Po właściwych stronach Błoń. Właściciele na innych biegunach

Za trudną sytuację Wisły Kraków odpowiada głównie Bogusław Cupiał. W Cracovii Janusz Filipiak zszedł z pierwszego planu, a drużyna zaczęła grać lepiej.
Facebook? » | A może Twitter? »


Koszmarny tydzień za Wisłą Kraków. Co prawda w erze Bogusława Cupiała zdarzyła się dłuższa seria porażek (pięć z kolei na przełomie marca i kwietnia 2014 roku), ale tym razem to były trzy najbardziej bolące, i właściciela, i kibiców - z Cracovią, mistrzem Polski Lechem Poznań i największym rywalem w erze Telefoniki - Legią Warszawa. Do tego doszły kartki, kontuzje i w efekcie wszyscy wiemy, jak wyglądała w niedzielę ławka rezerwowych Wisły. Siedziało na niej sześciu mistrzów Polski juniorów sprzed dwóch sezonów i bramkarz Michał Miśkiewicz.

Za sytuację, w jakiej się znalazła, odpowiada głównie Cupiał. Czasem zastanawiam się, co myśli. W emocjach zwalnia trenera Kazimierza Moskala, jakby był przekonany, że wydał mnóstwo pieniędzy i zapewnił mu skład gotowy co najmniej na mistrzostwo, tylko szkoleniowiec jest partaczem i nie potrafi tego dobrodziejstwa wykorzystać. Tyle że z roku na rok kadra Wisły jest coraz węższa i coraz mniej w niej jakości, zwłaszcza wśród zmienników.

To nie przypadek, że Moskal korzystał z najmniejszej liczby piłkarzy ze szkoleniowców klubów ekstraklasy - 11 rozegrało ponad 1000 minut (12. Maciej Sadlok - 969 minut, a 13. Denis Popović - 765). I gdyby nie kontuzje i kartki, najchętniej ograniczyłby się właśnie do nich, bo zwyczajnie na wielu pozycjach nie miał alternatywy. To nie kamyczek, ale wręcz głaz do ogródka właściciela Wisły. Zresztą trudno się połapać, o co właściwie Cupiałowi chodzi. Z jednej strony słychać, że chce sprzedać klub, przestał dawać na niego duże pieniądze (choć długi mógłby spłacić jednym podpisem), z drugiej wciąż nim żyje, jak za dawnych lat reaguje pod wpływem emocji (np. zwalnia Moskala, choć nie ma dla niego następcy). Tak jakby chciał zjeść ciastko i wciąż je mieć.

W efekcie Wisła jest na drodze, by do końca sezonu zasadniczego balansować między grupą spadkową i mistrzowską. Jeśli nic się nie zmieni na lepsze, będzie bić się o utrzymanie, pierwszy raz od prawie 20 lat. To dopiero będzie największa porażka Cupiała.

W tej beczce dziegciu są jednak co najmniej dwie łyżki miodu. Wisła wciąż gra dobrze w piłkę - 11 na 11 z Legią czy Cracovią toczyła wyrównaną walkę. No i w niedzielę na boisku pojawił się 19-letni Jakub Bartosz. Na tle wicemistrzów Polski zaprezentował się obiecująco i bez kompleksów. Oby na trzeci występ w ekstraklasie nie czekał 21 miesięcy, jak na drugi (i na kontuzję kolegi z zespołu).



Cisza nad Cracovią

Nie jest najpopularniejszą drużyną ekstraklasy. I dobrze! Bo z raportów wynika, że wyniki nie zawsze idą w parze z tym, czy o drużynie jest głośno czy nie. Czasem działa to przeciwnie: im lepiej na boisku, tym mniej o drużynie mówi się w radiu albo telewizji i tym mniej pisze się o niej w prasie. Np. Lech Poznań był najbardziej medialnym klubem ekstraklasy (najczęściej o nim pisano) w okresie od 17 lipca do 24 października, mimo że akurat wtedy przeżywał największy kryzys od lat i miał duże problemy, by wygramolić się ze strefy spadkowej.

O Cracovii też zawsze się dużo pisało i mówiło. Na przykład o tym, jak dyrektor sportowy i trener muszą współpracować, choć się zwyczajnie nie lubią. Albo o tym, jak trener roztacza wizje awansu do europejskich pucharów, mimo że drużyna nie potrafi odbić się od dna tabeli. Albo o głośnych wywiadach udzielanych przez prezesa. I o tym, jak ów prezes próbuje dyktować skład trenerowi. I o tym, że jeden z najlepszych napastników został przyłapany na stosowaniu dopingu. I jeszcze że wiceprezes sądzi się z byłym piłkarzem, który zarzuca mu szantażowanie innych piłkarzy.

Kiedy nic tego nie zapowiadało, zmieniła się estetyka. Z pierwszego planu nareszcie zeszły wywody prezesa Janusza Filipiaka, szepty niezadowolenia agentów do spółki z byłymi piłkarzami i skandaliki mniejsze lub większe. W końcu Cracovia zaczyna kojarzyć się pozytywnie. Przede wszystkim z efektowną krakowską piłką.

W ubiegłym tygodniu wybuchła mała afera, bo okazało się, że Bartosz Kapustka został uderzony podczas imprezy i m.in. dlatego nie mógł zagrać przeciwko Piastowi. Klub źle rozegrał sprawę (zamiast szybko wyjaśnić niedopowiedzenia, wszyscy nabrali wody w usta), ale to dziś jedynie wyjątek, który niczego nie zmienia.

Bo na boisku piłkarze dostarczają niezbitych dowodów, że wszystko idzie w jak najlepszym kierunku - wygrane derby (2:1) mogą być sygnałem, że w Krakowie doszło do zmiany warty. A mecz z liderem w Gliwicach (2:2) pokazał, że - nie przesadzamy, choć ciągle przechodzi nam to przez palce z nutą niepewności - Cracovia to dziś jedna z najlepszych drużyn w Polsce.

Teraz wystarczy tego wszystkiego nie zepsuć. Aferami, niedopowiedzeniami, kłótniami, skandalikami. W Cracovii im jest ciszej, tym lepiej.



Krakowski piłkarz kolejki

Paweł Jaroszyński (Cracovia). Kilka tygodni temu miał problemy z wywalczeniem miejsca w kadrze meczowej, a teraz jest pewnym punktem defensywy.

Cytat kolejki

Jacek Zieliński, trener Cracovii, o swojej drużynie:

To już nie jest zahukany zespół. Już nie jest tak, że parę tysięcy ludzi krzyknie, a my mamy galaretę w nogach