składzie zawodników, którzy nie zasługują na to, żeby nosić koszulkę Śląska Wrocław, i powinni wracać do domu - grzmiał Emil Rajković. - Jeśli będzie trzeba, to możemy grać młodymi zawodnikami, wrocławską młodzieżą. Oni będą walczyć. Skoro rezultat ma być taki sam, to może tak będzie lepiej, zamiast grać tymi, którzy nie wiedzą, jak być profesjonalnymi koszykarzami - zakończył.

We Wrocławiu większe nadzieje wiązali z przyjściem Emila Rajkovicia, który miesiąc temu zastąpił Mihailo Uvalina. Pod wodzą Rajkovicia wrocławianie co prawda wygrali wszystkie trzy mecze w pucharze FIBA Europe Cup - z BC Siauliai, Interem Bratysława i Royal Halil Gaziantep, zapewniając sobie awans do kolejnej rundy, ale w lidze wciąż nie potrafią się przełamać. Mecz z MKS był dla Emila Rajkovicia piątym w lidze - jego drużyna wszystkie przegrała, a przecież poza Anwilem rywale nie byli z najwyższej półki, bo trudno za takich uznać Start Lublin, Stal Ostrów czy zespół z Dąbrowy.

Wszystko wskazuje na to, że ze Śląskiem pożegna się Rashad Madden. Amerykanina zabrakło w kadrze na piątkowe spotkanie. Ponoć mocno zainteresowany jest nim jeden z klubów z greckiej ekstraklasy - AGO Retymno Aegean. We Wrocławiu raczej nie będą robić Maddenowi problemów z odejściem. 23-letni obrońca co prawda gra w miarę równo, ale bez fajerwerków. Oczekiwania w stosunku do niego były dużo wyższe.