Cieślak o Jancarzu: W Wimbledonie śpiewali piosenki na jego cześć

- Wiele można się było od niego nauczyć, był stworzony do żużla - tak legendę ze Stali Gorzów wspomina trener reprezentacji Polski Marek Cieślak, który Edwarda Jancarza doskonale pamięta z rywalizacji na torze.
Gorzów.sport.pl i dziennikarze Gazety bliżej Ciebie - znajdź nas na Facebooku!

Marek Cieślak właśnie oficjalnie objął też ligowy zespół Falubazu Zielona Góra, ma tam pracować przez dwa najbliższe sezony. Oto jak wspomina mistrza ze Stali:

- Pierwszy raz widziałem go na żywo w 1967 roku. Przyjechał ze Stalą Gorzów na mecz do Częstochowy i zwrócił moją uwagę szopką włosów na głowie, pół czoła mu zasłaniały, i krzaczastymi brwiami. Właściwie to była jedna brew. To był czas, że już było o nim głośno. Mówiło się, że pojawił się w Gorzowie taki młody zawodnik, co dobrze jeździ. On miał wtedy taki rytuał. Na długo przed meczem wsiadał na motocykl i długo nie schodził, jakby chciał się wczuć i przyzwyczaić do maszyny.

- W finałach indywidualnych mistrzostw świata minęliśmy się tylko raz. Pamiętam taki finał na Wembley w 1978 roku, kiedy Edek był w boksie Jurka Rembasa i służył mu swoim motocyklem i wiedzą. Tak mu pomógł, że Polak zrobił najlepszy wynik na Wembley i zajął piąte miejsce. A mogło być lepiej, bo Rembas jechał w biegu dodatkowym o brąz. Tak to Edek bawił się w mechanika.

- Edek szybko stał się bożyszczem kibiców w Wimbledonie. Oni śpiewali piosenki na jego cześć. Jancarz miał też to szczęście, że to na co się umówił z Anglikami dostał. U mnie było tak, że Włókniarz w ramach umowy dostał za mnie cztery silniki. Potem koledzy w Częstochowie jeździli na tym sprzęcie. Dlatego po dwóch latach się zniechęciłem. Ale mieszkanie z Edkiem było super. Mieliśmy skarbonkę, do której wrzucaliśmy pieniądze i składaliśmy się na jedzenie. Do Anglii pojechaliśmy moim dużym fiatem z przyczepką.

- W końcówce kariery losy Edka strasznie się pogmatwały. Jak tak sobie to analizuję to duży wpływ miał jego wypadek w meczu Polska - Włochy, gdzie młody wówczas Włoch Valentino Furlanetto spowodował straszny upadek Edka. Jancarz wiele dni leżał nieprzytomny w szpitalu. Ciężko z nim było. Wylizał się, nawet na tor na chwilę wrócił, ale to już nie był ten sam Edek. To był cień tamtego, dawnego Edka. Jak skończył z jazdą to zajął się trenerką, nawet coś przy reprezentacji działał, potem było Krosno, ale generalnie zaczął się powolny upadek, którego nie mogłem zrozumieć.

- Ja wolę pamiętać tamtego Edka z dawnych lat. To był fajny facet, który w Anglii gonił mnie do roboty. Ja chciałem spać, a on już nade mną stał i gonił mnie do motocykla. Skoro był z Gorzowa, to był skazany na żużel.

Cały tekst z cyklu "Gwiazdy polskiego żużla" można przeczytać pod tym linkiem.

Przemek Pawlicki już w składzie Stali bez znaku zapytania


Więcej o: