Jak bumerang. Co może żużel wziąć z koszykówki

Krótka piłka. Felieton Wiesława Pawłata
Co roku o tej porze wraca jak bumerang sprawa związana z przydzieleniem licencji klubom żużlowym. Z tego powodu też geografia polskiego speedwaya nieustannie się zmienia.

W jednym sezonie do rozgrywek nie zostają dopuszczone kluby z jednych miast, w drugim z innych. Powodem tego kontredansa jest zwykle ich zadłużenie. Głównie jest to spowodowane zaległościami wobec zawodników. Takie problemy ma też lubelski Motor. Wprawdzie Główna Komisja Sportu Żużlowego zostawiła pewien wytrych w postaci tak zwanych licencji nadzorowanych, a polega to w głównej mierze na tym, że kluby układają się z wierzycielami, czyli przede wszystkim z zawodnikami, co do spłaty długu, ustalają jakiś termin, a potem jak Bóg da - albo się ich uda spłacić, albo nie.

Myślę, że może dałoby to się jednak jakoś unormować. Wzór może stanowić Tauron Basket Liga. Tam też w grę wchodzą konkretne pieniądze, zawierane są kontrakty z zawodnikami zagranicznymi i krajowymi. Naturalnie mogą też przytrafić się klubom kłopoty finansowe, a co za tym idzie - problemy z wypłatami dla graczy. Aby jednak zawodnicy nie ucierpieli, wprowadzono żelazną zasadę, mianowicie klub musi przed sezonem, jeszcze w procesie licencyjnym, przedstawić gwarancje finansowe. Wymaganą kwotą jest 2 mln zł brutto na sezon, z czego połowa musi być przeznaczona na płace dla zawodników i trenerów. Co do kwoty, to się nie upieram, ale myślę, że warto by było przeszczepić doświadczenia z parkietu na żużlowy tor.

DYSKUTUJ Z NAMI O LUBELSKIM SPORCIE NA FACEBOOKU